niedziela, 9 sierpnia 2026

Mała zmiana, która robi różnicę – nowy sezon, nowe perfumy.

 

Witam Was w ten pięknie słoneczny dzień!
Jak widać u mnie w pokoju słońce jest na prawdę mocne... Przejdźmy jednak do tematu. Czasami nie potrzeba wielkiej metamorfozy, żeby poczuć powiew świeżości. U mnie taką małą zmianą okazały się… nowe perfumy.

Na wiosnę skończyły mi się moje dotychczasowe perfumy, więc stwierdziłam, że to idealny moment, żeby wypróbować coś nowego. Zamówiłam dwa zapachy z Made in Lab – 67 i 229, a przy okazji dla mamy wybrałam Cherry oraz 18.

Na początku moim faworytem był 229, inspirowany Rabanne Million Gold For Her. To elegancki, kobiecy zapach z owocowo-kwiatowym charakterem i ciepłym, otulającym wykończeniem. Jest bardziej wyrazisty i świetnie sprawdza się wtedy, kiedy mam ochotę na coś bardziej intensywnego.

Z czasem jednak coraz częściej sięgałam po 67, inspirowany kultowym Giorgio Armani Sì. To zapach elegancki, ale jednocześnie lekki i świeży. Wyczuwam w nim owocowe nuty przełamane delikatną słodyczą, dzięki czemu świetnie sprawdza się na co dzień. Na lato zdecydowanie bardziej odpowiada mi właśnie ten zapach – jest subtelniejszy, nie przytłacza i daje uczucie świeżości przez cały dzień.

Czasem od razu zachwyca mocniejszy zapach, ale po kilku tygodniach okazuje się, że najczęściej wybieramy ten lżejszy i bardziej uniwersalny. Kto również tak nie miał?

Lubię takie drobne zmiany. Nowy zapach potrafi odświeżyć codzienność, poprawić humor i dodać pewności siebie. Nie zawsze potrzeba dużych zakupów czy wielkich zmian – czasem wystarczy nowy flakon perfum, żeby poczuć, że zaczyna się nowy sezon. Osobiście dawno nie kupowałam perfum i taki prezent ode mnie dla mnie był na prawdę strzałem w 10! Powyższe flakony są oczywiście inspiracją oryginałów ale od dłuższego czasu myślałam o Gold For Her dostałam próbkę więc wiedziałam, że również będzie fajny. Po pewnym czasie ich już stosowania mogę przyznać, że oba zapachy są piękne i może z okazji Świąt Bożego Narodzenia, poproszę Mikołaja o np. czy Gold For Her ;) 

A wy jakie ostatnio kupowaliście perfumy? Polecacie jakieś konkretne?
Angelika

niedziela, 2 sierpnia 2026

Alicante, które skradło moje serce 🤍

 

Cześć!
W poście o moim panieńskim (klik), wspominałam, że w Hiszpani byłyśmy okrągły tydzień. Przed ślubem nie miałam czasu i możliwości opracowania zdjęć i opisania wszystkiego. Dlatego też dopiero dzisiaj opowiem wam jak było na tym wyjeździe. Z racji, że było to 7 dni (a praktycznie 8), opowiadania o Hiszpani podzielę na kilka postów.

Dzisiaj opowiem Wam o samym mieście, co zwiedzić i czy warto tam polecieć.

niedziela, 26 lipca 2026

Domowy kebab w picie – szybki fit obiad, który naprawdę syci!

 

Cześć,
Zapraszam na kolejny post z serii redukcyjne przepisy z Angeliką ;) Są takie dania, do których wracamy regularnie. U mnie jednym z nich jest zdecydowanie domowy kebab w picie. Smakuje jak ulubiony fast food, ale przygotowany w domu jest znacznie lżejszy, bardziej wartościowy i… po prostu lepszy. Tak jak pisałam wcześniej, to kolejny przepis z mojej mini serii fit przepisów – prostych, sycących i takich, które bez problemu można wpleść w codzienną dietę.

Domowa wersja daje pełną kontrolę nad składnikami. Możesz wybrać chude mięso, dodać dużą porcję świeżych warzyw i przygotować lekki sos na bazie jogurtu. Efekt? Pyszny posiłek bogaty w białko, który syci na długo i nie pozostawia uczucia ciężkości. To świetna opcja zarówno na szybki obiad, jak i kolację czy posiłek po treningu.

Co ciekawe: całość poniżej ma poniżej 500 kcal i 49 g białka! Wszystko zależy oczywiście od proporcji. Ja daję sporo mięsa.

Co znajdziesz w środku?

Bazą jest miękka pita, do której trafiają:
•dobrze przyprawione mięso (najczęściej kurczak),
•chrupiąca sałata,
•pomidor,
•ogórek,
•czerwona cebula,
•sos musztardowo ogórkowy (gotowiec, to jedyny mniej zdrowy składnik)
•absoluty must have to ser, w moim przypadku jest to mozarella light.

Oczywiście dodatki możesz dowolnie modyfikować. Świetnie sprawdzi się także papryka, kiszone ogórki czy odrobina sera light. Polecam przetestować poszatkowaną czerwoną kapustę!

To jeden z tych posiłków, które przygotowuje się w kilkanaście minut, a smakują jak coś zamówionego z ulubionej kebabowni. Jest prosty, sycący i idealny na dni, kiedy nie ma czasu na długie gotowanie. Największy plus? Nie trzeba rezygnować z ulubionych smaków, żeby jeść bardziej świadomie. Często wystarczy kilka prostych zamienników, by klasyczne danie stało się pełnowartościowym posiłkiem. Kolejny plus to możliwość zabrania go do lunch boxa z czego często korzystam! Z resztą jak widać na obrazku powyżej ;)

Smacznego!

Angelika

niedziela, 19 lipca 2026

„Dam ci lekcję” – serial, który daje satysfakcję, ale zostawia też z niewygodnymi pytaniami

 

Cześć,
Czasem trafiam na serial zupełnym przypadkiem i okazuje się, że zostaje ze mną na długo. Tak właśnie było z koreańskim „Dam ci lekcję” na Netflixie. Dowiedziałam się o nim dzięki kanałowi Pyra w Korei na YouTube i już po pierwszym odcinku wiedziałam, że to będzie coś więcej niż kolejna produkcja do obejrzenia wieczorem.

To serial, który z jednej strony daje ogromną satysfakcję. Widzimy ludzi, którzy wkraczają tam, gdzie system zawodzi, a sprawcy przemocy, zastraszania czy nadużyć w końcu ponoszą konsekwencje. I choć momentami wszystko jest mocno przerysowane, trudno nie odczuwać tej charakterystycznej satysfakcji, kiedy ktoś wreszcie mówi: „dość”.

Jednak „Dam ci lekcję” nie opiera się wyłącznie na efektownym wymierzaniu sprawiedliwości. Pod warstwą akcji kryje się opowieść o problemach, które wcale nie są fikcją. O szkołach, w których nauczyciele tracą autorytet, uczniowie zostają pozostawieni sami sobie, a rodzice coraz częściej stają po stronie własnego dziecka bez względu na okoliczności. Serial pokazuje świat, w którym system przestaje działać, a jego miejsce próbuje zająć coś znacznie bardziej radykalnego.

Najbardziej podoba mi się to, że podczas oglądania nieustannie zadaję sobie pytanie: "czy naprawdę chcielibyśmy, żeby świat wyglądał właśnie tak?" Bo choć kibicuje się bohaterom i czuje ogromną satysfakcję z tego, że ktoś wreszcie reaguje, to jednocześnie trudno nie zauważyć, jak przerażające jest to, że do takich metod w ogóle trzeba sięgać.

To również serial o granicach odpowiedzialności. Nie tylko uczniów, ale też nauczycieli, rodziców i całego społeczeństwa. Pokazuje, że problemy szkolnictwa nie biorą się znikąd – są odbiciem tego, co dzieje się poza murami szkoły. Brak szacunku, przemoc, obojętność czy poczucie bezkarności nie pojawiają się nagle. Są efektem wielu zaniedbań.

Myślę, że właśnie dlatego ten serial zrobił na mnie tak duże wrażenie. Owszem, ogląda się go świetnie, jest dynamiczny i momentami wręcz uzależnia. Ale po każdym odcinku zostaje coś więcej niż tylko emocje. Zostają pytania o to, dokąd zmierza współczesna szkoła i czy podobne problemy nie dotyczą również naszego otoczenia.

Jeśli lubicie koreańskie produkcje, które poza dobrą rozrywką potrafią też skłonić do refleksji, to zdecydowanie polecam „Dam ci lekcję”. Tylko ostrzegam – to nie jest serial, o którym zapomina się zaraz po napisach końcowych.

Do zobaczenia,
Angelika

niedziela, 12 lipca 2026

Energetyzująca pielęgnacja z witaminą C – linia Bielenda Professional Supremelab Energy Boost

 

Cześć!
Nie jestem ambasadorką ani nie reklamuję tej serii, a szkoda, moja cera bardzo lubi witaminę C. W pewnym momencie zauważyłam, że witamina C z Bielendy fajnie mi się sprawdza więc uznałam, że zaszaleję i sprawdzę całą serię. Czy na prawdę wszystko jest tak świetne? Sprawdźmy to razem ;)

Codzienna pielęgnacja skóry nie musi być skomplikowana, aby przynosiła widoczne efekty. Linia Supremelab Energy Boost od Bielenda Professional została stworzona z myślą o cerze pozbawionej blasku, zmęczonej i potrzebującej dodatkowej dawki energii. Formuły bazują przede wszystkim na stabilnych formach witaminy C, które wspierają rozświetlenie skóry i pomagają przywrócić jej zdrowy wygląd.

 

Nutri-Rewitalizujący krem do twarzy na dzień i noc
To uniwersalny krem przeznaczony do codziennej pielęgnacji. Jego zadaniem jest nawilżanie, odżywianie oraz wspieranie naturalnego blasku skóry. Formuła wzbogacona o kompleks witamin pomaga poprawić kondycję cery i chronić ją przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych. Krem sprawdzi się zarówno rano, jak i wieczorem, pozostawiając skórę miękką i komfortowo nawilżoną.

Multiyjne Serum-Shot Rewitalizujące
Serum stanowi skoncentrowaną dawkę składników aktywnych, które wspierają wyrównanie kolorytu i poprawę ogólnego wyglądu skóry. Lekka konsystencja szybko się wchłania, dzięki czemu produkt dobrze współpracuje z kolejnymi etapami pielęgnacji. To propozycja dla osób, które chcą wzmocnić działanie kremu i zapewnić cerze dodatkową porcję składników rewitalizujących.

Hydro-Rewitalizujący krem do twarzy SPF 50
Połączenie codziennej pielęgnacji z wysoką ochroną przeciwsłoneczną. Krem nie tylko pomaga utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia skóry, ale również chroni ją przed promieniowaniem UVA i UVB. Obecność witaminy C wspiera działanie rozświetlające, a wysoki filtr SPF 50 stanowi ważny element profilaktyki przeciwstarzeniowej oraz ochrony przed przebarwieniami.

Energetyzująco-Nawilżający krem ultralekki
Produkt o lekkiej formule, która sprawdzi się szczególnie u osób preferujących niewyczuwalne na skórze kosmetyki. Krem zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia, jednocześnie dodając cerze świeżości i promiennego wyglądu. Dzięki szybkiemu wchłanianiu może być stosowany również pod makijaż.

Rewitalizujące serum z witaminą C
Serum z witaminą C zostało opracowane z myślą o cerze potrzebującej rozświetlenia i wsparcia w walce z oznakami zmęczenia. Regularne stosowanie pomaga przywrócić skórze bardziej jednolity koloryt i zdrowy wygląd. Lekka, płynna konsystencja sprawia, że produkt łatwo włączyć do codziennej rutyny pielęgnacyjnej.

Dla kogo jest linia Energy Boost?
Kosmetyki z serii Energy Boost będą dobrym wyborem dla osób, których skóra wygląda na zmęczoną, szarą lub pozbawioną naturalnego blasku. To również propozycja dla tych, którzy chcą wprowadzić do swojej pielęgnacji witaminę C i skupić się na rozświetleniu, nawilżeniu oraz codziennej ochronie skóry. Witamina C to składnik aktywny, które jest bardzo dobry dla młodszych kobiet. Już w latach 20 śmiało można wprowadzać witaminę C. Dodaje ona świetnego blasku i wspomaga naszą cerę. Wiem, że w wieku 50+ witamina C to już niestety zbyt mało. Więc korzystajcie póki możecie ;)

Mój faworyt z całego kompletu? Ultralekki krem. Uwielbiam formuły, które są lekkie jak chmurka. Kolejnym plusem jest oczywiście bardzo dobre nawilżenie. Generalnie cała ta seria jest zbawienna dla mojej cery. Dobrze nawilża, odżywia i nadaje jędrności. Z resztą do serum i kremu wracam już po raz szósty? To minimum.

Do zobaczenia!
Angelika

niedziela, 5 lipca 2026

Blue lagoon

 

Cześć!
Zapraszam Was dzisiaj na kolejną część z serii Korfu. Blue Lagoon — coś, co udało nam się zorganizować totalnie spontanicznie, a okazało się jednym z moich małych spełnień marzeń ♥

Spacerując po naszym miasteczku, trafiliśmy na właściciela jednej z restauracji, który polecił nam wycieczki organizowane przez firmę jego syna (of course). Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, czy była to łódka, żaglówka czy katamaran — nie jestem absolutnie specjalistką w temacie. Zapisaliśmy się dosłownie z dnia na dzień. Cena była bardzo korzystna — chyba około 40 euro za osobę (mogę się już trochę mylić). Wypłynęliśmy około 9:00 rano, a wróciliśmy dopiero wieczorem.

niedziela, 28 czerwca 2026

Mój ulubiony fit cebularz na redukcji


Cześć!
Jako, że wracam aktualnie do redukcji po pół rocznej masie, postanowiłam zrobić serię postów z fit przepisami. Czasami na blogu pojawiały się takie posty. Na masie nie robiłam takich przepisów ponieważ stosowałam po prostu zwykłe, nie fit, przepisy. A z wersjami dietetycznymi jest większy problem. Co do samej redukcji i planach pisałam tutaj -> klik. Więc jeśli macie ochotę to zapraszam do lektury a póki co powróćmy do pierwszego fit przepisu.

Pierwsza moja propozycja to fit cebularz. Nie jadłam normalnej wersji ale cebularz w takiej formie bardzo mi podpasował i nie potrzebuję zbyt wiele w nim zmieniać. Przepis jest łatwo, sama często robię go na oko.

Składniki: 100 g mąki, 200 g skyra naturalnego lub serka wiejskiego, jajko, sól, pieprz, zioła prowansalskie, 2 cebule, 70 g sera żółtego lub mozzarelli light, odrobina oleju, szczypta proszku do pieczenia.

Zaczynam od pokrojenia cebuli w płatki i podsmażenia jej na patelni do momentu aż będzie miękka. Resztę składników przekładam do miski i zagniatam łyżką lub czasem blenderem w zależności od tego jak oceniam ciasto. Przyprawy do smaku. Ciasto przekładam na papier i formuję dość cienki, owalny placek. Piekę w piekarniku kilka minut aż do zarumienienia. Następnie na wierzch daję cebulę oraz ser. Czekam kolejne kilka minut aby całość się zapiekła. Całość pieczenia to 15-20 minut. Wszystko cały czas kontroluję więc nie trzymam się ostro czasu. I gotowe. Danie idealnie do lunchboxa do pracy.

Jedliście/robicie cebularza?
Do zobaczenia,
Angelika

niedziela, 21 czerwca 2026

Suknie piękne, wspomnienia trudniejsze...czyli ostatni salon sukien ślubnych.

Cześć!
To już ostatni wpis z mojej serii o poszukiwaniu tej jednej, wymarzonej sukni. Trzy salony, zupełnie różne doświadczenia, mnóstwo emocji i jeszcze więcej przemyśleń. Każda z tych wizyt nauczyła mnie czegoś innego — nie tylko o sukniach, ale też o sobie i o tym, jak ogromne znaczenie w takich momentach ma atmosfera. Dziś opowiem Wam o trzecim, ostatnim salonie. Miejscu, z którym wiązałam naprawdę duże nadzieje. I choć historia ta zaczęła się dość niewinnie, szybko pokazała, jak cienka bywa granica między ekscytacją a rozczarowaniem…

Na początek spójrzmy na modele, które przymierzałam a później opowiem wam małe story time.

piątek, 19 czerwca 2026

Czy romantyzowanie życia jest złe?

(*Post dodaję ponownie,  ponieważ poprzednia publikacja uniemożliwiała komentowanie)

Cześć!

Ostatnio złapałam się na tym, że codziennie rano, zanim jeszcze wstanę z łóżka, wyobrażam sobie, że mój dzień będzie… idealny. Że kawa w kubku pachnąca cynamonem będzie smakiem małego luksusu, że spacer z psem okaże się magiczną przygodą, a wieczór zakończy się ciepłym światłem lampki i książką w dłoni. Brzmi trochę jak z Instagrama? Tak, wiem. I wtedy pojawia się pytanie: czy to romantyzowanie życia jest dobre, czy po prostu ucieczką od rzeczywistości?

Romantyzowanie życia to umiejętność dostrzegania piękna w codziennych drobiazgach – w porannej kawie, w zachodzie słońca, w prostych gestach bliskich osób. To traktowanie życia z większą wrażliwością i świadomością, szukanie w nim „magii”. Dla wielu jest to sposób na większą radość i uważność.

Plusów romantyzowania życia jest wiele. Chociażby większa uważność i wdzięczność. Dostrzegając małe rzeczy, uczymy się cieszyć tym, co mamy, zamiast ciągle gonić za czymś większym. Dobrze to też wpływa na nasze zdrowie psychiczne. Celebrowanie drobnych przyjemności może działać jak naturalny „detoks” od stresu. "Estetyka życia". Brzmi trochę nowocześnie ale coś w tym jest. Czemu nie żyjemy tak jak byśmy chcieli? Zamiast żyć życiem marzeń wiele osób zamyka się w swoich social mediach i godzinami scrolowania... A gdzie życie?

Oczywiście nadmierne romantyzowanie życia może stać się też pułapką. Życie nie zawsze jest piękne, a ignorowanie problemów może prowadzić do frustracji. Patrząc na „idealne” chwile innych w social media, łatwo poczuć, że nasze życie nie jest wystarczająco dobre. Romantyzowanie może też maskować trudne uczucia, zamiast je przetwarzać.

W tym wszystkim chyba chodzi o balans. Romantyzowanie życia nie musi być złe, jeśli traktuję je jako dodatek – sposób, by dostrzec piękno w codzienności, a nie ucieczkę od tego, co trudne czy nieprzyjemne. To nie oznacza, że każda chwila musi być idealna, że każdy poranek ma pachnieć świeżo parzoną kawą i że każdy spacer w deszczu musi być poetycki. Chodzi raczej o to, żebyśmy potrafili zatrzymać się na moment i powiedzieć: „To też jest życie. To też jest w porządku.”

Czasem celebrowanie małych rzeczy oznacza, że zauważam promień słońca przebijający się przez okno, albo śmiech psa, który wpada mi na kolana w najmniej oczekiwanym momencie. Ale równie ważne jest pozwolenie sobie na zwyczajność i niedoskonałość – na poranne zamieszanie, brak czasu, nieidealny dzień, zmęczenie, chaotyczny wieczór. Romantyzowanie nie ma sensu, jeśli staje się maską, pod którą chowamy trudne emocje lub frustracje.

Ostatecznie nauczyłam się, że prawdziwa magia życia nie tkwi tylko w idealnych obrazkach, które widzimy w mediach społecznościowych. Jest w tym, że kawa czasem jest za gorzka, spacer w deszczu przemoczy buty, a wieczór kończy się stertą niewyprasowanych ubrań i telefonem pełnym nieodebranych wiadomości. I mimo to można to zobaczyć jako coś pięknego – bo to jest życie w swojej autentycznej formie. Ta codzienna mieszanka chaosu i małych cudów, niedoskonałości i chwil, które zatrzymują dech, tworzy coś, co naprawdę warto celebrować.

A wy – romantyzujecie swoje życie na co dzień, czy raczej twardo stąpacie po ziemi?
Angelika

niedziela, 14 czerwca 2026

Fit produkty, które mam w lodówce (i nie wszystkie polecam).

Cześć,
Niedługo wracam do redukcji a co za tym idzie, kilka produktów z mojej diety zamieniam na mniej kaloryczne odpowiedni. I o tych odpowiednikach dzisiaj wam opowiem. Nie stosuję ich za często + smakowo dużo bardziej wolę np. normalny sos niż fit wersję. Ale czasami warto deficyt uzbierać sobie na takich produktach a w weekend skusić się na coś normalnego.

Najmniej fit z tych fit rzeczy to olej. To tak na prawdę normalny olej rzepakowy, ale zamknięty w opakowaniu, które psika. Fajna sprawa bo można równomiernie nalać na patelnie minimalną ilość. Minusy? Prawie od razu opakowanie się popsuło a cena nie jest tego warta. Kupiłam wyłącznie z ciekawości. Aktualnie wolę zainwestować w lepszy "atomizer" i samej dolewać wypełnienie.

Na kajmak namówiła mnie koleżanka z pracy. Smaczne. Ma mniej kcal niż typowy kajmak... ale popsuł się w lodówce już po kilku dniach. Kto na redukcji zje kilkaset gram kajmaku, który ma jakieś 300+ kcal w kilka dni? Nie polecam.

Fit sosy. Trochę ich kupiłam. To dokładnie smak wafelkowy, kebab-gyros oraz ser topiony. Każdy jest inny i do innego dania pasują. Jak jest się wygłodniałym to jest dobre a nawet smaczne. Normalnie? To są dziwne sosy. W wyjątkowej sytuacji sprawdzają się. Przy redukcji warto mieć 1 taki dodatek w lodówce.

Macie do polecenia tego typu produkty przydatne na redukcji? Dajcie znać, szukam nowości.
Do zobaczenia,
Angelika

niedziela, 31 maja 2026

Pomidorowa

Cześć!

Przyszedł nowy rok, poświąteczne zmęczenie jedzeniem i zapragnęłam pomidorówki. I wszystko wokoło. Co z kimś nie rozmawiałam to mówił, że robi tą zupę. Jak byłam dzieckiem dziadek robił mi pomidorową z ryżem i taką też chciałam zrobić. Zastanawiałam się tylko jak dodać do niej białka. Natchnęło mnie na pulpety z mięsa mielone z piersi kurczaka. I tak powstało jedno z moim ulubionych i pożywniejszych dań. Nie jest to nic absolutnie odkrywczego ale jest smaczne i to się liczy. Redukcja czasem tworzy nam w głowie jakieś dziwne spojrzenie, że jedzenie musi być nie wiadomo jak wykwintne i inne. Nic absolutnie mylnego. Tradycyjne dania jak najbardziej na tak.

Możliwości wykonania tego dania jest kilka. Ja gotuję ryż osobno, tyle ile potrzebuję. Ja jem do takiej miseczki jakieś 70 g suchego ryżu.

Tajnym składnikiem pomidorowej są pomidory w słoiku od mamy. Smak jest od razu lepszy. Dodaję odrobinę koncentratu ale to może jest max 1 płaska łyżka. Wszystko tradycyjnie gotuję i na 20 min przed końcem blenduję. Ja preferuję krem. W tym momencie dorzucam kulki z mięsa mielonego. Z czego dokładnie są kulki? 400 g zmielone mięsa, jajko, 40-50 g bułki tartej +sól i pieprz. Całość obtoczona w odrobinie mąki. Zupa wraz z kulkami gotuje się powoli około 15-20 min. Jak kulki będą już upieczone kończę gotowanie. Smacznego!

Moja ambitna dusza krzyczy aktualnie, że ten przepis nie jest czymś „wow” ale mam nadzieję, że kogoś zainspiruję z tak prostą potrawą.
Do zobaczenia,
Angelika

niedziela, 24 maja 2026

Nici, nitki i niteczki - Majowy ogród w rozkwicie, propozycja Angeliki.

 

Cześć!
Ostatnio wkręciłam się w sferę blogową :D Siedzę na waszych blogach i podglądam co tam u was. Miło poczytać i dowiedzieć się co tam i moich blogowych znajomych ;) Wiele razy widziałam pewną zabawę ale zawsze gdzieś to w pewien sposób olewałam? Szczerze mówiąc, nie miałam czasu na dołączenie. Ostatnio również czasu mam mało ale uznałam, że muszę to zmienić i rzucam sobie wyzwanie wzięcia udziału w wyzwaniu niteczek! Masło maślane ale mam nadzieję, że wiecie co i jak. Baner z linkiem zostawiam dla zainteresowanych a resztę zapraszam na moją propozycję majową ;)


Tematyka kwiatów dała mi kilka możliwości. Po pierwsze kwiaty i po drugie pszczółki! Jedna załapała się nawet na powyższy baner. I tym tropem poszłam. Mało o tym wspominam, częściej piszę Wam w komentarzach ale pasjonuje się szydełkowaniem. Jak mam wenę to tworzę dużo a jak nie to nie ;) Bez presji. Mam bardzo, ale to bardzo dużo otwartych projektów (dajcie znać czy wy również). Jednym z nich jest pled dla mojego przyszłego dziecka. Spokojnie, w ciąży nie jestem ;) W moim tempie kończenia projektów to może zdążę ;D Hehe. Mam 1/6 całości? Może nawet mniej. I pomyślałam, że tematykę tego miesiąca wykorzystam w  tym oto pledzie. I tak powstał jeden kwadrat z tytułową pszczółką!

W tle widać również kwadrat z pingwinkiem i kawałkiem jednorożca! Kiedyś pokażę Wam całość ;)
Was również zachęcam do tej wiosennej zabawy.
Do zobaczenia!
Angelika

niedziela, 17 maja 2026

Nasze wyjątkowe zaproszenia ślubne!

 

Cześć!
Zapraszam dzisiaj na post z serii "z pamiętnika narzeczonej". Chciałam opowiedzieć o tym rok temu ale potem wpadła mi myśl, że wolałabym dodać zdjęcia ślubne na bloga po ślubie... A później już o tym totalnie zapomniałam. Co ciekawe poniżej macie tekst, który spisałam realnie rok temu. Miło do tego powrócić. Zapraszam na historię naszych zaproszeń ślubnych!

"Jesteśmy już w pełni przygotowań do ślubu. Wiele rzeczy mamy już wybranych ale wciąż jest kilka aspektów, które wymagają zorganizowania. Jest już prawie pół roku do ślubu. Gości mamy dość sporo i jest to najwyższa pora aby przejść do tematu zaproszeń. Chciałam wam o tym opowiedzieć, ponieważ jest to generalnie ciekawa historia. Nie planowałam robić ich sama. Bałam się, że wyjdą średnie przy finalnym wydruku, coś nie będzie się udawać i końcowo i tak będzie trzeba zamówić gotowe. Miałam w głowie pomysł na główną idee czyli nasze zdjęcie. Zaproszenia często się wyrzuca, uznałam, że w formie zdjęcia można je zawsze włożyć do jakiegoś albumu. A po naszej sesji narzeczeńskiej byłam już 100% pewna, że wykorzystamy te zdjęcia!

niedziela, 10 maja 2026

Korfu: klify, które skradły moje serce 🤍

Cześć,
Już wielokrotnie o tym wspominałam, ale naprawdę kiepsko idzie mi dodawanie na bieżąco zdjęć z wyjazdów. Wciąż mam jeszcze dwa fantastyczne wyjazdy z ubiegłego roku, które koniecznie chcę nadrobić w tym roku. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie ;) W zeszłym roku, przez ślub i milion innych spraw do ogarnięcia, kompletnie brakowało mi na to czasu…

Przejdźmy jednak do tego, co najważniejsze. Długo zastanawialiśmy się, co podarować naszym rodzicom w ramach podziękowania za organizację wesela. W końcu wpadłam na pomysł, że wspólny wyjazd za granicę będzie najlepszą opcją. Moi rodzice nigdy wcześniej nie byli za granicą i nie znają angielskiego, więc pomyślałam, że dobrze byłoby, gdyby ktoś pojechał z nimi. Rodzice mojego męża również nie mówią po angielsku, dlatego postanowiliśmy zebrać wszystkich razem i zabrać ich w podróż do miejsca, gdzie nie mogli liczyć na polskiego przewodnika.

niedziela, 3 maja 2026

Analiza kolorystyczna – jak odkryłam, że jestem Zgaszoną Jesienią (a nie Latem)

Cześć!

Myślę, że większość z was słyszała o analizie kolorystycznej. Też się bawiłam tym tematem ale nie mogłam znaleźć mojego typu. Zawsze był dylemat soft summer czy soft autumn. Gdy przekonałam się na jeden typ to nagle ktoś mi go "rujnował" i pokazywał, że jest absolutnie odwrotnie. Dzisiaj pokażę wam jak zrobić analizę za darmo. Jedyne co potrzebujecie to kilka waszych zdjęć w różnych kolorystycznie ubraniach oraz chat gpt.

Mój prompt dla czata + kilka moich zdjęć: Przeanalizuj moje zdjęcia pod kątem analizy kolorystycznej. Podaj jakim typem kolorystycznym jestem. Określ moją paletę kolorystyczną.

Czat określił mnie jako soft autumn. Faktycznie ta paleta kolorystyczna jest zgodna z tym co mam w szafie i na co często się decyduję.

Jednak często pojawiały się komentarze, że jednak jest to soft summer. Zaczęłam więc dopytywać czata. Zdecydowałam się na analize konkretnych zdjęć.

Chat: "To jest bardzo mocny sygnał. Ciepły beż wygląda naturalnie, Twarz nie robi się szara. Włosy stapiają się z kolorem, a nie kontrastują. Złota biżuteria wygląda jak „część Ciebie”. Musztardowa torebka? Nie gryzie się. I to jest kluczowe. Gdybyś była Soft Summer musztarda byłaby obca, beż robiłby twarz zmęczoną. Tu tego nie ma. Ta stylizacja jest bardzo spójna z Soft Autumn / neutral warm."

Chat: "Ten kolor jest świetnym testem temperatury. To nie jest czysty chłodny niebieski. To jest teal / petrol z domieszką zieleni. I co się dzieje? Ooczy są wyraźne, skóra nie szarzeje, włosy nie robią się żółte. To znów przemawia za neutralno-ciepłą bazą. Gdybyś była typowo chłodna ten kolor byłby trochę „brudny” przy twarzy. A u Ciebie jest harmonijny."

Chat: "To jest najciekawsze. Ta czerwień: jest ciepła, lekko winna, ma nutę brązu. I… wyglądasz w niej bardzo dobrze. Nie ma efektu zbyt mocnego kontrastu, wybicia twarzy, żółknięcia skóry. Za to czarna spódnica przy twarzy (gdyby była wyżej) mogłaby być ciężka. Ale ponieważ jest niżej – nie szkodzi. To znów bardziej jesień niż lato."

Na koniec poprosiłam jeszcze o zdjęcie kontrastujące. Chcę zobaczyć różnice czy faktycznie w złym kolorze tak źle bym wyglądała. Pomińmy fakt, że sztuczna inteligencja zrobiła mi talię niczym Jessica Rabbit. Co myślicie o tym zdjęciu? Jak dla mnie po prawo nie wyglądam źle i oczy są dużo bardziej wyraziste. Chociaż fakt, na taki kolor sukienki nigdy bym się nie zdecydowała.

Zgaszone Lato vs Zgaszona Jesień

Oba:
• są zgaszone (czyli nie kontrastowe, nie jaskrawe),
•dobrze wyglądają w przytłumionych, miękkich kolorach,
•unikają neonów i czystej bieli.

Ale różni je jedno kluczowe słowo - temperatura.

Zgaszone Lato:
• podton chłodny lub neutralno-chłodny
• przygaszone róże, dusty blue, chłodne beże, gołębi szary
• miękka śliwka, przydymiony granat
• lepsze srebro niż złoto

Zgaszona Jesień:
• podton ciepły lub neutralno-ciepły
• zgaszona oliwka, ciepły karmel, cegła
• przytłumione rudości
• stare złoto, ciepły brąz

Finalnie zgadzam się z faktem, że jestem Soft Autumn neutral. Brzmi dość zawile ale dogłębnie analizując wszelkie za i przeciw, zgadzam się.

Co zmieniło się w mojej szafie? Fakt, kilku rzeczy się pozbyłam a kilka kupiłam. Jedną z nowych rzeczy jest żółta torebka. Ogólnie bardzo mnie urzekła i podoba mi się, że jest w mojej szafie ciekawym przełamaniem. Czarne i beżowe dodatki nie zawsze się sprawdzają. Oddałam za to rudy komplet, który od dawna miałam w szafie ale właśnie z jakiś względów w nim nie chodziłam.

A wy robiliście sobie analizę kolorystyczną? Wiecie dokładnie jakim typem jesteście czy tak, jak ja, nie było to zbyt łatwe do określenia? Jeśli jeszcze tego nie testowaliście, polecam pobawić się z AI.

Angelika

wtorek, 28 kwietnia 2026

Body update: koniec masy 🏋️‍♀️

Cześć!

To oficjalne — masa dobiegła końca. Piszę to trochę z ulgą, trochę z dumą, a trochę z lekkim strachem przed tym, co za chwilę. Bo czeka mnie oczywiście redukcja a to jest dużo cięższy dla mnie okres. Zapraszam na podsumowanie okresu masowego a także wymiarów i zdjęć przed i po. Po prostu ja, moje ciało i głowa po kilku miesiącach budowania mięśni.

Zacznijmy od konkretów, bo wiem, że wszyscy je lubimy. Masa dała mi to, na czym najbardziej mi zależało: więcej siły i pełniejsze mięśnie. Głównie poszło mi w brzuch i pośladki. Spodnie już w połowie masowania były na mnie ciasne. Oczywiście, nie ma co się oszukiwać: wpadło też trochę tłuszczu. Jeśli chodzi o efekty przygotowałam grafikę z wymiarami przed i po oraz poglądowe zdjęcie. Cieszę się, że największy wzrost w cm mam w pośladkach. Liczę, że po redukcji zostanie mi kilka cm więcej a brzuch zniknie.


Jak się czuję po masie?
Fizycznie? Silniejsza niż kiedykolwiek. Na sam koniec masy zrobiłam maxy i powiem wam, że byłam pod wielkim wrażeniem. Sprawdziłam 3 ćwiczenia. A oto moje maxy:
Hip thrusty – 125 kg
Martwy ciąg na sztandze  - 100 kg
Wyciskanie hantli na ławce – 15 kg x 8
Treningi na masie nauczyły mnie jeść „pod cel”, dźwigać ciężej i nie panikować, gdy waga idzie w górę. Chociaż na początku było to bardzo trudne. W sumie przez prawie całą masę. Jako, że byłam na wiecznej redukcji było to wyzwaniem. A psychicznie? Na początku lekko stresująco, zmuszałam się aby nie przeliczać kcal i jeść więcej ale z czasem bardzo polubiłam ten okres. Mogę jeść praktycznie co chcę. W dodatku nie miałam problemu z nabijaniem białka. Nie jadłam dużo więcej, jakieś 2-2.4 tyś kcal dziennie. W tygodniu mniej a w weekend więcej. Dzięki masie, miałam również większą przyjemność z chodzenia do restauracji. W końcu to było tylko wyjście a nie „psucie diety i redukcji”. Moja głowa odpoczęła.
W trakcie całego procesu miałam kilka wyzwań np. obicie kości ogonowej, co pokrzyżowało mi treningi oraz przeziębienie przez które na tydzień byłam wyłączona z treningów. Przy chorobie dieta również nie była idealna.
Dlaczego kończę masę właśnie teraz? Czuję, że wycisnęłam z niej tyle, ile mogłam na ten moment. Myślę, że dalsza masa nie tworzyłaby już mięśni a sam tłuszcz. Mimo wszystko mam duży % tkanki tłuszczowej.
Historia wzrostu mojej wagi. Jak widać, idealnie zgodnie z założeniami.


Pół roku masy minęło bardzo szybko. Oby teraz redukcja była równie przyjemna. Jak długo będzie trwać? Sama nie wiem. Jeśli będzie zbyt długo to planuję przełamać ją na około 2 tygodnie, przejściem na zero kaloryczne.
A teraz wchodzę w redukcję na spokojnie. Bez drastycznego cięcia kalorii. Nie chcę również dodawać zbyt wiele cardio na początku. Chcę to zostawić na moment gdy waga będzie stać. A jak będzie? Zobaczymy. Priorytetem będzie regularność, sen i rozsądek. Wolniej = lepiej. To ma być proces, a nie sprint zakończony frustracją. 
Zapomniałabym.. Na spontanie uznałam, że wezmę udział w hyroxie na jesień więc lekko zmodyfikuję treningi ale o tym już kiedy indziej wam opowiem. Trzymajcie za mnie kciuki!
Do zobaczenia!

Angelika

niedziela, 19 kwietnia 2026

Sezon Gonitw Konnych na Służewcu rozpoczęty!

Witajcie miłośnicy koni i adrenaliny!
Mam zaszczyt ogłosić, że sezon gonitw konnych na Służewcu właśnie się rozpoczął! To czas pełen emocji, ekscytacji i niezapomnianych przeżyć dla wszystkich, którzy kochają zapach stajni i dźwięk kopnięcia kopyt na murawie wyścigowej.

Dla tych, którzy dopiero odkrywają magię tego sportu, niech będzie to zaproszenie do świata, gdzie siła, elegancja i determinacja koni łączą się z pasją i umiejętnościami jeźdźców, tworząc niepowtarzalną atmosferę rywalizacji.

Służewiec, jako jeden z najważniejszych torów wyścigowych w Polsce, przyciąga zarówno doświadczonych zawodników, jak i entuzjastów, gotowych poczuć dreszcz emocji podczas każdego biegu. To tutaj, na malowniczym tle zieleni i architektury, odbywają się najważniejsze wyścigi konne, gromadzące tłumy widzów z całego kraju. Podczas rozpoczęcia sezonu największa wygrana dla konia to było 14 tyś. !

Dla miłośników zakładów bukmacherskich sezon na Służewcu to również czas, kiedy mogą próbować swojego szczęścia, obstawiając swoich faworytów i uczestnicząc w emocjonującej rywalizacji na torze i na kuponach.

Podsumowując, sezon gonitw konnych na Służewcu to nie tylko sportowa rywalizacja, ale także wielkie święto dla wszystkich miłośników koni i atmosfery wyścigów. Zapraszam więc wszystkich do wspólnego uczestnictwa w tej niezwykłej przygodzie, która z pewnością pozostanie w pamięci na długo po zakończeniu sezonu.

Do zobaczenia na Służewcu, gdzie emocje są na wyciągnięcie ręki!
Angelika

niedziela, 12 kwietnia 2026

Budujemy dom!

 

Cześć!
Od jakiś 2 lat pracowaliśmy wspólnie z mężem nad naszym “tajnym” wspólnym projektem. Oczywiście śmieję się, że tajny 😉 Jeśli chodzi o większe grono to chcieliśmy się pochwalić dopiero w momencie gdy coś już będzie pewne. Tajnym projektem był dla nas projekt naszego domu. Zaczęło się w sumie już po zaręczynach czyli zaraz to będzie 2.5 roku temu. Najpierw myśli gdzie chcemy mieszkać, potem rekonesans i nasz pierwszy projekt! I projekt ten wyleciał pół roku później do kosza. Nie podobał się nam. Wtedy próbowaliśmy zaprojektować piętrówkę na bardzo wąskiej działce. Była ona zaledwie 1 m za szeroka aby móc się postawić w granicy...

Kolejne podejście zaczęliśmy od zrobienia rekonesansu w gotowach aby mieć coś na wzór co obojgu nam się będzie podobać. Wcześniej było mi obojętne czy parterówka czy piętrówka, tym momencie moje zdanie się zmieniło na parterówkę. Ceny schodów są zatrważające. Zbyt bardzo. Znaleźliśmy fajny projekt stodoły z dość korzystnym kładem funkcjonalnym. Oczywiście zmieniliśmy tak wiele, że co do bazy, nasz projekt jest podobny tylko z nazw stodoła.

I tak przechodząc do naszego projektu wyszedł dom parterowy 140 m2 + garaż 40 m2. Główna część to stodoła do której doklejony jest garaż z dachem płaskim. Piękna część dzienna z kuchnią, salonem i jadalnią oraz przeszkleniami do samej kalenicy. Do tego kilka sypialni. Z czego również się cieszę to fajny duży taras. W międzyczasie zmieniliśmy również działkę.

Papierologia to coś co miło nie wspominam. Geodeta pracował długo i mozolnie, urzędy jeszcze gorzej. A starostwo czekało do ostatniego, ostatniego dnia aby dać odpowiedź co do pozwolenia. Finalnie 21 października odebraliśmy pozwolenie na budowę oraz dziennik budowy. Najdroższą inwestycję naszego życia, czas zacząć!

Do zobaczenia,
Angelika

sobota, 4 kwietnia 2026

Wesołych Świąt Wielkanocnych 🌷

Wielkanoc to dla mnie zawsze czas spokoju, małych przyjemności i rodzinnych spotkań. To chwile, kiedy można się zatrzymać, poczuć wiosnę i… pozwolić sobie na odrobinę słodkości.

Życzę Wam, aby te święta były pełne radości, uśmiechu i ciepła, a każda chwila – nawet ta zwykła – dawała poczucie lekkiego szczęścia. Niech to będzie czas, w którym odpoczywamy, celebrujemy małe momenty i cieszymy się tym, co naprawdę ważne.

Niech wiosenne słońce i dobre towarzystwo dodadzą Wam energii na kolejne dni. Wesołego Alleluja! 🤍

Angelika

niedziela, 29 marca 2026

Ostatnie kadry naszej Londyńskiej przygody!

 

Cześć,
City break to bardzo szybki i intensywny wyjazd ale mimo wszystko polecam. Bardzo miło wspominam ten wyjazd. Ale póki co opowiem wam jak minął nam ostatni dzień. Zdradzę wam, że zobaczył tego dnia budynek, który marzyłam zobaczyć! I się udało... przypadkiem 😉 Uprzedzam tylko, że post zawiera dużo dawkę zdjęć i wspomnień.

*Ciekawostka, na wyjeździe w Londynie byliśmy dokładnie rok temu. Ilość zdjęć i opisanie ich trochę mi zajęło więc uznałam, że ten ostatni post zobaczycie akurat rok po.
Zapraszam!