niedziela, 20 października 2019

Lovely. Sunrise me. Ocean lagoon edition.

Witajcie kochane!
Mam dzisiaj przyjemność zrobić krótką recenzję palety Lovely. Nie chcę mówić o niej bardzo dużo ponieważ YouTube oszalał na porównywaniu jej z Hudą. Jednak oglądając te filmy brakowało mi czegoś i na tym się dzisiaj skupię. Zapraszam. 

Początek roku akademickiego oraz kobaltowy makijaż.

Witajcie moje gwiazdy!
Miło mi was gościć tutaj ponownie. W skrócie, dzisiaj opowiem wam co się u mnie działo wraz z kilkoma zdjęciami. Zainteresowanych zapraszam.

czwartek, 5 września 2019

Żelazowa Wola.

Cześć!
Byłam ostatnio u mojej koleżanki w Sochaczewie i wybrałyśmy się razem do Żelazowej Woli. Możliwe, że nie kojarzycie tej miejscowości. To tam urodził się Fryderyk Chopin.

środa, 28 sierpnia 2019

Moje włosy: pielęgnacja, efekty, ostatnie farbowanie.

Witam!

Ostatni mój post o moich włosach był 3 lata temu. Od tego czasu o wiele się zmieniło, zwłaszcza jeśli myślimy o pielęgnacji. Co do stanu moich włosów i ich koloru, to również uległo zmianie.

Zacznijmy może od krótkiej historii co robiłam przez ostatnie 2 lata. Największym "dobiciem" moich włosów była dekoloryzacja ponad 2 lata temu. Wpłynęło to zarówno na gęstość jak i ich stan końcówek. Jak to zawsze bywa na początku jest okey. Efekty uboczne wychodzą dopiero po pewnym czasie.

I tak wytrzymałam z moim odrostem aż do kwietnia tego roku. Odrostem? Przecież było ombre/sombre. Otóż kolor trochę się zmienia. I gdy na początku był złotym delikatnym przejściem tak z czasem zaczął był dość żółty. Naturalnie mam ciemne włosy więc byłoby to bardziej jak odrost niż zamierzone ombre. I tak powstał pomysł abym coś z nimi zrobiła. Nie chciałam poprawiać koloru ani też nakładać czegoś na całość więc postawiłam na balejaż. W kwietniu udałam się do salonu. Kilka pasm jaśniejszych aby połączyły mi mój kolor z rozjaśnionymi końcami. Efekt jak najbardziej mi pod pasował ale cena już nie. Za taką przyjemność wykonaną rękoma stażystek, komentarzami  "ojoj" oraz wykonaniem tak na prawdę kilku rozjaśnionych pasem a nie całych włosów i to jeszcze bez olaplexu zapłaciłam 400 zł. Dołóżmy do tego fakt, że pani stażystka stwierdziła, że włosy były słabe i trzeba je ściąć 10 cm. A na początku wizyty były zachwycone włosami. Brawa. Oczywiście panie nie widziały problemu w tym, że spaliły mi włosy i mimo podcięcia za kilka dni znów sama je obcięłam. Cena nie podlegała negocjacji. Powodem tego rozjaśniania była impreza rodzinna, która była za miesiąc. Miałam wtedy również umówioną panią fryzjerkę na zrobienie fal z lekkim spięciem włosów przy twarzy. Cenowo okey. Problem powstał po imprezie. Włosy jak druty. Umyłam je ale nadal coś jest nie tak. Wyglądało jakby lakier w ogólnie nic się nie zmył. Kolejne mycie a także werdykt. Popalone końce. I kolejne kilka cm. Jestem załamana tym jak postępują fryzjerzy. Przy robieniu fal prostownicą nie nałożyła nic a nic preparatu. Przy zgłaszaniu uwag i właściwie reklamacji tuż po farbowaniu nic nie uwzględniają... Koszmar. Myślałam, że może przy zadbanych włosach można coś robić ale jak widać dobry fryzjer to skarb. A u mnie takich nie ma.

A teraz pokażę wam moje efekty jeśli chodzi o dbanie o włosy. Przez długo czas mierzyłam włosy jednak nie jest to zbyt wiarygodne dlatego postanowiłam robić zdjęcia i to daje najlepszy podgląd na efekty. Możemy zauważyć zarówno efekty na długości jak i jakości włosów. Serdecznie polecam. Przy zapuszczaniu jest to najlepszy wybór.

Nie będę opisywać produktów i ich konkretnych efektów ponieważ to nie jest ich recenzja. Dodatkowo jeden produkt może różnie działać w zależności od włosów. Chodzi tu bardziej o to jak o nie dbamy a nie koniecznie czym. Ponieważ miałam np. podejście do szamponu dla dzieci bez SLS ale co z tego jak miałam po nim absolutny przyklap? A po kilku myciach łupież??

Oto moich kilka złotych rad. Nie u każdego musi się to również sprawdzić. Warto jednak spróbować. Po pierwsze jest to olejowanie włosów. Chociaż godzinę przed myciem. Jest to dość problematyczne ze względu na możliwość brudzenia włosów. A także poprzez fakt, że z samego umycia włosów nagle powstaje proces kilku krokowy. Po drugie podcinanie końcówek samemu w domu najwcześniej co 3 miesiące. A jeśli ich stan jest dobry to możemy poczekać kolejny miesiąc. Nie ma sensu wybierać się do fryzjera. Po pierwsze nie przytnie wam tylko 1 cm. A po drugie cenowo to też nie jest tania sprawa. Kobieta płaci 30 zł za zcięcie włosów na równo, a pan gdzie jest więcej pracy poniżej 20 zł? Po trzecie domowe kompleksowe zabiegi jak np. olaplex lub inne droższe maski. Możemy tutaj same zakupić sobie np. produkty z Montibello i robić sobie raz na jakiś czas domowe spa. Ostatnim krokiem, który chyba zdziwi większość osób to nie mycie włosów szamponem. Włosy od ponad roku myję maską Kallos Colour i sprawdza się bardzo dobrze. Oczywiście minimum co miesiąc i przed większym wyjściem myję najzwyklejszym szamponem ale w zwykłe dni jest to maska. Musimy pamiętać aby dobrze ją zmyć. Włosy po umycia są świeże i nie puszą się. Oczywiście wcześniej się przetłuszczają. Jednak należy zauważyć, że czym częściej myjemy tym częściej możemy je bardziej nawilżyć np. maską. Czy daje to efekty? Tak. Dopóki tego nie robiłam podcinałam włosy nawet co 2 miesiące. A ostatnio zdarzyło się to po 5 miesiącach. Dopiero wtedy wymagały one podcięcia. Na pewno nie każdemu się to sprawdzi ale warto spróbować. U mnie musiał to być akurat ten brakujący puzzel.

A teraz zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć. Jest tutaj około 1.5 roku dbania i próby zapuszczania włosów.
2018 (od góry): marzec, kwiecień, wrzesień, październik, listopad, grudzień.

2019 (od góry): styczeń, luty, marzec, kwiecie przed i po farbowaniu, maj, czerwiec cięcie, lipiec, sierpień.
xoxo

piątek, 23 sierpnia 2019

Make up paletą Ruby.

Hej kochani!
Tak jak obiecywałam dziś przedstawiam wam makijaż z wykorzystaniem palety Ruby. Jeśli ktoś nie widział recenzji to zapraszam tutaj
Makijaż oka w 99% jest wykonany paletką wyżej. Dołożyłam jeszcze złotą kreskę w załamaniu. Pochodzi ona z Inglota, nr. 27. 
Makijaż wykonałam w ramach zabawy i niestety to był mój błąd. Ponieważ jak widzicie blendowanie mogłam wyciągnąć jeszcze wyżej. Tak samo jeśli chodzi o kreskę. Lepiej wyglądałoby to na zdjęciach. Następnym razem postaram się zrobić makijaż stricte tylko pod zdjęcia. 

W moim makijażu zmieniła się również pomada do brwi. Wcześniej używałam pomady z Inglota. Teraz zakupiłam pomadę z wibo. Pasuje ona dużo lepiej i póki co nie wysycha co stało się z tamtą. 
Dokleiłam kilka gwiazdek, które miałam w moich zbieraninach do paznokci ;) Mam zamiar jeszcze bardziej je wykorzystać ponieważ kiedyś, nie mam pojęcia dlaczego, kupiłam za 10 zł chyba ze 100 małych saszetek z różnymi brokatami, cekinami, dżetami, gwiazdkami i tego typu rzeczami. Wiele oddałam koleżance ale mam jeszcze kilka.
Z racji, że makijaż oka był dość mocny i byłam również opalona, postawiłam na mocniejsze niż zwykle zaznaczenie kości policzkowych. 
Napiszcie mi co myślicie o takim makijażu. Mi bardzo podoba się fakt, że zarówno otwarte jak i zamknięte oko to inny efekt. Wydaje mi się, że właśnie dlatego kobiety pokochały takie odcienie. Gdy pracujemy z brązami makijaż od razu staje się mocny, cięższy i trzeba uważać. Zwłaszcza gdy cienie są z wyższej półki cenowej. Czekam na waszą ocenę.
Dodałam nową etykietę z makeup'ami. Może zmotywuje mnie to do większego dokumentowania swoich dzieł.

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Huda Beauty Obsessions Eeye Palette RUBY

Cześć!
Przychodzę dzisiaj do was z recenzją palety Ruby od Hudy Beauty, mojego ostatniego odkrycia. Paletki Hudy od kilku lat są w sprzedaży ale ja dopiero teraz skusiłam są na swoje pierwsze "maleństwo". Na początku miałam zamiar kupić paletkę Mauve ale nie była ona dostępna online ani w sklepach w Łodzi. Kupowałam ją stacjonarnie więc szybko podjęłam decyzję, że bez niczego nie wyjdę i padło na tą. Pełką pięknych róży i czerwieni!


Paleta kosztuje 129 zł. W przeliczeniu wychodzi 14.30 zł za jeden cień czyli dość przystępnie. Mamy tutaj 5 cieni brokatowych i 4 matowe. Jak nad brokatami jestem zachwycona tak nad matami chce się płakać. Swatche niżej przedstawiają owy problem. Beżowy na mojej ręce właściwie nie istnieje. Jest to też wina tego, że mam akurat opaleniznę bliską temu odcieniowi. Mimo to reszta matów też nie jest zjawiskowa. Można jednak budować ten kolor dokładając więcej cienia co jest dobrą alternatywą. Prawda jest też taka, że cienie beżowe często mamy w innych paletach lub osobno. Używamy je również aby zmatowić powiekę a nie jakoś konkretnie ją pomalować. Cienie brokatowe są nie do opisania. Pięknie się mienią. Zarówno w świetle sztucznym jak i dziennym.
Cienie bardzo dobrze utrzymują się na oku. Jestem z nich bardzo zadowolona. Planuję już kolejną paletę. Ponownie chyba wybiorę mini wersję 9 cieni, która jest prawie 3 razy mniejsza niż duża. 

Niestety jestem praworęczna i nie mogłam zrobić swatchy i zdjęcia prawej ręki. Tutaj jest duże odcięcie opalenizny przez mój zegarek.
W przyszłym poście pojawi się makijaż z wykorzystaniem tej palety. Serdecznie zapraszam.
xoxo