niedziela, 4 października 2026

Nasza pierwsza rocznica ślubu 🤍

Cześć,
aż ciężko mi uwierzyć, że minął już rok od naszego ślubu. Mam wrażenie, że z jednej strony było to dosłownie chwilę temu, a z drugiej… przez ten rok wydarzyło się tyle rzeczy, że nasze wesele wydaje się już trochę takim wspomnieniem z innego życia.

Nie planuję dzisiaj wielkiego podsumowania naszego związku ani tworzenia listy typu „czego nauczył mnie pierwszy rok małżeństwa”. Prawda jest taka, że poza obrączkami, wspólnym nazwiskiem i papierkiem niewiele się u nas nagle zmieniło. Nadal jesteśmy po prostu nami ;) Może tylko mamy teraz jeszcze więcej wspólnych planów, zobowiązań i tematów do ogarnięcia. Budujemy dom, pracujemy, planujemy kolejne rzeczy i jak zawsze próbujemy to wszystko jakoś połączyć. Ale dzisiaj nie o tym. Dzisiaj chciałam wrócić do 4 października 2025 roku. Do dnia, na który czekaliśmy naprawdę długo. Nie będę ukrywać — bardzo lubię wracać do zdjęć i filmów ze ślubu. Wiadomo, na samym weselu człowiek jest wszędzie i nigdzie jednocześnie. Z kimś rozmawia, zaraz ktoś go woła, coś się dzieje, trzeba gdzieś iść, za chwilę zdjęcia, pierwszy taniec, tort… I nagle jest po wszystkim. Serio, tak to właśnie wyglądało.  Tyle miesięcy organizowania, wybierania, ustalania, miliona małych decyzji, a sam dzień mija w takim tempie, że ciężko później uwierzyć, że naprawdę trwał kilkanaście godzin. Dlatego tak bardzo cieszę się, że mamy z niego film. Zdjęcia są piękne i uwielbiam je oglądać, ale film ma w sobie coś zupełnie innego. Są głosy, ruch, emocje, ludzie. Można na chwilę naprawdę wrócić do tego dnia. I właśnie dlatego przy okazji naszej pierwszej rocznicy chciałam zostawić tutaj również nasz ślubny trailer.

Póki co chcę po prostu zatrzymać tutaj tę pierwszą rocznicę i jeden z moich ulubionych filmów. Bo może za kilka lat wejdę w ten wpis ponownie, odpalę trailer i pomyślę: „ale byliśmy młodzi”. Chociaż mam nadzieję, że aż tak szybko to nie nastąpi ;)

Do zobaczenia!
Angelika

niedziela, 27 września 2026

A może by tak pojechać gdzieś samej?

 

Cześć!
Byliście kiedyś na solo wyprawie? Jeśli myślimy, że w podróżowaniu ogranicza nas brak towarzysza to jesteśmy w błędzie. Samemu również można podróżować. Jest trochę inaczej ale taka wyprawa i poczucie wolności jest naprawdę wyzwalające. Dzisiaj opowiem wam o mojej wyprawie do Gandawy, oczywiście solo wyprawie. Chociaż minęło już trochę czasu od tego wyjazdu, bardzo miło go wspominam i chciałabym ponownie znów gdzieś sama się wybrać.

Nie miałam ściśle zaplanowanego harmonogramu. Wogóle decyzję o wyjeździe również podjęłam bardzo spontanicznie. Aktualna moja sytuacja w tamtym momencie wyglądała tak: podjeliśmy decyzję, że wracamy z Brukseli do Polski. Ja byłam jeszcze tydzień ponieważ miałam zaliczenia na uczelni, natomiast Karol wrócił już do domu. Mając tydzień, miałam tyle wolnego czasu, że uznałam, że muszę wykorzystać go w 110%. Wybrałam się np. odwiedzić ostatnie miejsca, zrobić 15 km spacer po mieście i wpadłam również na pomysł aby odwiedzić Gandawę. Miasto sąsiadujące z Brukselą. Bardzo prosty dojazd pociągiem. Gandawa jest miastem, które sprzyja takim decyzjom – nie przytłacza, ale kusi detalem, spokojem i autentycznością.

Podróż solo daje przestrzeń, by wsłuchać się w siebie. W Gandawie nie czułam się samotna – raczej wolna. Mogłam iść własnym tempem, zatrzymać się na dłużej przy katedrze św. Bawona, spędzić godzinę patrząc na odbicia kamienic w wodzie i pozwolić myślom płynąć tak, jak chciały. Nikt mnie nie pospieszał, niczego nie musiałam udawać.

Odkryłam, że jedzenie w samotności może być celebracją. Śniadania w małych bistro, belgijskie frytki z majonezem jedzone na ławce, kawa wypita z widokiem na Graslei – każda z tych chwil była dla mnie rytuałem obecności. I smaku, bo Gandawa zdecydowanie wie, jak karmić duszę i ciało.

Chętnie wybiorę się na solo podróż gdzieś w Polsce. Jakie miejsce polecacie? Może wasze miasto?
Angelika

niedziela, 20 września 2026

Podziękowania dla rodziców w formie gali rozdania nagród – pomysł, który wzruszył wszystkich!

Cześć!
Podziękowania dla rodziców to jeden z najbardziej emocjonalnych momentów każdego wesela. Chcieliśmy jednak, żeby nasz miał nie tylko wyjątkowy charakter, ale też był w pełni „nasz”. Dlatego zamiast tradycyjnych podziękowań przygotowaliśmy… galę wręczenia nagród.

Inspiracją były gale filmowe, podczas których wręczane są statuetki za wyjątkowe osiągnięcia. U nas najważniejszymi bohaterami wieczoru byli oczywiście nasi rodzice, dziadkowie, świadkowie i chrzestni.

Każdy z nich został zaproszony na środek niczym laureat prestiżowej nagrody. Przygotowaliśmy krótkie przemowy, w których opowiedzieliśmy za co jesteśmy im wdzięczni, wspomnieliśmy najpiękniejsze chwile i podziękowaliśmy za miłość, wsparcie oraz wszystko, co dla nas zrobili przez całe życie.

Na zakończenie wręczyliśmy im pamiątkowe boxy z prezentami. Każdy box robiliśmy ręcznie oraz sami komponowaliśmy jego zawartość dzięki temu starsi dostali więcej np. smakołyków czy też ulubioną kawę, a świadkowie ulubiony alkohol. Było sporo uśmiechu, ale nie zabrakło też łez wzruszenia – zarówno u rodziców, jak i wśród gości.

Pierwsze i ostatnie zdjęcie zarazem ma ze sobą szczególną historię. Trochę już Wam o niej wspomniałam. Nie ukrywamy, że rodzice mocno wspomogli nas finansowo w sfinansowaniu wesela. My wszystko organizowaliśmy, szukaliśmy itd. ale to oni wyłożyli większość funduszy. Zastanawiałam się co możemy im dać w podziękowaniach. I tutaj musimy się zatrzymać. Podziękowania nie tylko za wesele ale również za cały trud włożony w wychowanie, za wsparcie i za miłość, którą od nich dostajemy. Miałam bardzo fajną ale kosztowną myśl. Wyjazd na wakacje. Ten rok był ciężki dla wszystkich. Moi rodzice nie byli nigdy za granicą, a teściowe marzyli o Włochach. I taki był początkowo cel. Szukałam czegoś we Włoszech a może i w Rzymie. Finalnie zdecydowaliśmy się na wyspę Korfu ponieważ w tej samej cenie Korfu mieliśmy na 5 dni (!) a Rzym na może 2? Więc wybraliśmy dłuższy odpoczynek. Wszystko przed weselem było dograne, zamówione, opłacone. Tak samo udało się zorganizować zastępstwo w domach aby ktoś opiekował się np. psami ;) Więc całość była bardzo dobrze dograna. A wylecieliśmy już we wtorek po weselu ♥

Jak widzicie po zdjęcia, niespodzianka się udała ♥

To był jeden z tych momentów, które zostają w pamięci na długo. Zamiast klasycznych podziękowań stworzyliśmy coś bardzo osobistego i jednocześnie oryginalnego. Goście byli zaskoczeni formą, a później wiele osób mówiło nam, że jeszcze nigdy nie widzieli takich podziękowań na weselu. I bardzo nam z tego powodu miło. Chociaż przyznam, że przed weselem miałam lekki stres co do czytania w trakcie wesela ale na żywo było to już moment "po wszystkim" po wszelkich streasach i taka forma nie była w żaden sposób stresującym wyzwaniem.

Jeśli planujecie ślub i szukacie pomysłu na podziękowania dla rodziców, taka gala rozdania nagród może być piękną inspiracją. Nie wymaga skomplikowanych przygotowań, a daje możliwość powiedzenia kilku ważnych słów w wyjątkowej oprawie. To nie tylko prezent, ale przede wszystkim wspomnienie, do którego będziecie wracać przez lata.
Dajcie znać jak podoba Wam się taka forma podziękowań, czy może wolicie "cudownych rodziców mam" a także co wogóle myślicie o podziękowaniach ;) 
Angelika

niedziela, 13 września 2026

Zamek Świętej Barbary w Alicante – widoki, które zapierają dech

Cześć,
Tak jak obiecywałam, dzisiaj opowiem Wam więcej o samym zamku w Alicante. Moim zdaniem zasługuje on na więcej niż da zdania w poście zbiorczym.

Ruiny zamku to dla mnie perełka. Widziałam komentarz, że ma ono nie wykorzystamy potencjał na biznes… To jest właśnie biznes. Darmowa możliwość zwiedzania, super atrakcja, panorama miasta, możliwość zakupu pamiątek. I przede wszystkim miłe wspomnienia, że bilet wart był swojej ceny. Nic mnie bardziej nie frustruje niż bilety za kilkanaście/kilkadziesiąt euro na coś co było średnie…

Do zamku prowadzi kilka ścieżek. Przy zamku zamieniają się w drogę asfaltową. Polecam buty sportowe lub chociaż trampki. Wzniesienie jest dość spore. To nie spacer a mały hiking.

Alicante to miasto, które potrafi zauroczyć od pierwszej chwili – gwarna promenada, klimatyczne uliczki i cudowne plaże. Ale prawdziwą perełką, którą koniecznie trzeba zobaczyć, jest Zamek Świętej Barbary (Castillo de Santa Bárbara), dumnie górujący nad miastem na wzgórzu Benacantil.

Już sama droga na szczyt to mała przygoda – można wspiąć się pieszo, co jest świetną opcją dla aktywnych, albo wjechać windą wykutą w skale. Niezależnie od wybranej opcji, nagrodą są widoki, które trudno opisać słowami.

Z murów zamku rozpościera się panorama na całe miasto i błękitne morze. Z jednej strony widać port jachtowy i słynną plażę Postiguet, z drugiej – gęsto zabudowane uliczki, które w promieniach słońca wyglądają jak biały dywan u stóp góry. A jeśli spojrzysz dalej, zauważysz pasma gór, które malowniczo odcinają się od nieba.

W środku zamku można pospacerować po starych dziedzińcach, zajrzeć do sal wystawowych i poczuć klimat dawnych czasów, kiedy miejsce to pełniło funkcję strategicznej twierdzy. Największe wrażenie robi jednak połączenie historii i natury – cisza kamiennych murów i ogrom przestrzeni, jaki roztacza się dookoła.

Jeśli planujesz wizytę w Alicante, koniecznie zarezerwuj czas na zwiedzanie Castillo de Santa Bárbara. Najlepiej wybrać się tam późnym popołudniem – zachód słońca oglądany z murów zamku to jedno z tych przeżyć, które zostają w pamięci na długo.

Do zobaczenia!
Angelika

niedziela, 6 września 2026

27 lat minęło!

 

Cześć!
3 września skończyłam 27 lat. I chyba pierwszy raz od dawna pomyślałam, że chciałabym zostawić tutaj coś więcej niż tylko kilka zdjęć z urodzin. Lubię wracać do starych wpisów i patrzeć, czym wtedy żyłam, co mnie cieszyło, czym się przejmowałam i jakie miałam plany. Dlatego ten post będzie trochę urodzinowy, a trochę o tym, z czym wchodzę w moje 27. urodziny.


Same urodziny spędziłam bardzo przyjemnie. Byliśmy z mężem na świetnej kolacji, pojawiła się nawet fontanna serowa o której ostatnio marzyłam, więc możecie sobie wyobrazić mój poziom zadowolenia. Był bardzo, bardzo wysoki. Dostałam też przepiękny bukiet, który oczywiście natychmiast stał się jednym z głównych elementów wystroju domu ;) Planowo jeszcze w październiku z przyjaciółmi w jakiś sposób będziemy obchodzić moje urodziny. Wrześniowe weekendy mam już mocno napięte i nie dodam aktualnie organizacji spotkanie.

Moje przemyślenia jako dwudziestosiedmiolatka? Nie czuję, że jestem blisko trzydziestki. Mentalnie dałabym sobie jakieś 25 lat. Więc czuję się młodziej. To chyba dobrze? Chociaż ogólnie ostatnio mam myśli, że warto zadbać sobie ogólnie o dobre życie, dobra prace, dobre relacje, dobre podejście, dobre zdrowie. Nie ma sensu tkwić w toksycznej pracy czy relacji. Życie jest dosłownie tylko jedno. Warto czasem zaryzykować. Mamy z mężem co jakiś czas taki moment, że robimy plany na przyszły rok i najbliższe lata. To bardzo fajnie precyzuje w jakim kierunku chcemy dążyć. Mam oczywiście jeszcze sporo planów zawodowych jak i prywatnych. Nie pochwalę się. Nie chcę nic zapeszać. Dobre rzeczy warto budować w ciszy tak jak i relacje lubią ciszę. 

A co sobie życzę sama na ten najbliższy rok? Abym złapała balans w życiu, więcej odpoczywała. Focus na rozwój zarówno zawodowy jak i mentalny. Oczywiście abym dbała dalej o relacje ponieważ mam wokół siebie same fajne i wartościowe osoby. Myślę, że dobrze wyselekcjonowałam sobie przyjaciół. A to jest też istotne w życiu. O i aby plan powiększenia naszej rodzinki się udał ;) Bardzo wyczekuję czworonożnego przyjaciela. Na to musi przyjść oczywiście odpowiedni moment i warunki mieszkaniowe. Póki co nie wyobrażam sobie w małym mieszkanku trzymać psa. Życzę sobie jeszcze wakacji all inclusive z plażą i drinkiem z palemką. Może jakiś zimowy wypad się uda. Zobaczymy. Może za rok pochwalę się, że wszystko z tych mini celów się udało zrealizować? Mam taką nadzieję.

Do zobaczenia!
Angelika

niedziela, 30 sierpnia 2026

Domowe żelki – słodka przyjemność, którą zrobisz sama!

 

Cześć!
Jest coś bardzo satysfakcjonującego w robieniu słodyczy w domu. Zwłaszcza takich, które wyglądają jak ze sklepu, a mają krótki skład, ulubiony smak i dokładnie taki kształt, jaki chcesz. To ten moment, kiedy kuchnia zamienia się w małą manufakturę przyjemności. Pomysł na domowe żelki chodził za mną od dawna. W końcu się zmotywowałam i zakupiłam foremki. Zdjęcie poniżej. Zakupiłam je na Shein i polecam. Fajne wzory, łatwo napełnić i bardzo łatwo jest wyjąć te żelki.