niedziela, 22 marca 2026

Wiosenny Glow: Jak Odświeżyć Siebie od Głowy do Pięty

Cześć!

Wiosna to idealny czas na reset i odświeżenie, zarówno w wyglądzie, jak i w samopoczuciu. Po zimie nasza skóra i włosy potrzebują troski, a my – kilku nowych rytuałów, które dodadzą energii i pewności siebie. Spisałam kilka dla mnie istotnych aspektów. Zróbmy razem glow up!

Punkt pierwszy: Odświeżyć włosy.

W grudniu zmieniłam cięcie włosów z „na prosto” na „wycieniowane”. Niby nie tak duża zmiana a jednak była dla mnie kolosalna. Włosy inaczej pracują, zrobiły się o wiele krótsze i jest ich oczywiście mniej. Jednak wraz z wiosną chciałabym dodać im delikatnie jaśniejszych pasm przy twarzy. Mam już półroczny odrost więc to idealny moment. Muszę też wrócić do olejowania włosów to jakiś czas. Przynajmniej same końce.

Punkt drugi: skóra z naturalnym blaskiem

Jest na to bardzo prosty przepis: peeling + balsamowanie. Peeling z mielonej kawy na ciało to bardzo fajny eko dodatek do pielęgnacji. Planuję go częściej stosować.

Punkt trzeci: wartościowe posiłki.

Wiosna i pierwsze warzywa to idealny moment aby zadbać lepiej o dietę. A właściwie o ilość spożywanych warzyw. Zamiast suplementów lepiej zjeść np. paprykę. Chciałabym dodać więcej koloru na talerzu: czerwone papryki, marchew, jarmuż – witaminy od środka (+ naturalny glow skóry w pakiecie). Smoothie czy soki wyciskane to coś co częściej powinnam jeść.

Punkt czwarty: więcej czasu z naturą.

Marzec często dobija mnie swoją „szarością”. Dlatego gdy tylko pogoda pozwoli, staram się chodzić na spacery do parku. Spędzić trochę czasu z naturą. Fajnie jest to łączyć np. z zakupami. W drodze do sklepu przejść przez pobliski park. Kiedyś usłyszałam bardzo fajne zdanie: aby się nie znudzić, codziennie należy coś zmieniać. I tak np. robić to poprzez drogę do pracy. Każdego dnia zmienić chociaż 1 odcinek i dodać sobie coś nowego do rutyny.

Punkt piąty: nowy zapach.

Perfumy, odświeżacz czy zapach do auta. Wybierz co lubisz i lepiej do ciebie pasuje.

Wiosna to moment, żeby odświeżyć włosy, skórę, nawyki i energię. Zacznij od małych zmian, które sprawiają Ci przyjemność – reszta przyjdzie sama.

Do zobaczenia!
Angelika

niedziela, 15 marca 2026

TAG: Podróże marzeń.

Cześć!

Spontanicznie zmieniłam plan na dzisiejszy post i zamiast przepisu, który może pojawić się każdego dnia, uznałam, że odpowiem na podróżniczy Tag od Venus. Jak wiecie kocham temat podróży a tagi to bardzo fajny powrót do blogowej przeszłości. Jeśli ktoś ma również ochotę, zapraszam do odpowiedzi. Poznajmy się trochę nawzajem.

Link do odpowiedzi Venus i konkursu: link

TAG: Podróże marzeń

Wymień 5 krajów lub miast w Europie, które chciałabyś odwiedzić i dlaczego ?
Zakładam, że są to państwa/miasta w których jeszcze nie byłam. Kocham podróże i nie chce się ograniczać do typowych destynacji. Chętnie chciałabym odwiedzić Skandynawię np. Oslo/Norwegię. Kolejny punkt możliwe, że zaskakujący to państwa wschodnie Europy. Przed wojną był do Kaliningrad. Teraz niekoniecznie, ale Estonia czy Łotwa? Chętnie. Muszę absolutnie podać Maderę, bo jest to dla mnie Europejski odpowiedni Hawaii. Uwielbiam aktywne podróżowanie więc hiking na Maderze to moje marzenie. Przeraża mnie tylko ten lot a właściwie lądowanie na Maderze… Chorwacja i Słowenia. Słowenia ma podobno piękne miejsca do spływów kajakowych. Jestem jak najbardziej na tak! Ostatni kierunek to Szwajcaria. Sama nie wiem czy ten kraj jest piękniejszy latem czy zimą. . Kiedyś na pewno ją odwiedzę


Wymień 5 krajów lub miasto w poza Europe, które chciałabyś / chciałabyś odwiedzić ?
Kiedyś marzyłam o Nowym Yorku i ogólnie o Stanach. Aktualnie to państwo już tak mnie nie zachęca. Myślę, że są inne kraje, które są dużo ciekawsze. Aktualnie są to: RPA, Tajlandia, Madagaskar, Singapur, Korea Południowa.


Wymień 5 krajów lub miast gdzie chciałabyś / chciałabyś wrócić ?
Wielka Brytania, Grecja, Paryż, Hiszpania, Włochy


Wymień 5 krajów lub miast które chciałabyś / chciałabyś odwiedzić 2026 ?
Wrocław, Paryż, Tajlandia, Alicante (ponownie), może do tego Berlin albo Czechy?


Czy udało Ci się spełnić jakieś marzenie podróżnicze w 2025?
Oczywiście, że tak. Przede wszystkim fakt, że byłam w trzech krajach w tym dwa nowe, uważam za duży sukces. Londyn był od dawna na mojej liście marzeń. Hiszpania nie była a okazało się, że bardzo polubiłam ten kraj.


Zapraszam Was również do odpowiedzi. Chętnie poznam was lepiej ;)
Do zobaczenia!
Angelika

niedziela, 8 marca 2026

Z tym salonem miałam wielkie nadzieje... Rzeczywistość szybko je zweryfikowała

 

Cześć!
W ostatnim miesiącu opowiadałam Wam o wyborze mojej wymarzonej sukni ślubnej i pierwszym salonie, który odwiedziłam. Łącznie byłam w trzech miejscach — aż trzech? A może tylko trzech? Dziś zabieram Was do salonu Najna w Łodzi, gdzie działo się naprawdę sporo.

Pokażę Wam wszystkie „gagatki”, które tam przymierzałam, a uwierzcie mi — ta historia i same suknie to coś więcej niż zwykłe przymiarki. Były emocje, był brak zachwytów… no cóż.

Zapraszam, będzie ciekawie! 

niedziela, 1 marca 2026

Ile naprawdę mam kosmetyków!? Czas powykańczać wszystko!


Cześć!
Zrobiłam ostatnio mały eksperyment – przejrzałam wszystkie moje kosmetyki. Otworzyłam szafki i… wow, ile produktów się tam nazbierało! Do tego mam jeszcze jeden karton z kosmetykami na zapas… Jeśli pamiętacie haul z zeszłego roku, wiecie, o czym mówię. Kremy, sera, maski, lakiery, balsamy – część wciąż w folii, część prawie pełna, a część… no cóż, chyba pamięta poprzedni rok. W tym roku postanowiłam powykańczać wszystko i w końcu skończyć produkty, które leżą od dawna. Jak mi się to uda, zobaczymy za rok – póki co zapraszam na podsumowanie, ile naprawdę mam w swojej kosmetyczce. Może was zdziwić ilość kosmetyków do makijażu…

niedziela, 22 lutego 2026

Idealne miasta na city break, które polecam oraz te o których marzę.

Cześć!
Nie zawsze potrzebujemy długiego urlopu, żeby poczuć zmianę i złapać nową energię, która szczególnie na wiosnę jest nam potrzebna… Czasem wystarczą 2 dni w dobrze wybranym mieście – z klimatem, dobrą kuchnią i atrakcjami na wyciągnięcie ręki. Oto kilka miast, które świetnie sprawdzą się na city break. Dla kilku mam również osobiste smaczki. Zapraszam!

Londyn to jedno z tych miast, które trudno opisać jednym zdaniem. Jest ogromny, różnorodny i pełen kontrastów – i właśnie to zrobiło na mnie największe wrażenie. Każda dzielnica ma swój charakter, a spacerując po mieście można poczuć, jak historia miesza się z nowoczesnością. Uwielbiam londyńskie parki (np. Hyde Park), które są idealnym miejscem na chwilę oddechu od miejskiego zgiełku, klimatyczne uliczki i kultowe czerwone autobusy. Londyn daje ogromne możliwości – od muzeów światowej klasy, przez zakupy, aż po różnorodną kuchnię z całego świata. To miasto, w którym nawet zwykłe chodzenie bez planu jest przyjemnością i odkrywaniem czegoś nowego. To zdecydowanie jeden z moich ulubionych kierunków na city break i miejsce, które zostaje w pamięci na długo. Na pewno jeszcze tam wrócę!


Rzym zachwyca historią na każdym kroku. Koloseum, Fontanna di Trevi, Watykan – nawet kilka dni wystarczy, by zobaczyć najważniejsze miejsca. Do tego włoska kuchnia, lody jedzone późnym wieczorem i niepowtarzalna atmosfera sprawiają, że Rzym idealnie nadaje się na intensywny, ale bardzo satysfakcjonujący city break. Ja Rzym zwiedziłam dosłownie w 1 dzień. Czy wrócę? Chyba nie potrzebuję. Chętnie odwiedzę teraz inne Włoskie miasta.

Źródło: Pinterest

Barcelona łączy wszystko, czego można chcieć od city breaku: plażę, architekturę Gaudíego, pyszną kuchnię i bardzo swobodny klimat. Można zwiedzać, ale też po prostu cieszyć się miastem – tapas, sangria, długie spacery i zachody słońca nad morzem sprawiają, że łatwo zapomnieć o codzienności. Osobiście nie byłam w Barcelonie ale byłam w Hiszpani i sam klimat i jedzenie bardzo mi podpasowały więc Barcelona jest jak najbardziej na mojej liście do odwiedzenia. Marzy mi się również podziwianie twórczości Gaudiego ;) 

Walencja. Choć często przegrywa popularnością z Barceloną, Walencja ma swój niepowtarzalny charakter. Nowoczesna architektura Miasta Sztuki i Nauki miesza się tu z historycznym centrum, a wszystko otoczone jest zielenią. To idealne miasto dla tych, którzy chcą połączyć zwiedzanie z relaksem – również na plaży. Byłam i jak najbardziej polecam na weekend. Wybór idealny.

Źródło: Pinterest

Paryż to idealny wybór na romantyczny, ale też bardzo „miejski” wyjazd. Spacer wzdłuż Sekwany, kawa w małej kawiarni, croissant jedzony bez pośpiechu i wieczorny widok na Wieżę Eiffla – nawet krótki pobyt pozwala poczuć magię tego miasta. To świetne miejsce na slow sightseeing i chłonięcie atmosfery. Paryż to kolejne moje marzenie. To miasto ma bardzo dużo do zaoferowania. Dodatkowo kuchnia francuska jest bardzo smaczna, zwłaszcza sery ;)  Więc myślę, że i mi i dla wielu z was będzie to dobry wybór.

Ateny to miasto, które często traktuje się jedynie jako przystanek w drodze na greckie wyspy, a zupełnie niesłusznie. To idealny kierunek na city break dla osób, które lubią połączenie historii z codziennym, miejskim życiem. Akropol górujący nad miastem robi ogromne wrażenie, ale Ateny to znacznie więcej niż starożytne zabytki. Klimatyczne dzielnice jak Plaka czy Psiri zachęcają do długich spacerów, a liczne kawiarnie i tawerny sprawiają, że łatwo wpaść w grecki rytm – bez pośpiechu, z dobrą kawą i pysznym jedzeniem. Ateny są słoneczne, autentyczne i pełne kontrastów, co czyni je świetnym wyborem na krótki, ale bardzo intensywny wyjazd. Polecam wybrać się również na Pireus. Dużym plusem jest również dostęp do morza. Dzięki temu krótki wypad może zawierać również plażowanie. Nie w najbliższym czasie ale na pewno wrócę do Aten. Z resztą cała Grecja to moja ulubiona destynacja.

Niezależnie od tego, czy wybierzesz klasyczne kierunki, takie jak Londyn, czy zdecydujesz się na mniej oczywiste miasta jak Porto, Lublana czy Ateny, każdy z tych wyjazdów może dostarczyć zupełnie innych emocji i inspiracji. Chociaż u mnie jest to często bardziej zmęczenie niż inspiracje to i tak lubię tą formę zwiedzania. Krótkie podróże pozwalają odkrywać miasta w swoim tempie, smakować lokalne życie i wracać z głową pełną wrażeń. Czasem wystarczy kilka dni, by zakochać się w nowym miejscu – albo utwierdzić się w tym, że są miasta, do których chce się wracać. City breaki przypominają, że podróżowanie nie zawsze musi być dalekie i długie, by było wartościowe. A wy co byście dodali do tej listy? Jakie miasto polecacie na city break?
Do zobaczenia,
Angelika

sobota, 14 lutego 2026

Zanim powiedziałam „tak” – historia tego, jak wybrałam swoją suknię ślubną.


Cześć!

Dzisiaj jest dla mnie naprawdę wyjątkowy dzień — nasze pierwsze walentynki jako małżeństwo. I choć mogłabym teraz snuć opowieści o idealnych prezentach dla drugiej połówki albo podsumowywać pierwsze pół roku wspólnego życia, to… zupełnie nie na to mam dziś ochotę.

Chciałabym uczcić ten dzień trochę inaczej. Bo Walentynki to dla mnie przede wszystkim święto miłości — tej romantycznej, ale też tej cichej, codziennej i bardzo osobistej.

Myślę, że wiele kobiet marzy o sukni ślubnej. Sam ślub? To już nie zawsze — mam wrażenie, że ten trend powoli się zmienia. Ale biała suknia… ona wciąż ma w sobie coś absolutnie magicznego. Coś, co uruchamia emocje, wyobraźnię i marzenia, nawet jeśli na co dzień twardo stąpamy po ziemi.

Dlatego dziś chcę was zaprosić do bardzo osobistej podróży. Pokażę wam wszystkie suknie, które przymierzałam w trakcie poszukiwań tej jednej, wymarzonej. Każda z nich wywoływała inne emocje, każda miała swoją historię — i każda była ważnym etapem na drodze do „tej właściwej”. (*Finalnie było ich dość sporo, podzieliłam wszystko na 3 posty i 3 salony. Dzisiaj zobaczycie mój salon i moją suknię ślubną)

Mam nadzieję, że ten wpis będzie dla was miłym, inspirującym przystankiem — niezależnie od tego, na jakim etapie marzeń (lub życia) jesteście 🤍

Moje założenia były zaskakująco proste — albo pójdę na całość i wybiorę suknię maksymalnie zdobioną, albo wręcz przeciwnie: zupełnie minimalistyczną. Trudno mi to logicznie wytłumaczyć, ale czułam, że suknia musi robić jedno. Albo ma się spektakularnie świecić i przyciągać uwagę, albo bronić się wyłącznie krojem i formą. Zdecydowanie nie oba naraz.

Dlatego pierwsze przymiarki były prawdziwym miksem wszystkiego — trochę blasku, trochę prostoty, trochę prób i błędów. Chciałam sprawdzić, co naprawdę ze mną „zagra”, a co tylko dobrze wygląda na wieszaku.

Jeśli chodzi o kroje, od początku miałam na oku dwa zupełnie różne światy: syrenkę i księżniczkę. I znów — dwie skrajności. Jedna podkreślająca sylwetkę, bardziej zmysłowa, druga bajkowa, rozkloszowana i pełna objętości. Wiedziałam, że prawda leży gdzieś pomiędzy emocjami, które wywołają… a niekoniecznie tam, gdzie podpowiada rozsądek.

Dzisiaj opowiem wam o pierwszym salonie czyli Atelier Monika Jankovska.

Wybierając ten salon, doskonale wiedziałam, że jest on poza moim pierwotnym budżetem. Mimo to ich suknie tak bardzo mnie urzekły, że po prostu musiałam je zobaczyć na żywo. I bardzo dobrze, że zaufałam tej intuicji — bo finalnie okazało się, że to właśnie ten salon jako jedyny oferował suknie na gorsecie, a na tym zależało mi najbardziej. To, że na gorsecie mocno mi zależało tez nie wiedziałam od początku. Ta myśl powstała w trakcie przymiarek. No i finalnie to tutaj kupiłam moją wymarzoną suknię. Wiec warto odwiedzić również ten salon do którego nie jesteśmy w 100% przekonani.

Muszę wspomnieć również o obsłudze, która była najlepsza! Panie były dosłownie jak dwie wróżki z Kopciuszka 🤍

Bez względu na krój, styl czy ilość zdobień, jedno było dla mnie absolutnie niepodważalne: gorset musiał być. Może nie jest on synonimem wygody, ale nie da się ukryć — to właśnie on robi figurę. Podkreśla talię, porządkuje sylwetkę i daje to charakterystyczne „wow”, które czułam, że jest mi potrzebne.

Suknia #1:
Pierwsza i jaka ładna! Była w top 3. Nie planowałam tiulu i widocznych fiszbin ale ona absolutnie miała coś w sobie! A czemu nie planowałam tiulu? No cóż... z doświadczenia. Kupiłam raz sukienkę na wesele, długa, tiulowa, piękna. Klasyczna weselna ale też ma coś w sobie. Ale ten tiul.... wpadał w moje obcasy, w buty osób z którymi tańczyłam. Wtedy uznałam, że moja ślubna na pewno nie będzie tiulowa.

Suknia #2:
Ładna. I tyle. Taka typowa suknia ślubna. Kolor wydawał mi się dość brzoskwiniowy. Zbyt. Na pewno ktoś w niej pięknie wyglądał ale ja nie widziałam jej ani jako wyjątkowej ani nie czułam się w niej jakoś inaczej.


Suknia #3:
Ponownie, ładna ale bez niczego specjalnego. Znam wiele osób, które miały ten model. Co nie znaczy, że suknia jest brzydka. W mojej głowie taki model: tiulowy dół, góra kwiatki... jest mocno już oklepany. Szukałam czegoś co będzie lekkim powiewem świeżości ale wciąż klasyczny.


Suknia #4:
To był typ sukni, który siedział mi w głowie czyli gładka, princeska i nowoczesny dekolt. Dekolt na mnie mi się nie podobał. A sama suknia, mam na myśli dół, nie był tak zadowalający jak się tego spodziewałam. Powinna się lepiej układać. Dodatkowo tak głęboki dekolt nie był w moim typie.

 


Suknia #5:
Bestseller u Moniki. A na mnie wielkie rozczarowanie. Na zdjęciu tego nie widać, ale suknia podkreśliła u mnie wszystkie mankamenty. Brzuch, tłuszcz w nadmiarze i hip dips. Model piękny ale nie dla mnie. Szkoda.



Suknia #6:
Nowoczesna. Ciekawe geometryczne kwiaty ale ogółem szukałam czegoś innego. Po czasie nawet jej nie pamiętam. Nie zapadła w pamięć.


Suknia, którą wybrałam:
Moja piękna, wymarzona. To przy niej mama uroniła łezkę a ja byłam zachwycona. Bajkowa. A ten tren? Marzył mi się, ale obawiałam się, że może mi być z nim ciężko. Finalnie kupiłam tą ale zapłaciłam za odcięcie trenu. Strzał w 10! Sama suknia jest świetna w noszeniu. Lekka, zwiewna i nie czuć absolutnie jej materiału. Dokładnie był to mikado, podobno włoski jedwab. Nie sprawdzałam tego, ale wierzę, że tak mogło być bo materiał jest na prawdę wyjątkowy. Uwielbiam tą suknię. Jeszcze bardziej, uwielbiam ją na mnie. Bardzo podoba mi się fakt, że jest ona klasyczną, elegancką suknią. Jestem 100% pewna, że i za 20 lat będę z niej dumna. A uśmiech na zdjęciu mówi chyba sam za siebie ;)

A dziś, z perspektywy czasu, wiem jedno — wybór sukni ślubnej to nie jest decyzja o materiale, kroju czy trendach. To decyzja o tym, jak chcesz się czuć w jednym z najważniejszych dni swojego życia.

Nie zawsze to, co planujemy na początku, okazuje się tym właściwym. Czasem potrzebujemy kilku przymiarek, kilku zaskoczeń i jednego momentu ciszy w przymierzalni, w którym patrzymy w lustro i po prostu… wiemy. Jeśli więc jesteś w trakcie swoich poszukiwań — zaufaj sobie bardziej niż trendom, budżetowym założeniom czy opiniom innych. Bo suknia ma nie tylko wyglądać. Ona ma sprawić, że staniesz prosto, uśmiechniesz się do swojego odbicia i pomyślisz: „wow”.

A wy jesteście przed czy po wyborze waszej sukni ślubnej? Napiszcie mi swoje historie ♥ Chętnie poczytam.

Do zobaczenia!
Angelika