Cześć!
Ostatnio złapałam się na tym, że codziennie rano, zanim jeszcze wstanę z łóżka, wyobrażam sobie, że mój dzień będzie… idealny. Że kawa w kubku pachnąca cynamonem będzie smakiem małego luksusu, że spacer z psem okaże się magiczną przygodą, a wieczór zakończy się ciepłym światłem lampki i książką w dłoni. Brzmi trochę jak z Instagrama? Tak, wiem. I wtedy pojawia się pytanie: czy to romantyzowanie życia jest dobre, czy po prostu ucieczką od rzeczywistości?
Romantyzowanie życia to umiejętność dostrzegania piękna w
codziennych drobiazgach – w porannej kawie, w zachodzie słońca, w prostych
gestach bliskich osób. To traktowanie życia z większą wrażliwością i
świadomością, szukanie w nim „magii”. Dla wielu jest to sposób na większą
radość i uważność.
Plusów romantyzowania życia jest wiele. Chociażby większa uważność i wdzięczność. Dostrzegając małe rzeczy, uczymy się cieszyć tym, co mamy, zamiast ciągle gonić za czymś większym. Dobrze to też wpływa na nasze zdrowie psychiczne. Celebrowanie drobnych przyjemności może działać jak naturalny „detoks” od stresu. "Estetyka życia". Brzmi trochę nowocześnie ale coś w tym jest. Czemu nie żyjemy tak jak byśmy chcieli? Zamiast żyć życiem marzeń wiele osób zamyka się w swoich social mediach i godzinami scrolowania... A gdzie życie?
Oczywiście nadmierne romantyzowanie życia może stać się też pułapką. Życie nie zawsze jest piękne, a ignorowanie problemów może prowadzić do frustracji. Patrząc na „idealne” chwile innych w social media, łatwo poczuć, że nasze życie nie jest wystarczająco dobre. Romantyzowanie może też maskować trudne uczucia, zamiast je przetwarzać.
W tym wszystkim chyba chodzi o balans. Romantyzowanie życia
nie musi być złe, jeśli traktuję je jako dodatek – sposób, by dostrzec piękno w
codzienności, a nie ucieczkę od tego, co trudne czy nieprzyjemne. To nie
oznacza, że każda chwila musi być idealna, że każdy poranek ma pachnieć świeżo
parzoną kawą i że każdy spacer w deszczu musi być poetycki. Chodzi raczej o to,
żebyśmy potrafili zatrzymać się na moment i powiedzieć: „To też jest życie. To
też jest w porządku.”
Czasem celebrowanie małych rzeczy oznacza, że zauważam
promień słońca przebijający się przez okno, albo śmiech psa, który wpada mi na
kolana w najmniej oczekiwanym momencie. Ale równie ważne jest pozwolenie sobie
na zwyczajność i niedoskonałość – na poranne zamieszanie, brak czasu,
nieidealny dzień, zmęczenie, chaotyczny wieczór. Romantyzowanie nie ma sensu,
jeśli staje się maską, pod którą chowamy trudne emocje lub frustracje.
Ostatecznie nauczyłam się, że prawdziwa magia życia nie tkwi
tylko w idealnych obrazkach, które widzimy w mediach społecznościowych. Jest w
tym, że kawa czasem jest za gorzka, spacer w deszczu przemoczy buty, a wieczór
kończy się stertą niewyprasowanych ubrań i telefonem pełnym nieodebranych
wiadomości. I mimo to można to zobaczyć jako coś pięknego – bo to jest życie w
swojej autentycznej formie. Ta codzienna mieszanka chaosu i małych cudów,
niedoskonałości i chwil, które zatrzymują dech, tworzy coś, co naprawdę warto
celebrować.
A wy – romantyzujecie swoje życie na co dzień, czy raczej
twardo stąpacie po ziemi?
Angelika











