Cześć!
3 września skończyłam 27 lat. I chyba pierwszy raz od dawna pomyślałam, że chciałabym zostawić tutaj coś więcej niż tylko kilka zdjęć z urodzin. Lubię wracać do starych wpisów i patrzeć, czym wtedy żyłam, co mnie cieszyło, czym się przejmowałam i jakie miałam plany. Dlatego ten post będzie trochę urodzinowy, a trochę o tym, z czym wchodzę w moje 27. urodziny.
Same urodziny spędziłam bardzo przyjemnie. Byliśmy z mężem
na świetnej kolacji, pojawiła się nawet fontanna serowa o której ostatnio marzyłam, więc możecie sobie wyobrazić mój poziom zadowolenia. Był bardzo, bardzo wysoki. Dostałam też przepiękny bukiet, który oczywiście natychmiast stał się jednym z
głównych elementów wystroju domu ;) Planowo jeszcze w październiku z przyjaciółmi
w jakiś sposób będziemy obchodzić moje urodziny. Wrześniowe weekendy mam już
mocno napięte i nie dodam aktualnie organizacji spotkanie.
Moje przemyślenia jako dwudziestosiedmiolatka? Nie czuję, że
jestem blisko trzydziestki. Mentalnie dałabym sobie jakieś 25 lat. Więc czuję
się młodziej. To chyba dobrze? Chociaż ogólnie ostatnio mam myśli, że warto
zadbać sobie ogólnie o dobre życie, dobra prace, dobre relacje, dobre
podejście, dobre zdrowie. Nie ma sensu tkwić w toksycznej pracy czy relacji.
Życie jest dosłownie tylko jedno. Warto czasem zaryzykować. Mamy z mężem co
jakiś czas taki moment, że robimy plany na przyszły rok i najbliższe lata. To
bardzo fajnie precyzuje w jakim kierunku chcemy dążyć. Mam oczywiście jeszcze sporo planów zawodowych jak i prywatnych. Nie pochwalę się. Nie chcę nic zapeszać. Dobre rzeczy warto budować w ciszy tak jak i relacje lubią ciszę.
Do zobaczenia!
Angelika






