niedziela, 6 września 2026

27 lat minęło!

 

Cześć!
3 września skończyłam 27 lat. I chyba pierwszy raz od dawna pomyślałam, że chciałabym zostawić tutaj coś więcej niż tylko kilka zdjęć z urodzin. Lubię wracać do starych wpisów i patrzeć, czym wtedy żyłam, co mnie cieszyło, czym się przejmowałam i jakie miałam plany. Dlatego ten post będzie trochę urodzinowy, a trochę o tym, z czym wchodzę w moje 27. urodziny.


Same urodziny spędziłam bardzo przyjemnie. Byliśmy z mężem na świetnej kolacji, pojawiła się nawet fontanna serowa o której ostatnio marzyłam, więc możecie sobie wyobrazić mój poziom zadowolenia. Był bardzo, bardzo wysoki. Dostałam też przepiękny bukiet, który oczywiście natychmiast stał się jednym z głównych elementów wystroju domu ;) Planowo jeszcze w październiku z przyjaciółmi w jakiś sposób będziemy obchodzić moje urodziny. Wrześniowe weekendy mam już mocno napięte i nie dodam aktualnie organizacji spotkanie.

Moje przemyślenia jako dwudziestosiedmiolatka? Nie czuję, że jestem blisko trzydziestki. Mentalnie dałabym sobie jakieś 25 lat. Więc czuję się młodziej. To chyba dobrze? Chociaż ogólnie ostatnio mam myśli, że warto zadbać sobie ogólnie o dobre życie, dobra prace, dobre relacje, dobre podejście, dobre zdrowie. Nie ma sensu tkwić w toksycznej pracy czy relacji. Życie jest dosłownie tylko jedno. Warto czasem zaryzykować. Mamy z mężem co jakiś czas taki moment, że robimy plany na przyszły rok i najbliższe lata. To bardzo fajnie precyzuje w jakim kierunku chcemy dążyć. Mam oczywiście jeszcze sporo planów zawodowych jak i prywatnych. Nie pochwalę się. Nie chcę nic zapeszać. Dobre rzeczy warto budować w ciszy tak jak i relacje lubią ciszę. 

A co sobie życzę sama na ten najbliższy rok? Abym złapała balans w życiu, więcej odpoczywała. Focus na rozwój zarówno zawodowy jak i mentalny. Oczywiście abym dbała dalej o relacje ponieważ mam wokół siebie same fajne i wartościowe osoby. Myślę, że dobrze wyselekcjonowałam sobie przyjaciół. A to jest też istotne w życiu. O i aby plan powiększenia naszej rodzinki się udał ;) Bardzo wyczekuję czworonożnego przyjaciela. Na to musi przyjść oczywiście odpowiedni moment i warunki mieszkaniowe. Póki co nie wyobrażam sobie w małym mieszkanku trzymać psa. Życzę sobie jeszcze wakacji all inclusive z plażą i drinkiem z palemką. Może jakiś zimowy wypad się uda. Zobaczymy. Może za rok pochwalę się, że wszystko z tych mini celów się udało zrealizować? Mam taką nadzieję.

Do zobaczenia!
Angelika

niedziela, 30 sierpnia 2026

Domowe żelki – słodka przyjemność, którą zrobisz sama!

 

Cześć!
Jest coś bardzo satysfakcjonującego w robieniu słodyczy w domu. Zwłaszcza takich, które wyglądają jak ze sklepu, a mają krótki skład, ulubiony smak i dokładnie taki kształt, jaki chcesz. To ten moment, kiedy kuchnia zamienia się w małą manufakturę przyjemności. Pomysł na domowe żelki chodził za mną od dawna. W końcu się zmotywowałam i zakupiłam foremki. Zdjęcie poniżej. Zakupiłam je na Shein i polecam. Fajne wzory, łatwo napełnić i bardzo łatwo jest wyjąć te żelki.

niedziela, 23 sierpnia 2026

Przestałam liczyć kalorie. Czego nauczyła mnie masa?

Cześć!

Na masie postanowiłam zrobić mały eksperyment – spróbować jeść intuicyjnie. Na początku nie było łatwo. Nadal myślałam trochę jak przy redukcji i musiałam sporo się przestawić. Po miesiącu poczułam jednak dużą różnicę – jedzenie zaczęło sprawiać mi przyjemność i w końcu czułam się spokojniejsza przy talerzu.

Po Świętach udało mi się ustabilizować wagę i zaczęłam stopniowo podnosić kalorie. Choć mówię, że nie liczyłam, to nie do końca prawda – posiłki do pracy wciąż podliczałam. Celowałam w około 1000 kcal i minimum 60 g białka, a wieczorem mogłam już jeść „na luzie”, dobijać kalorie i białko bez stresu. Codziennie analizowałam poprzedni dzień, żeby uczyć się małymi krokami, myśleć świadomie o jedzeniu, a nie tylko patrzeć w tabelki i liczyć kalorie.

Efekt? Nadwyżka kcal połączona z częściowym „nie liczeniem” dała mi ogromny powiew świeżości. Moja głowa wreszcie odpoczęła od ciągłego liczenia, a ja odkryłam, że z łatwością dobijałam ponad 100 g białka – coś, co wcześniej wydawało się wręcz niemożliwe!

Dodatkowy plus? W końcu znalazłam moje „zero kaloryczne”, które wcześniej ustalałam trochę na oko.

Jeśli, tak jak ja, większość czasu spędziliście na redukcji, naprawdę polecam spróbować kontrolowanej masy. Przyrost wcale nie jest ogromny – ja celowałam w maksymalnie 1 kg miesięcznie i było to naprawdę dobre rozwiązanie. Oczywiście cały czas trenowałam, więc wszystko szło w dobrym kierunku.

Tak jak wspominałam w podsumowaniu masy, teraz czas na redukcję. Jestem ciekawa, jak pójdzie mi po tej masie – ale o tym opowiem już niedługo.

Do zobaczenia!
Angelika

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Kosmetyczna wygrana u Venus – moje TOP 3 produkty z boxu.

 

Cześć!
Pochwalę się Wam dzisiaj, co fajnego udało mi się wygrać w konkursie u Venus. Rozdanie miało miejsce jakoś w marcu albo kwietniu. Nie dodawałam wtedy wpisu, ponieważ chciałam najpierw potestować większość kosmetyków i dopiero później opowiedzieć Wam, co najbardziej mi się sprawdziło.

Po pierwsze chciałabym raz jeszcze wyrazić moją wdzięczność z racji wygranej. Dawno nie spotkała mnie tak miła niespodzianka! A kiedy paczka do mnie dotarła, zaskoczyłam się ponownie. To zapakowanie i dopracowanie każdego szczegółu? Naprawdę byłam pod ogromnym wrażeniem. Dziękuję również za kilka miłych słów napisanych na kartce. Takie drobiazgi naprawdę robią robotę.

Ale przejdźmy już do konkretów, czyli mojego TOP 3 produktów z boxu, które skradły moje serce.

niedziela, 9 sierpnia 2026

Mała zmiana, która robi różnicę – nowy sezon, nowe perfumy.

 

Witam Was w ten pięknie słoneczny dzień!
Jak widać u mnie w pokoju słońce jest na prawdę mocne... Przejdźmy jednak do tematu. Czasami nie potrzeba wielkiej metamorfozy, żeby poczuć powiew świeżości. U mnie taką małą zmianą okazały się… nowe perfumy.

Na wiosnę skończyły mi się moje dotychczasowe perfumy, więc stwierdziłam, że to idealny moment, żeby wypróbować coś nowego. Zamówiłam dwa zapachy z Made in Lab – 67 i 229, a przy okazji dla mamy wybrałam Cherry oraz 18.

Na początku moim faworytem był 229, inspirowany Rabanne Million Gold For Her. To elegancki, kobiecy zapach z owocowo-kwiatowym charakterem i ciepłym, otulającym wykończeniem. Jest bardziej wyrazisty i świetnie sprawdza się wtedy, kiedy mam ochotę na coś bardziej intensywnego.

Z czasem jednak coraz częściej sięgałam po 67, inspirowany kultowym Giorgio Armani Sì. To zapach elegancki, ale jednocześnie lekki i świeży. Wyczuwam w nim owocowe nuty przełamane delikatną słodyczą, dzięki czemu świetnie sprawdza się na co dzień. Na lato zdecydowanie bardziej odpowiada mi właśnie ten zapach – jest subtelniejszy, nie przytłacza i daje uczucie świeżości przez cały dzień.

Czasem od razu zachwyca mocniejszy zapach, ale po kilku tygodniach okazuje się, że najczęściej wybieramy ten lżejszy i bardziej uniwersalny. Kto również tak nie miał?

Lubię takie drobne zmiany. Nowy zapach potrafi odświeżyć codzienność, poprawić humor i dodać pewności siebie. Nie zawsze potrzeba dużych zakupów czy wielkich zmian – czasem wystarczy nowy flakon perfum, żeby poczuć, że zaczyna się nowy sezon. Osobiście dawno nie kupowałam perfum i taki prezent ode mnie dla mnie był na prawdę strzałem w 10! Powyższe flakony są oczywiście inspiracją oryginałów ale od dłuższego czasu myślałam o Gold For Her dostałam próbkę więc wiedziałam, że również będzie fajny. Po pewnym czasie ich już stosowania mogę przyznać, że oba zapachy są piękne i może z okazji Świąt Bożego Narodzenia, poproszę Mikołaja o np. czy Gold For Her ;) 

A wy jakie ostatnio kupowaliście perfumy? Polecacie jakieś konkretne?
Angelika

niedziela, 2 sierpnia 2026

Alicante, które skradło moje serce 🤍

 

Cześć!
W poście o moim panieńskim (klik), wspominałam, że w Hiszpani byłyśmy okrągły tydzień. Przed ślubem nie miałam czasu i możliwości opracowania zdjęć i opisania wszystkiego. Dlatego też dopiero dzisiaj opowiem wam jak było na tym wyjeździe. Z racji, że było to 7 dni (a praktycznie 8), opowiadania o Hiszpani podzielę na kilka postów.

Dzisiaj opowiem Wam o samym mieście, co zwiedzić i czy warto tam polecieć.