niedziela, 12 lipca 2026

Energetyzująca pielęgnacja z witaminą C – linia Bielenda Professional Supremelab Energy Boost

 

Cześć!
Nie jestem ambasadorką ani nie reklamuję tej serii, a szkoda, moja cera bardzo lubi witaminę C. W pewnym momencie zauważyłam, że witamina C z Bielendy fajnie mi się sprawdza więc uznałam, że zaszaleję i sprawdzę całą serię. Czy na prawdę wszystko jest tak świetne? Sprawdźmy to razem ;)

Codzienna pielęgnacja skóry nie musi być skomplikowana, aby przynosiła widoczne efekty. Linia Supremelab Energy Boost od Bielenda Professional została stworzona z myślą o cerze pozbawionej blasku, zmęczonej i potrzebującej dodatkowej dawki energii. Formuły bazują przede wszystkim na stabilnych formach witaminy C, które wspierają rozświetlenie skóry i pomagają przywrócić jej zdrowy wygląd.

 

Nutri-Rewitalizujący krem do twarzy na dzień i noc
To uniwersalny krem przeznaczony do codziennej pielęgnacji. Jego zadaniem jest nawilżanie, odżywianie oraz wspieranie naturalnego blasku skóry. Formuła wzbogacona o kompleks witamin pomaga poprawić kondycję cery i chronić ją przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych. Krem sprawdzi się zarówno rano, jak i wieczorem, pozostawiając skórę miękką i komfortowo nawilżoną.

Multiyjne Serum-Shot Rewitalizujące
Serum stanowi skoncentrowaną dawkę składników aktywnych, które wspierają wyrównanie kolorytu i poprawę ogólnego wyglądu skóry. Lekka konsystencja szybko się wchłania, dzięki czemu produkt dobrze współpracuje z kolejnymi etapami pielęgnacji. To propozycja dla osób, które chcą wzmocnić działanie kremu i zapewnić cerze dodatkową porcję składników rewitalizujących.

Hydro-Rewitalizujący krem do twarzy SPF 50
Połączenie codziennej pielęgnacji z wysoką ochroną przeciwsłoneczną. Krem nie tylko pomaga utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia skóry, ale również chroni ją przed promieniowaniem UVA i UVB. Obecność witaminy C wspiera działanie rozświetlające, a wysoki filtr SPF 50 stanowi ważny element profilaktyki przeciwstarzeniowej oraz ochrony przed przebarwieniami.

Energetyzująco-Nawilżający krem ultralekki
Produkt o lekkiej formule, która sprawdzi się szczególnie u osób preferujących niewyczuwalne na skórze kosmetyki. Krem zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia, jednocześnie dodając cerze świeżości i promiennego wyglądu. Dzięki szybkiemu wchłanianiu może być stosowany również pod makijaż.

Rewitalizujące serum z witaminą C
Serum z witaminą C zostało opracowane z myślą o cerze potrzebującej rozświetlenia i wsparcia w walce z oznakami zmęczenia. Regularne stosowanie pomaga przywrócić skórze bardziej jednolity koloryt i zdrowy wygląd. Lekka, płynna konsystencja sprawia, że produkt łatwo włączyć do codziennej rutyny pielęgnacyjnej.

Dla kogo jest linia Energy Boost?
Kosmetyki z serii Energy Boost będą dobrym wyborem dla osób, których skóra wygląda na zmęczoną, szarą lub pozbawioną naturalnego blasku. To również propozycja dla tych, którzy chcą wprowadzić do swojej pielęgnacji witaminę C i skupić się na rozświetleniu, nawilżeniu oraz codziennej ochronie skóry. Witamina C to składnik aktywny, które jest bardzo dobry dla młodszych kobiet. Już w latach 20 śmiało można wprowadzać witaminę C. Dodaje ona świetnego blasku i wspomaga naszą cerę. Wiem, że w wieku 50+ witamina C to już niestety zbyt mało. Więc korzystajcie póki możecie ;)

Mój faworyt z całego kompletu? Ultralekki krem. Uwielbiam formuły, które są lekkie jak chmurka. Kolejnym plusem jest oczywiście bardzo dobre nawilżenie. Generalnie cała ta seria jest zbawienna dla mojej cery. Dobrze nawilża, odżywia i nadaje jędrności. Z resztą do serum i kremu wracam już po raz szósty? To minimum.

Do zobaczenia!
Angelika

niedziela, 5 lipca 2026

Blue lagoon

 

Cześć!
Zapraszam Was dzisiaj na kolejną część z serii Korfu. Blue Lagoon — coś, co udało nam się zorganizować totalnie spontanicznie, a okazało się jednym z moich małych spełnień marzeń ♥

Spacerując po naszym miasteczku, trafiliśmy na właściciela jednej z restauracji, który polecił nam wycieczki organizowane przez firmę jego syna (of course). Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, czy była to łódka, żaglówka czy katamaran — nie jestem absolutnie specjalistką w temacie. Zapisaliśmy się dosłownie z dnia na dzień. Cena była bardzo korzystna — chyba około 40 euro za osobę (mogę się już trochę mylić). Wypłynęliśmy około 9:00 rano, a wróciliśmy dopiero wieczorem.

niedziela, 28 czerwca 2026

Mój ulubiony fit cebularz na redukcji


Cześć!
Jako, że wracam aktualnie do redukcji po pół rocznej masie, postanowiłam zrobić serię postów z fit przepisami. Czasami na blogu pojawiały się takie posty. Na masie nie robiłam takich przepisów ponieważ stosowałam po prostu zwykłe, nie fit, przepisy. A z wersjami dietetycznymi jest większy problem. Co do samej redukcji i planach pisałam tutaj -> klik. Więc jeśli macie ochotę to zapraszam do lektury a póki co powróćmy do pierwszego fit przepisu.

Pierwsza moja propozycja to fit cebularz. Nie jadłam normalnej wersji ale cebularz w takiej formie bardzo mi podpasował i nie potrzebuję zbyt wiele w nim zmieniać. Przepis jest łatwo, sama często robię go na oko.

Składniki: 100 g mąki, 200 g skyra naturalnego lub serka wiejskiego, jajko, sól, pieprz, zioła prowansalskie, 2 cebule, 70 g sera żółtego lub mozzarelli light, odrobina oleju, szczypta proszku do pieczenia.

Zaczynam od pokrojenia cebuli w płatki i podsmażenia jej na patelni do momentu aż będzie miękka. Resztę składników przekładam do miski i zagniatam łyżką lub czasem blenderem w zależności od tego jak oceniam ciasto. Przyprawy do smaku. Ciasto przekładam na papier i formuję dość cienki, owalny placek. Piekę w piekarniku kilka minut aż do zarumienienia. Następnie na wierzch daję cebulę oraz ser. Czekam kolejne kilka minut aby całość się zapiekła. Całość pieczenia to 15-20 minut. Wszystko cały czas kontroluję więc nie trzymam się ostro czasu. I gotowe. Danie idealnie do lunchboxa do pracy.

Jedliście/robicie cebularza?
Do zobaczenia,
Angelika

niedziela, 21 czerwca 2026

Suknie piękne, wspomnienia trudniejsze...czyli ostatni salon sukien ślubnych.

Cześć!
To już ostatni wpis z mojej serii o poszukiwaniu tej jednej, wymarzonej sukni. Trzy salony, zupełnie różne doświadczenia, mnóstwo emocji i jeszcze więcej przemyśleń. Każda z tych wizyt nauczyła mnie czegoś innego — nie tylko o sukniach, ale też o sobie i o tym, jak ogromne znaczenie w takich momentach ma atmosfera. Dziś opowiem Wam o trzecim, ostatnim salonie. Miejscu, z którym wiązałam naprawdę duże nadzieje. I choć historia ta zaczęła się dość niewinnie, szybko pokazała, jak cienka bywa granica między ekscytacją a rozczarowaniem…

Na początek spójrzmy na modele, które przymierzałam a później opowiem wam małe story time.

piątek, 19 czerwca 2026

Czy romantyzowanie życia jest złe?

(*Post dodaję ponownie,  ponieważ poprzednia publikacja uniemożliwiała komentowanie)

Cześć!

Ostatnio złapałam się na tym, że codziennie rano, zanim jeszcze wstanę z łóżka, wyobrażam sobie, że mój dzień będzie… idealny. Że kawa w kubku pachnąca cynamonem będzie smakiem małego luksusu, że spacer z psem okaże się magiczną przygodą, a wieczór zakończy się ciepłym światłem lampki i książką w dłoni. Brzmi trochę jak z Instagrama? Tak, wiem. I wtedy pojawia się pytanie: czy to romantyzowanie życia jest dobre, czy po prostu ucieczką od rzeczywistości?

Romantyzowanie życia to umiejętność dostrzegania piękna w codziennych drobiazgach – w porannej kawie, w zachodzie słońca, w prostych gestach bliskich osób. To traktowanie życia z większą wrażliwością i świadomością, szukanie w nim „magii”. Dla wielu jest to sposób na większą radość i uważność.

Plusów romantyzowania życia jest wiele. Chociażby większa uważność i wdzięczność. Dostrzegając małe rzeczy, uczymy się cieszyć tym, co mamy, zamiast ciągle gonić za czymś większym. Dobrze to też wpływa na nasze zdrowie psychiczne. Celebrowanie drobnych przyjemności może działać jak naturalny „detoks” od stresu. "Estetyka życia". Brzmi trochę nowocześnie ale coś w tym jest. Czemu nie żyjemy tak jak byśmy chcieli? Zamiast żyć życiem marzeń wiele osób zamyka się w swoich social mediach i godzinami scrolowania... A gdzie życie?

Oczywiście nadmierne romantyzowanie życia może stać się też pułapką. Życie nie zawsze jest piękne, a ignorowanie problemów może prowadzić do frustracji. Patrząc na „idealne” chwile innych w social media, łatwo poczuć, że nasze życie nie jest wystarczająco dobre. Romantyzowanie może też maskować trudne uczucia, zamiast je przetwarzać.

W tym wszystkim chyba chodzi o balans. Romantyzowanie życia nie musi być złe, jeśli traktuję je jako dodatek – sposób, by dostrzec piękno w codzienności, a nie ucieczkę od tego, co trudne czy nieprzyjemne. To nie oznacza, że każda chwila musi być idealna, że każdy poranek ma pachnieć świeżo parzoną kawą i że każdy spacer w deszczu musi być poetycki. Chodzi raczej o to, żebyśmy potrafili zatrzymać się na moment i powiedzieć: „To też jest życie. To też jest w porządku.”

Czasem celebrowanie małych rzeczy oznacza, że zauważam promień słońca przebijający się przez okno, albo śmiech psa, który wpada mi na kolana w najmniej oczekiwanym momencie. Ale równie ważne jest pozwolenie sobie na zwyczajność i niedoskonałość – na poranne zamieszanie, brak czasu, nieidealny dzień, zmęczenie, chaotyczny wieczór. Romantyzowanie nie ma sensu, jeśli staje się maską, pod którą chowamy trudne emocje lub frustracje.

Ostatecznie nauczyłam się, że prawdziwa magia życia nie tkwi tylko w idealnych obrazkach, które widzimy w mediach społecznościowych. Jest w tym, że kawa czasem jest za gorzka, spacer w deszczu przemoczy buty, a wieczór kończy się stertą niewyprasowanych ubrań i telefonem pełnym nieodebranych wiadomości. I mimo to można to zobaczyć jako coś pięknego – bo to jest życie w swojej autentycznej formie. Ta codzienna mieszanka chaosu i małych cudów, niedoskonałości i chwil, które zatrzymują dech, tworzy coś, co naprawdę warto celebrować.

A wy – romantyzujecie swoje życie na co dzień, czy raczej twardo stąpacie po ziemi?
Angelika

niedziela, 14 czerwca 2026

Fit produkty, które mam w lodówce (i nie wszystkie polecam).

Cześć,
Niedługo wracam do redukcji a co za tym idzie, kilka produktów z mojej diety zamieniam na mniej kaloryczne odpowiedni. I o tych odpowiednikach dzisiaj wam opowiem. Nie stosuję ich za często + smakowo dużo bardziej wolę np. normalny sos niż fit wersję. Ale czasami warto deficyt uzbierać sobie na takich produktach a w weekend skusić się na coś normalnego.

Najmniej fit z tych fit rzeczy to olej. To tak na prawdę normalny olej rzepakowy, ale zamknięty w opakowaniu, które psika. Fajna sprawa bo można równomiernie nalać na patelnie minimalną ilość. Minusy? Prawie od razu opakowanie się popsuło a cena nie jest tego warta. Kupiłam wyłącznie z ciekawości. Aktualnie wolę zainwestować w lepszy "atomizer" i samej dolewać wypełnienie.

Na kajmak namówiła mnie koleżanka z pracy. Smaczne. Ma mniej kcal niż typowy kajmak... ale popsuł się w lodówce już po kilku dniach. Kto na redukcji zje kilkaset gram kajmaku, który ma jakieś 300+ kcal w kilka dni? Nie polecam.

Fit sosy. Trochę ich kupiłam. To dokładnie smak wafelkowy, kebab-gyros oraz ser topiony. Każdy jest inny i do innego dania pasują. Jak jest się wygłodniałym to jest dobre a nawet smaczne. Normalnie? To są dziwne sosy. W wyjątkowej sytuacji sprawdzają się. Przy redukcji warto mieć 1 taki dodatek w lodówce.

Macie do polecenia tego typu produkty przydatne na redukcji? Dajcie znać, szukam nowości.
Do zobaczenia,
Angelika