
Cześć!
Zapraszam Was dzisiaj na kolejną część z serii Korfu. Blue Lagoon — coś, co udało nam się zorganizować totalnie spontanicznie, a okazało się jednym z moich małych spełnień marzeń ♥
Spacerując po naszym miasteczku, trafiliśmy na właściciela jednej z restauracji, który polecił nam wycieczki organizowane przez firmę jego syna (of course). Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, czy była to łódka, żaglówka czy katamaran — nie jestem absolutnie specjalistką w temacie. Zapisaliśmy się dosłownie z dnia na dzień. Cena była bardzo korzystna — chyba około 40 euro za osobę (mogę się już trochę mylić). Wypłynęliśmy około 9:00 rano, a wróciliśmy dopiero wieczorem.

W planie mieliśmy dwa postoje na pływanie w zatoce oraz czas wolny w małym miasteczku portowym — Sivota. To przepiękne, malownicze miejsce, które spokojnie mogłabym porównać do jakiegoś premium kurortu. Bardzo mili ludzie, pyszne jedzenie i… Polacy! Trafiliśmy na Polkę, która mieszka w Grecji już od kilkunastu lat i opowiedziała nam trochę o mieście i swojej historii przeprowadzki. Było naprawdę bardzo miło i przyjemnie.
Udało mi się też spróbować tradycyjnego szaszłyka, czyli souvlaki - 10/10! Nikt poza mną go nie zamówił, więc oczywiście wszyscy potem trochę zazdrościli, bo porcja była równie duża, co pyszna.
Po pobycie w Sivotie ponownie wypłynęliśmy w morze, kierując się na Blue Lagoon. Widoki były niesamowite — krystalicznie czysta woda i zatoka dostępna tylko od strony morza, bez możliwości wejścia z lądu. Trochę bałam się pływania wśród ryb… ale na szczęście żadna mnie nie zaczepiała więc mogłam spokojnie pluskać się do samego końca. Na miejscu dostępne były okulary i rurki do snorkelingu — z okularów korzystaliśmy, ale z rurek już nie, uznając je po prostu za mało higieniczne po innych osobach.
I to była jedna z tych wycieczek, które zostają w pamięci na długo 💙 Krystaliczna woda, ja i rybki. Oczywiście kolejne wakacje planuję obowiązkowo z takim rejsem!
Do zobaczenia za tydzień!
Angelika
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz