niedziela, 8 listopada 2026

Glukozowa rewolucja” – książka, która zmieniła moje spojrzenie na jedzenie

Cześć!
Jeśli zaglądacie tutaj trochę dłużej, to dobrze wiecie, że temat jedzenia, sylwetki i zdrowego odżywiania przewija się u mnie naprawdę często. Raz jestem na redukcji, później wchodzę na utrzymanie albo masę, potem znowu redukuję… Wiecie, moje standardowe tryby masowo-redukcyjne. Lubię obserwować swój organizm, liczyć kalorie, pilnować białka, trenować i sprawdzać, co faktycznie mi służy.

Dlatego kiedy w moje ręce trafiła „Glukozowa rewolucja” Jessie Inchauspé, byłam bardzo ciekawa, czy rzeczywiście dowiem się z niej czegoś nowego. O tej książce słyszałam już wcześniej naprawdę sporo, ale jakoś długo nie mogłam się za nią zabrać. Dobrze, że przypadkiem kupiłam ją przy zakupie innej książki.

I powiem Wam jedno – zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Kiedy zaczęłam ją czytać, wciągnęłam się tak bardzo, że za pierwszym podejściem przeczytałam około 70 stron. A w moim przypadku to naprawdę dużo, szczególnie jeśli mówimy o książce dotyczącej żywienia, metabolizmu i procesów zachodzących w organizmie. W końcu ktoś mi to wytłumaczył po ludzku. Chyba najbardziej podoba mi się sposób, w jaki ta książka została napisana. Przez długi czas wiedziałam mniej więcej, czym jest cukier, że mamy glukozę, fruktozę, węglowodany proste i złożone… ale kiedy ktoś zaczynał mówić o tym bardziej szczegółowo, wszystko zaczynało mi się mieszać.

Glukoza? Fruktoza? Insulina? Skoki cukru? Okej, wiem, że coś takiego istnieje. Ale co właściwie dzieje się z tym wszystkim w naszym organizmie? I właśnie tutaj „Glukozowa rewolucja” zrobiła na mnie największe wrażenie. Autorka tłumaczy te procesy naprawdę prosto i łopatologicznie. Nie miałam podczas czytania poczucia, że przebijam się przez podręcznik do biologii czy dietetyki. Wręcz przeciwnie. Jest tam mnóstwo bardzo obrazowych porównań, dzięki którym nagle wszystko zaczyna mieć sens. Raz pojawia się porównanie do rośliny, innym razem do dziadka ładującego parowóz – i może brzmi to trochę zabawnie, ale właśnie takie przykłady najbardziej zostają mi w głowie. Nagle coś, czego wcześniej kompletnie nie potrafiłam sobie wyobrazić, staje się banalnie proste.

Węglowodany nie są po prostu „złe”. Myślę, że to też jedna z rzeczy, które zabieram z tej książki. Przez lata w świecie diet można było usłyszeć bardzo dużo o tym, że cukier jest zły, węglowodany są złe, trzeba je ograniczać i najlepiej prawie ich nie jeść. Tylko… dlaczego? I czy rzeczywiście każdy produkt zawierający węglowodany działa na nas dokładnie tak samo? Książka bardzo fajnie pokazuje, że temat jest dużo bardziej złożony. Zaczęłam lepiej rozumieć, co dzieje się po zjedzeniu różnych produktów, skąd biorą się gwałtowne wzrosty glukozy i dlaczego znaczenie może mieć nie tylko to, co jemy, ale również w jaki sposób komponujemy posiłek. Takie informacje lubię najbardziej. Nie kolejne: „tego nie wolno”, „tego nie jedz”, „wyrzuć cukier na zawsze”. Tylko konkretne wyjaśnienie mechanizmu. 

Bardzo zaciekawił mnie też fragment dotyczący wolnych rodników i stresu oksydacyjnego. Wcześniej kojarzyłam te hasła głównie z reklam kosmetyków i antyoksydantów, ale nigdy specjalnie nie zastanawiałam się, co właściwie oznaczają dla całego organizmu. W książce zostało to pokazane jako proces, który nie daje od razu spektakularnych objawów, ale może stopniowo uszkadzać komórki i tkanki. Nadmiar wolnych rodników wiąże się ze stresem oksydacyjnym, który z czasem może sprzyjać stanom zapalnym i rozwojowi różnych chorób. I chyba właśnie ta perspektywa zrobiła na mnie największe wrażenie – że niektóre skutki naszego stylu życia nie pojawiają się nagle, tylko kumulują się przez lata. To zdecydowanie kolejny argument za tym, żeby patrzeć na jedzenie nie tylko przez pryzmat kalorii i sylwetki, ale też tego, jak wpływa ono na organizm w dłuższej perspektywie.

Teraz będę próbowała wypłaszczać swoją krzywą glukozową Oczywiście nie zamierzam po przeczytaniu jednej książki wywracać całego swojego sposobu odżywiania do góry nogami. Nadal najważniejsze są dla mnie podstawy – odpowiednia ilość kalorii, białko, warzywa, ruch, treningi i ogólny balans. Ale książka zdecydowanie sprawiła, że zaczęłam zwracać uwagę na jeszcze jeden element – skoki glukozy po posiłkach. I będę próbowała trochę bardziej „wypłaszczać” swoją krzywą cukrową. Nie na zasadzie obsesyjnego pilnowania każdego produktu i robienia z jedzenia kolejnego projektu do zarządzania. Bardziej chodzi mi o wprowadzenie kilku prostych nawyków proponowanych w książce i sprawdzenie, jak będę się z nimi czuła.

To zresztą najbardziej podoba mi się w całej tej koncepcji – wiele zmian nie wymaga rezygnowania z ulubionych produktów. Czasami chodzi bardziej o kolejność jedzenia, połączenie produktów czy drobną aktywność po posiłku. A jeśli mogę nadal zjeść coś, co lubię, tylko zrobić to trochę sprytniej – jestem za.

Czy „Glukozowa rewolucja” jest tylko dla osób na diecie? Moim zdaniem zdecydowanie nie. Ja oczywiście patrzę na nią trochę przez swój własny filtr, bo od lat interesuję się odżywianiem, ćwiczę i regularnie przechodzę przez swoje okresy redukcji oraz masy. Dlatego automatycznie zastanawiam się, jak część tych informacji mogę wykorzystać w swoim codziennym jedzeniu. Ale nawet jeśli kompletnie nie interesuje Was odchudzanie, książka jest po prostu bardzo ciekawym wyjaśnieniem tego, co dzieje się w naszym organizmie po jedzeniu. Nie miałam poczucia, że czytam kolejną książkę dietetyczną mówiącą mi, co mam jeść. Raczej, że ktoś w końcu usiadł obok mnie i powiedział: „Dobra, to teraz pokażę Ci, jak to wszystko działa”.

Dawno żadna książka dotycząca żywienia nie wciągnęła mnie aż tak bardzo. „Glukozowa rewolucja” sprawiła, że kilka rzeczy, które wcześniej znałam tylko powierzchownie, w końcu zaczęło mi się układać w logiczną całość. I przede wszystkim – zachęciła mnie do przetestowania tej wiedzy na sobie. Będę więc próbowała wprowadzać część opisanych zasad do swojej codzienności i zobaczymy, czy rzeczywiście zauważę jakąś różnicę w sytości, energii czy ochocie na słodkie.

Znając mnie, pewnie za jakiś czas pojawi się tutaj również wpis z aktualizacją i moimi wrażeniami po kilku tygodniach stosowania tych zasad, tak więc czekajcie na kolejną część z moimi przemyśleniami ;)

A Wy czytaliście „Glukozową rewolucję”? A może również macie ją od dawna na swojej liście książek do przeczytania?
Angelika

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz