Cześć!
Na masie postanowiłam zrobić mały eksperyment – spróbować
jeść intuicyjnie. Na początku nie było łatwo. Nadal myślałam trochę jak przy
redukcji i musiałam sporo się przestawić. Po miesiącu poczułam jednak dużą
różnicę – jedzenie zaczęło sprawiać mi przyjemność i w końcu czułam się
spokojniejsza przy talerzu.
Po Świętach udało mi się ustabilizować wagę i zaczęłam
stopniowo podnosić kalorie. Choć mówię, że nie liczyłam, to nie do końca prawda
– posiłki do pracy wciąż podliczałam. Celowałam w około 1000 kcal i minimum 60
g białka, a wieczorem mogłam już jeść „na luzie”, dobijać kalorie i białko bez
stresu. Codziennie analizowałam poprzedni dzień, żeby uczyć się małymi krokami,
myśleć świadomie o jedzeniu, a nie tylko patrzeć w tabelki i liczyć kalorie.
Efekt? Nadwyżka kcal połączona z częściowym „nie liczeniem”
dała mi ogromny powiew świeżości. Moja głowa wreszcie odpoczęła od ciągłego
liczenia, a ja odkryłam, że z łatwością dobijałam ponad 100 g białka – coś, co
wcześniej wydawało się wręcz niemożliwe!
Dodatkowy plus? W końcu znalazłam moje
„zero kaloryczne”, które wcześniej ustalałam trochę na oko.
Jeśli, tak jak ja, większość czasu spędziliście na redukcji,
naprawdę polecam spróbować kontrolowanej masy. Przyrost wcale nie jest ogromny
– ja celowałam w maksymalnie 1 kg miesięcznie i było to naprawdę dobre
rozwiązanie. Oczywiście cały czas trenowałam, więc wszystko szło w dobrym
kierunku.
Tak jak wspominałam w podsumowaniu masy, teraz czas na
redukcję. Jestem ciekawa, jak pójdzie mi po tej masie – ale o tym opowiem już
niedługo.
Do zobaczenia!
Angelika
Najważniejsze, że odpoczęła ci głowa, bo to podstawa.
OdpowiedzUsuńOj i to jak ;) Absolutny reset.
UsuńNajbardziej przemawia do mnie fragment o tym, że liczenie kalorii potrafi przesłonić zwykłe słuchanie własnego organizmu. Łatwo wtedy wpaść w pułapkę traktowania każdego posiłku jak kolejnego zadania do wykonania i zamiast zastanawiać się, czego naprawdę potrzebujemy, skupiać się wyłącznie na liczbach. Myślę, że znalezienie własnego, spokojniejszego podejścia do jedzenia jest dużo trudniejsze, ale też daje znacznie więcej swobody na co dzień.
OdpowiedzUsuńA co do ciebie najmniej przemawia?
UsuńTak, znalezienie swojego podejścia bez wpływów internetu jest bardzo ciężkie. Niestety każdego dnia jesteśmy bombardowani ogromną ilością tego co powinniśmy robić, co spożywać itd.
Jedzenie jest bardzo dużą przyjemnością. :)
OdpowiedzUsuńBez dwóch zdań :) Ale gdy zbyt mocno kieruje twoim życiem to już nie jest dobrze.
UsuńBardzo ciekawie opisujesz swoje doświadczenia. 😊 Najważniejsze, że udało Ci się znaleźć taki sposób odżywiania, przy którym jedzenie znów zaczęło sprawiać Ci przyjemność, a głowa odpoczęła od ciągłego liczenia. To naprawdę dużo! 👏 Życzę Ci powodzenia na redukcji i jestem bardzo ciekawa, jakie będą efekty tej masy. Trzymam kciuki i będę zaglądać!
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńEfekty masy są już na blogu. Bodajże post z maja? Masa udała się 10/10 ale efekty efekty zobaczymy gdy zredukuję i zobaczę czy faktycznie zbudowałam tam jakieś mięśnie.
Cześć Angeliko! Gratuluję Ci!
OdpowiedzUsuńJa mówiąc o jedzeniu śmieje się, że opatentuję nowa dietę! Jaką? Weź pod opiekę koty (2 lub 3, w zależności, czy ten trzeci danego dnia przyjdzie), jeże (2, a być może 4) no i jedzenia, woda dla ptaków.
Pozdrawiam!!!!!!!!!!!!
Hehe :D Podziwiam. Ja bym takiej gromadki chyba nie ogarnęła :D Również pozdrawiam ♥
UsuńObserwacja siebie i swoich potrzeb jednak ma znaczenie i super, że starasz się tak dopasować dietę, żeby czuć się z tym dobrze ;) Mi liczenie kalorii sprawdza się najlepiej, bo chyba jestem po prostu człowiekiem, który potrzebuje dyscypliny - jak odpuszczam liczenie, to dość szybko tracę rachubę xD
OdpowiedzUsuńTylko na masie. Nie ma szans, że coś zredukuję bez liczenia kalorii xD
UsuńPodziwiam! To znaczy ja nie liczę, ale deficyt powinien być. I wprowadzam ruch, żeby zrobić coś z moją insulinoopornością
OdpowiedzUsuńNa masie jest łatwiej ;) Zawsze jest się po tej bezpiecznej stronie. Redukcja to inna bajka. Nie może być ani za mało ani za dużo kalorii.
UsuńSuper, że udało Ci się to wszystko ogarnąć i możesz teraz spokojnie cieszyć się jedzeniem, i nabieraniem formy😊
OdpowiedzUsuńDobrych dni Angelika!
Dziękuję serdecznie :)!
UsuńCiekawy wpis :)
OdpowiedzUsuńCiekawy komentarz :)
UsuńSuper. Nauczyłaś się świadomie i zdrowo dla siebie jeść.
OdpowiedzUsuńDokładnie :) Warto nabyć takich zdolności.
UsuńPowodzenia kochana :)
OdpowiedzUsuńDziękuję!
UsuńPowodzenia! Trzymam kciuki 🍀🍀
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńI love how you found balance between discipline and freedom. It’s so refreshing to read about enjoying food without guilt while still making progress!
OdpowiedzUsuńYes ;) But it's so hard not te be influenced by the internet...
UsuńZnalazłaś dobrą metodę. Gratuluję!
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńDla mnie zaprzestanie liczenia kalorii było najlepszym co dla siebie zrobiłam. Bardzo oczyszcza głowę!
OdpowiedzUsuńDokładnie. O wiele lepiej się żyje ♥
UsuńWażne by znaleść swój środek :) Jak pilnował kalorii to widziałam małe zmiany gdy zaczęłam mniej na to patrzeć bardziej rozsądkowo bez pilnowania było lepiej. Ale chyba każdy musi znaleść swoją drogę i słuchać swojego organizmu.
OdpowiedzUsuńJak najbardziej ;) Ja na intuicyjnej masie jestem bogiem ale na redukcji nic bym nie schudła :D Po prostu lubię jeść.
UsuńNajważniejsze to z głową i nie dajmy się zwariować.
OdpowiedzUsuńTak, dlatego krok aby przestać liczyć kcal jest chyba milowym krokiem :D
UsuńThe good thing is that you are healthy that is the most important
OdpowiedzUsuńAnd now you are enjoying the food
Yes. Big step for me :)
Usuńmłodość :-)))
OdpowiedzUsuńaha :)
UsuńNauczyłaś się świadomie i zdrowo jeść.
OdpowiedzUsuńGratuluję.
Pozdrawiam serdecznie końcówką sierpnia
Dziękuję :D Również pozdrawiam ♥
Usuń
UsuńZ okazji Dnia Blogera życzę Ci Angelo mnóstwa inspiracji, radości z tworzenia i samych życzliwych ludzi. Cieszę się, że jesteś po drugiej stronie ekranu, że czasem wpadasz też do mnie.
Dziękuje serdecznie za te miłe słowa ♥
UsuńI think it's important to eat calmly, to remove that extra burden of anxiety from wanting to maintain strict control. I'm glad you've found a way to eat without putting pressure on yourself, although you rightly say that the internet has an influence, I think we can also control access to what we see on social media.
OdpowiedzUsuńExactly. We need to remove limitations in our minds. Eating should be about physical fulfillment, not about emotions, to-do lists, exclusions, calorie counting, etc. Yes, the internet doesn't help us here :/
UsuńPodziwiam tych, co liczą kalorie, dla mnie to zbyt skomplikowane. Dobrze, że znalazłaś złoty środek dla siebie :)
OdpowiedzUsuńTo fakt, przysparza to sporo pracy i pamięci aby wszystko ważyć ;)
UsuńBardzo ciekawie opisałaś ten eksperyment, szczególnie dlatego, że nie podeszłaś do niego na zasadzie „albo liczę wszystko, albo kompletnie nic”. Zostawienie sobie pewnej kontroli przy posiłkach do pracy, a później większego luzu wieczorem wydaje się dużo bardziej naturalnym etapem przejściowym niż nagłe odstawienie liczenia z dnia na dzień.
OdpowiedzUsuńNajbardziej zwróciłam uwagę na fragment o tym, że dopiero po czasie jedzenie znowu zaczęło sprawiać Ci przyjemność i głowa odpoczęła od ciągłego analizowania każdej liczby. Przy dłuższym okresie redukcji łatwo chyba wejść w taki schemat, że zamiast patrzeć na posiłek jako całość, człowiek widzi przede wszystkim kalorie i makro. Fajne jest też to, że dzięki temu eksperymentowi sama lepiej poznałaś swój organizm i udało Ci się bardziej realnie określić swoje „zero”, zamiast opierać się tylko na wyliczeniach.
Ciekawe jest również to, że bez dokładnego pilnowania wszystkiego nadal bez większego problemu dobijałaś ponad 100 g białka. To pokazuje, jak dużo zostaje już później z wypracowanych wcześniej nawyków i że nie zawsze trzeba wszystko zapisywać, żeby nadal jeść w miarę świadomie.
Będę też ciekawa, jak teraz pójdzie Ci redukcja po takim okresie większego luzu i czy zauważysz różnicę w podejściu do jedzenia w porównaniu z wcześniejszymi redukcjami. Myślę, że właśnie to będzie najciekawsze podsumowanie całego eksperymentu.
Tak. Redukcja niestety z czasem psuje głowę.
UsuńOj z tym białkiem to jest dłuższa droga. Wiele lat musiałam się nauczyć jeść go więcej. Kiedyś 30 g to było wyzwanie.
Dziękuję ;) Za miesiąc pojawi się post dot. podsumowania redukcji.