Cześć!
Byliście kiedyś na solo wyprawie? Jeśli myślimy, że w podróżowaniu ogranicza nas brak towarzysza to jesteśmy w błędzie. Samemu również można podróżować. Jest trochę inaczej ale taka wyprawa i poczucie wolności jest naprawdę wyzwalające. Dzisiaj opowiem wam o mojej wyprawie do Gandawy, oczywiście solo wyprawie. Chociaż minęło już trochę czasu od tego wyjazdu, bardzo miło go wspominam i chciałabym ponownie znów gdzieś sama się wybrać.
Nie miałam ściśle zaplanowanego harmonogramu. Wogóle decyzję o wyjeździe również podjęłam bardzo spontanicznie. Aktualna moja sytuacja w tamtym momencie wyglądała tak: podjeliśmy decyzję, że wracamy z Brukseli do Polski. Ja byłam jeszcze tydzień ponieważ miałam zaliczenia na uczelni, natomiast Karol wrócił już do domu. Mając tydzień, miałam tyle wolnego czasu, że uznałam, że muszę wykorzystać go w 110%. Wybrałam się np. odwiedzić ostatnie miejsca, zrobić 15 km spacer po mieście i wpadłam również na pomysł aby odwiedzić Gandawę. Miasto sąsiadujące z Brukselą. Bardzo prosty dojazd pociągiem. Gandawa jest miastem, które sprzyja takim decyzjom – nie przytłacza, ale kusi detalem, spokojem i autentycznością.
Podróż solo daje przestrzeń, by wsłuchać się w siebie. W Gandawie nie czułam się samotna – raczej wolna. Mogłam iść własnym tempem, zatrzymać się na dłużej przy katedrze św. Bawona, spędzić godzinę patrząc na odbicia kamienic w wodzie i pozwolić myślom płynąć tak, jak chciały. Nikt mnie nie pospieszał, niczego nie musiałam udawać.
Odkryłam, że jedzenie w samotności może być celebracją. Śniadania w małych bistro, belgijskie frytki z majonezem jedzone na ławce, kawa wypita z widokiem na Graslei – każda z tych chwil była dla mnie rytuałem obecności. I smaku, bo Gandawa zdecydowanie wie, jak karmić duszę i ciało.
Chętnie wybiorę się na solo podróż gdzieś w Polsce. Jakie miejsce polecacie? Może wasze miasto?
Angelika

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz