niedziela, 8 marca 2026

Z tym salonem miałam wielkie nadzieje... Rzeczywistość szybko je zweryfikowała

 

Cześć!
W ostatnim miesiącu opowiadałam Wam o wyborze mojej wymarzonej sukni ślubnej i pierwszym salonie, który odwiedziłam. Łącznie byłam w trzech miejscach — aż trzech? A może tylko trzech? Dziś zabieram Was do salonu Najna w Łodzi, gdzie działo się naprawdę sporo.

Pokażę Wam wszystkie „gagatki”, które tam przymierzałam, a uwierzcie mi — ta historia i same suknie to coś więcej niż zwykłe przymiarki. Były emocje, był brak zachwytów… no cóż.

Zapraszam, będzie ciekawie! 

Spójrzmy najpierw na modele, które tam przymierzałam. Miałam naprawdę duże nadzieje — wcześniej oglądałam ich suknie online i byłam niemal przekonana, że to właśnie tam znajdę tę jedyną. 

Suknia #1:
Ładna ale miała tak wycięte boki... źle się czułam + z figurą moją nie robiła nic dobrego. Do tej sukni trzeba  mieć idealną figurę. To zdjęcie tego nie pokazuje ale uwierzcie mi na słowo ;)

Suknia #2:
Syrenka z mocnym dołem to było coś co również gdzieś siedziało mi w głowie. Była lekka, na pewno fajna w chodzeniu ale ten dół był tak sztywny że aż sztuczny. Trochę to było śmieszne. Ładna ale nie zapadła mi w pamięci.

Suknia #3:
Może się broni bo jest długa ale trzeba pamiętać, że tak na prawdę do takiej wysokości trzeba ją ściąć. Bo suknia jest do butów prawie płaski żeby w obsadach dobrze się chodziło. Pseudo gorset, który nie robił ładnej talii. Dużo się działo. Jak dla mnie ładna ale dla gościa weselnego oczywiście w jakim kolorze.

Suknia #4:
Znowu syrena bez jakiegokolwiek modelowania. 

Suknia #5:
Halo!? Gdzie jest talia? Tak to właśnie "dopasowywał" salon zbyt duże suknie. Brawo. Bardzo liczyłam na ten model a okazał się absolutną klapą. Jak miałabym się niby zdecydować na taki badziew!? Przepraszam za słowa, ale to co oni tutaj odwalili... chciałam sprowadzić podobny model z zagranicy lub z salonu we Warszawie. A po tym mierzeniu już nie miałam nawet takiej myśli.

Suknia #6:
Ponownie za duża. Widać to w biuście, talii i biodrach. Gdzie jest efekt wow? Ja tu widzę model jak z lat 2000.


Suknia #7:
Model, który Pani tak zachwalała a ja tą samą górę miałam na swojej studniówce 7 czy 8 lat temu. Super "nowy" -.- Ogółem suknia ładna ale nic szczególnego. 


Suknia #8:
Gdybym tą princeskę przymierzała jako pierwszą to na pewno nie przymierzyłabym więcej tego modelu. Za duża. Dół okropny. Nie wygodna. Plątała się między nogami. Ciężka. I nie, to nie jest typowe. Tak princeska nie powinna być uszyta. Współczuję każdej pannie młodej, które przymierzyła tą i bez mierzenia w innych salonach się na nią zdecydowała. Podług tej, którą wybrałam, funkcjonowanie w tej to katorga.



Suknia #9:
Ponownie model praktycznie 90% taki jak moja sukienka ze studniówki. I tamtą kupiłam za 200 zł a nie za kilka tysięcy. Nie warta ceny. Zero modelowania. Jak szybko założyłam tak szybko zdjęłam.


Suknia #10:
Trzecia w typie mojej studniówkowej. Ładna ale zbyt wiele się działa. Oj i to bardzo.



Suknia #11:
Żeby nie było, że żadna mi się nie podobała ;) Ta była całkiem ładna. Kojarzyła mi się ze ślubem królewskim. Nie brałam rękawków pod uwagę ale też nie odrzucałam. No ale ponownie te miseczki... Mocno psuły mi odbiór przodu. Nie wiem czy gdyby były w moim rozmiarze to byłoby dużo lepiej. Nie lubię po prostu takiego efektu "widocznego stanika". 

Niestety, drugi salon okazał się sporym rozczarowaniem. Obsługa — mówiąc bardzo delikatnie — nie wzbudziła mojego zaufania. Podczas przymiarek czułam się tak, jakbym została z tym wszystkim zupełnie sama. Pomoc przy zakładaniu sukni była minimalna, a klipsy, mimo że kreacje były o dwa, czasem nawet trzy rozmiary za duże, ledwo spełniały swoją funkcję. Wystarczył najmniejszy ruch, by wszystko zaczynało się rozpinać i opadać, co skutecznie odbierało komfort i całą radość z tego momentu.

Na koniec zrobiło się jeszcze bardziej niezręcznie. Próbowano nas przekonać, że suknia z wyraźnie zabrudzonym, poszarzałym dołem jest zupełnie nowa, a modele, które rzekomo miały być dostępne w komisie… nagle „okazały się niedostępne”. Wtedy zapaliła mi się czerwona lampka. Zdjęcie poniżej. Może się mylę, jeśli tak to gdzie ta suknia na tych jasnych dywanach i zakazie butów miała się ubrudzić?

Kiedy zapytałam o suknie na gorsecie, spotkałam się z lekkim rozbawieniem i komentarzem, że „takich sukni już się nie szyje”. Przymierzyłam jeszcze kilka modeli, ale żadna nie wywołała we mnie choćby iskry emocji. Wyszłam stamtąd bez żalu — z poczuciem, że to po prostu nie było moje miejsce.

Jak już wiecie z poprzedniego wpisu — to nie tam znalazłam swoją suknię. Myślę, że salon powinien zwrócić większą uwagę zarówno na jakość oferowanych modeli, jak i na standard obsługi, bo to właśnie atmosfera i wsparcie są w takich momentach kluczowe. Ja osobiście nie mogę polecić tego miejsca, choć mam świadomość, że wiele z Was ma zupełnie inne doświadczenia i właśnie tam znalazło swoją wymarzoną suknię. Każda historia jest inna — moja po prostu potoczyła się inaczej.

A jak było u Was? Trafiłyście kiedyś na tak rozczarowujące zakupy?
Do zobaczenia!
Angelika

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz