poniedziałek, 3 maja 2021

Skąd wzięłam motywacje?

Cześć!

Jeśli weźmiemy pod lupę moje dokonania treningowe, trudno znaleźć okres w którym moja motywacja mnie nie zawiodła i ćwiczyłam regularnie. Takiego okresu nie było. Zawsze tkwiłam w zamkniętym kole duża motywacja -> małe efekty/brak efektów -> przerwanie -> duża motywacja... Tak było aż do sierpnia 2020 roku. A co dokładnie się zmieniło? Moje podejście. Jednak zacznijmy historię od początku.

Tak jak wyżej pisałam moja motywacja była jak zapałka. Na początku mocna a potem ginęła z dnia na dzień. Często też brał na siebie zbyt dużo. Z dnia na dzień zaczynałam zaawansowany plan treningowy. Na mój sukces tak na prawdę złożyło się kilka aspektów. Pierwszy to właśnie motywacja. Zaczęłam oglądać Paulinę Kuczyńską na youtube. Zmotywował mnie dokładnie ten konkretny film -> klik. Mówiła ona o tym, że nie warto rzucać się z motyką na słońce i robić super zaawansowane ćwiczenia. Lepiej robić 10 minut dziennie nawet najprostsze ćwiczenia. Każdy z nas znajdzie dla siebie 10 minut. Jak to możliwe, że na kilka h dla netflixa mamy czas a 10 min dla brzucha już nie? No właśnie, to kwestia motywacji i naszych priorytetów. Słyszałam to tyle razy a dopiero wtedy to do mnie dotarło. Sama nie wiem co się stało ale ta wiadomość dotarła do mnie dogłębnie. Weszła do mojej głowy i zanotowała się bardzo mocno.

Drugim aspektem, który wpłynął na moje rozpoczęcie treningów były efekty dziewczyn, które ćwiczyły z Chloe. Tutaj możecie zobaczyć przykładowy film --> klik. Patrząc na taką liczbę efektów byłam pod wielkim wrażeniem. Też chciałam osiągnąć taki sukces. Zwłaszcza, że dziewczyny widziały efekty nawet po 2 tygodniach! Tyle byłam gotowa wytrzymać. 

Coś co dołożyło ostatnią cegiełkę do mojej motywacji były moje 21 urodziny, które się zbliżały wielkimi krokami. Zawsze sobie obiecywałam 'na 16 urodziny będę chudsza o 5 kg" itd. itd. Oczywiście nigdy to nie doszło do skutku. Tym razem uznałam, że chcę sobie zrobić prezent i sama dla siebie chcę pobić swoje słabości. Chcę w ten dzień urodzin dmuchać świeczki na torcie z dumą, że ostatni okres był wykorzystany przeze mnie bardzo owocnie.

Te trzy aspekty brzmią bardzo dobrze i obiecująco. Miałam jednak jeszcze jeden problem ze swoim podejściem. Szybko się poddawałam. Minął tydzień czy dwa a ja uznawałam, że 'to nie ma sensu', 'jestem za słaba'. Wyznaczyłam sobie cel. To nie był byle jaki cel. Wybrałam plan i patrząc na niego obiektywnie uznałam, że muszę dać radę. To nie jest coś powyżej moich możliwości. Dlatego moim celem było wytrzymanie miesiąc treningów. Tak, wytrzymanie, ponieważ to nie była taka wielka przyjemność, ale efekty motywowały dalej. Wcześniej popełniałam ten błąd, że poddawałam się zanim były efekty. A w gruncie rzeczy to one głównie motywują do dalszej pracy. 

Zmiana nastawienia + walka ze swoimi słabościami + inspiracja innymi + wyznaczenie celu = SUKCES

To tylko tyle, albo aż tyle. Patrząc z perspektywy czasu nie mogę powiedzieć, że to było łatwe. Zmiana swojego podejścia jest koszmarnie ciężka. Zwłaszcza gdy tkwi się w zamkniętym kole. Ale spójrzmy na to z innej strony. Czy było warto? Tak. Czy zrobiłabym to ponownie? Tak. Czy żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej? Tak. Muszę wam również powiedzieć, że to co wtedy było tak ciężkie i niewyobrażalne do pokonania, teraz jest o wiele łatwiejsze. Tak więc, ten ciężki początek... to tylko początek. On mija. Mogę powiedzieć, że dla mnie najgorszy był pierwszy miesiąc, ponieważ musiałam się zmuszać do ćwiczeń. Dopiero po tym miesiącu zauważyłam wiele plusów i efektów i kontynuowałam to dalej. Aktualnie dziękuję sobie każdego dnia, że nie przerwałam wtedy ćwiczeń.

Najpiękniejsza rzecz, która z tego wynikła to fakt, że wygranie ze swoim lenistwem dodało mi motywacji na innych sferach życia. Skoro mogłam to pokonać to czemu nie mogę dokonać innych rzeczy? No właśnie, mogę. 

ΛΝGΞLΛ 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza