niedziela, 2 sierpnia 2026

Alicante, które skradło moje serce 🤍

 

Cześć!
W poście o moim panieńskim (klik), wspominałam, że w Hiszpani byłyśmy okrągły tydzień. Przed ślubem nie miałam czasu i możliwości opracowania zdjęć i opisania wszystkiego. Dlatego też dopiero dzisiaj opowiem wam jak było na tym wyjeździe. Z racji, że było to 7 dni (a praktycznie 8), opowiadania o Hiszpani podzielę na kilka postów.

Dzisiaj opowiem Wam o samym mieście, co zwiedzić i czy warto tam polecieć.

Główny plus tej destynacji to bezpośredni lot z Łodzi. Odszedł nam przejazd na lotnisko i kwestia parkingu. Natomiast w Alicante lotnisko jest poza miastem ale co 20 min w dzień i co godzinę w nocy, jeździ autobus lotnisko-centrum miasta. Dokładnie autobus C6. Bilet około 4,6 euro za osobę.

Klimat? Ciepło – cudownie, czyli tak jak powinno być na wakacjach. Przy centrum miasta znajduje się również port oraz piaszczysta plaża. Co nie jest oczywiście przy morzu śródziemnym. Temperatura wody miała 26 stopni. Dla porównania Polskie morze we wakacje ma około max. 19 stopni. Plaża jest naprawdę ogromna. Jest oczywiście możliwość wynajęcia dwóch leżaków i parasola za około 24 euro. My nie musieliśmy ponieważ w naszym Airbnb był parasol. Mimo to jednego dnia, gdy plażowałyśmy od rana do wieczora wzięłyśmy sobie taki zestaw plażowy. Fajną atrakcją jest również plaża nocą. Polecam sprawdzić.

Mam nadzieję, że widać mój zachwyt gdy zobaczyłam tą cudowną plażę. Zdjęcie bez absolutnie żadnego filtra.

Przy porcie znajduje się bardzo fajny rynek z pamiątkami i różnościami. Pamiątki można znaleźć oczywiście na każdym rogu. Szczególnie przy promenadzie i w centrum.

Samo centrum oferuje również bardzo duży wybór klubów, barów i restauracji. Życie nocne kwietnie! Ale głównie w weekendy. W tygodniu mało jest otwarte. Co mnie zdziwiło bo w Łodzi w tygodniu kluby naprawdę żyją.

Na sam koniec zostawiłam dla Was wisienkę na torcie! Alicante posiada ruiny zamku, które można zwiedzić i to za darmo! Warto, chociażby ze względu na niesamowite widoki na całe miasto. Trzeba pamiętać o wodzie. Jest tam zarówno bardzo silny wiatr jak i słońce. Polecam również wybrać trochę bardziej sportowe obuwie. Są miejsca dość śliskie. Panoramę z zamku możecie podziwiać na pierwszych zdjęciach od góry.

A i muszę wspomnieć o jedzeniu. Nie szukałyśmy żadnych polecajek a każde miejsce wybrane "na ślepo" okazywało się 10/10. Poniżej to ja w restauracji przy plaży na owocach morza. To był mój pierwszy raz z owocami morza więc ja wzięłam sobie bezpiecznie łososia bo byłam głodna a owoce morza podebrałam przyjaciółkom. Próbowałam kalmarów smażonych na głębokim tłuszczu. Okey chociaż nie zapadło mi to jakoś najbardziej w pamięci. Paella, czyli klasyczne Hiszpańskie danie było super. Później w kolejnej restauracji wszystkie wzięłyśmy właśnie Paelle.




Plaża o wschodzie słońca to było moje ukoronowanie całego wyjazdu. Ostatniego dnia namówiłam dziewczyny na pobódkę o 5 rano i nocny spacer na plażę. Absolutnie było warto! Z wielkim sentymentem wspominam to miasto i ten czas. I oczywiście moje ukochane dziewczyny! ♥ 

Dokładniejszą historię zamku opowiem wam w kolejnym poście z tej serii.
Do zobaczenia!
Angelika

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz