czwartek, 15 sierpnia 2019

Przyjęcie na studia, kierunek, kurs doszkalający, immatrykulacja, jak wyglądają studia, architektura na PŁ, poziom języka angielskiego, przyszłość.

Cześć!
Czas podsumować ten mój pierwszy rok studiów. Nie było łatwo. Oj nie. Sama nie wiem od czego dokładnie powinnam zacząć tą opowieść.
Panorama Łodzi z ósmego piętra wydziału architektury PŁ.
Sam proces rekrutacji nie jest czymś trudnym. Studiuję architekturę więc jest również dodatkowy egzamin z rysunku, który odbywa się w czerwcu. Tak więc moje wakacje były krótsze i to bardzo bo mojego roku szkolnego nie zaczęłam od października. Wraz z dostaniem się na uczelnię trzeba również łatwić sobie mieszkanie. W moim przypadku jest to akademik. O tym napiszę osobny post ponieważ akademik to u mnie na pierwszym roku był kompletnie oddzielnym tematem. Akademik dostaje się losowo. Generalnie prócz postów na facebooku nie wiedziałam z kim idę na tą samą uczelnię. Co koniec końców pokazało mi, że prawie z nikim. Jest to i plus i minus. I tak nie szłam z nikim na ten sam kierunek. Rok akademicki zaczyna się od 1 października. We wakacje listownie dostałam przyjęcie na studia a także formularz z kursem doszkalającym. Studiuję architekturę w języku angielskim i to właśnie odnośnie angielskiego były te kursy. Są one przeznaczone dla osób, które rozszerzenie napisały w okolicach 40%. Dlatego zapisałam się na nie i poszłam na angielski i matematykę. Angielski oceniam pozytywnie choć czułam się niekomfortowo gdy nauczycielka zmusza cię do mówienia tylko w języku angielskim gdy wcześniej nigdy nie miało to miejsce. Nigdy w szkole nie mówiliśmy po angielsku nawet na zajęciach z angielskiego. Więc było mi z tym ciężko. I nadal mam problem z przełamaniem się do rozmów. Jednak ten angielski mi się przydał. Co innego było z matematyką. Omawialiśmy tam takie rzeczy... A matematykę miałam potem tylko przez 1 semestr i to koniec. Więc śmiało bym przeżyła bez niej. Kursy doszkalające miały miejsce w budynku IFE (International Faculty of Engineering) na Politechnice Łódzkiej. Codziennie we wrześniu. Generalnie wyglądało to jak szkoła. O konkretnych godzinach były konkretne zajęcia. Prócz matematyki i angielskiego można było wybrać jeszcze fizykę. Ja tego nie zrobiłam bo w rozpisce mojego kierunku nie miałam fizyki. Co jest oczywiście kłamstwem. Na architekturze jest fizyka tylko w postaci trochę zamaskowanej. Nazywa się np. materiały budowlane, mechanika budowli itd.
W końcu przyszedł pierwszy października. Co mnie zdziwiło to fakt, że przed oficjalnym rozpoczęciem - immatrykulacją mieliśmy od rana zajęcia. Część była odwołana a na drugiej części nic nie robiliśmy. Trochę bez sensu no ale ok. Na immatrykulacji zostaliśmy oficjalnie studentami. Była przysięga, uścisk dłoni, zdjęcia... Co ciekawe. Faktycznie dziekani byli w togach. Szkoda, że nie mam zdjęcia. Byłam tak przejęta, że nie pomyślałam o tym.
I zaczął się rok akademicki. Wyjaśnię od razu może fakt jak wyglądają studia. W szkole okres nauki to rok. Na koniec jest wystawienie ocen itd. Na studiach jest to 1 semestr. Na koniec jest sesja na której trzeba zdać konkretne egzaminy. Nie z każdego przedmiotu. Z reszty zazwyczaj ma się mniejsze zaliczenia jeszcze w okresie nauki. Oczywiście to nie wszystkie oceny. W trakcie semestru normalnie ma się testy-kolokwia lub projekty. Różnica jest również w tym, że co semestr zmienia się kompletnie plan lekcji i przedmioty. W drugim semestrze zmienili mi się wszyscy profesorowie prócz tylko jednego. Przedmiotów jest zawsze około 10/11. Każdy przedmiot ma swoją wartość ECTS. Ogólnie w każdym semestrze musimy zebrać 30 punktów ECTS. Wiem, że brzmi to kosmicznie ale na studiach wszystko się klaruje. Oczywiście bez pełnej puli też zdamy, ale to już inny temat. Może zostawię go na kiedy indziej.
W październiku w mojej grupie było 28/30 osób. A teraz po drugim semestrze jest nas 11. Reszta odeszła, zmieniła kierunek, nie zdała, zmieniła miasto.Więc jest nas teraz na prawdę malutko. W sumie trochę szkoda. Na 'polskiej architekturze' maksimum było ich 120 a teraz jest około 80? Tutaj nie ręczę za te dane, ale też trochę osób odeszło.
Czy kierunek ten jest łatwy? Nie. Czy można będąc na nim dużo imprezować? Nie. Czy to kierunek dla każdego kro potrafi rysować? Nie. Czy zdecydowałabym się kolejny raz? Nie wiem. Zaskoczył mnie przede wszystkim fakt ile więcej się uczę, spędzam czasu nad projektami a efektów jakiś ekstra nie ma. Kierunek ten pochłania bardzo dużo czasu i bardzo dużo pieniędzy. Średnio co tydzień idę do sklepu plastycznego i wydaję po 50/80 zł. Więc nie mam potem czym szaleć w sklepie. Sam kierunek jest inny niż się spodziewałam. Inny niż czytałam w internecie i inny niż słyszałam na kursie rysunku. Sama nie potrafię do końca napisać na czym polega ta różnica. Po prostu powoli wdrążamy się w ten zawód i zaczynamy czuć jak to wygląda. I dlatego nie jest to dla każdego. Często opisuje się, że ktoś kto idzie na architekturę powinien ładnie rysować i być kreatywny. Oczywiście to podstawa ale tylko z tym nie da sobie rady. Musimy być również zdyscyplinowany, ambitny, precyzyjny, dobrze zarządzać czasem, mieć wiedzę życiową. Tworząc projekt np. przystanku nic ci to nie da jeśli twój pomysł jest wywalony w kosmos jeśli ktoś zapomina o podstawowych wartościach jak np. użyteczność. Jest taki przedmiot jak Design. Tworzymy tam projekty np. wieży widokowej. Czyli małych przestrzeni. Wydaje się proste ale wcale takie nie jest bo okazuje się, ze trudno jest coś wymyślić czego nie ma na pintereście i co będzie super. Gdy w szkole brakowało mi przedmiotów kreatywnych tak tutaj jest ich bardzo dużo i czasem wręcz brakuje pomysłów.
Kolejnym ważnym pytaniem jest to czy rysunek jest tak bardzo ważny jak mówione jest to na kursie. I tak i nie. Da się przeżyć bez świetnego warsztatu bo rysunek odręczny to tylko jeden przedmiot. Jednak dużo częściej używa się go na innych przedmiotach gdy potrzebujemy w minutę zrobić np. szkic pomysłu. Faktem jest również to, że coraz mniej rysuje się ręcznie a coraz więcej używa się programów komputerowych.
Kolejnym minusem, który zapewne bardzo dużą część osób, która myśli o tym zawodzie orzeźwi to okres nauki. Po pierwszym stopniu studiów ma się inżyniera architekta ale tak na prawdę nic to nie daje. Moim celem było i jest być architektem, który "postawi dom". Po inżynierce i po magisterce czyli 6 latach trzeba zrobić bodajże 3 lata stażu/praktyk (zawsze mylę te terminy więc przepraszam). A dopiero po tym trzeba obronić się przed radą architektów aby uzyskać możliwość wprowadzania swoich projektów w życie. Najprościej to ujmując. Czyli jest to około 9-10 lat jeśli nauka na studiach przebiegnie nam bez urlopów i bez powtarzania roku. Tak więc dopiero w wieku blisko 30 lat będę stawiać swoje pierwsze poważne kroki w zawodzie. o.o To szmat czasu. Oczywiście pamiętajmy, że początki równają się z najniższą krajową. Rynek pracy architektów w Polsce nie jest wcale fajny. Miejsc pracy nie jest wcale dużo. A co gdy ktoś chce być architektem wnętrz? Wystarczy chyba inżynierka? Chyba. Jednak jest to dość wredna praca ponieważ na praktyki się dostaniecie ale już do pracy nie. Dlaczego? Ponieważ bardzo wiele osób prowadzi firmę jedno/dwuosobową. Tak więc początek w projektowaniu wnętrz może być na prawdę trudny.
I tak oto przyszłość nie zapowiada się bajkowo. Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że studia są w języku angielskim więc praca inżynierska również. A w trakcie piątego semestru wyjeżdża się na Erazmusa za granicę. Czyli w moim przypadku już za rok będę się pakować ;) Jaki kraj polecacie? Myślę, że to przeżycie będzie również fajną formą do opisania tutaj.
Jedyny temat, którego nie poruszyłam to poziom angielskiego na uczelni... Dr hab. inż. wymawia "komfortable". To chyba idealnie podsumowanie :)
Jeśli macie jakieś pytania to zostawiajcie je pod postem. Jeśli uzbiera się większa ilość to można zrobię z nich post.
xoxo

niedziela, 11 sierpnia 2019

Polskie morze 2k19.

Witaj.
Drugi weekend lipca spędzaliśmy całą rodziną nad morzem. Pierwszego dnia wybraliśmy się do Kaszubskiego Muzeum Miniatur. A drugiego obowiązkowo do Sopotu na Molo. Więcej nie będę opisywać. Sama fotorelacja wystarczy :) Pozdrawiam!

niedziela, 4 sierpnia 2019

2018 vs 2019


Witam!
Nie było mnie tutaj... długo. W sumie cieszę się, że nie próbowałam ciągnąć pisania bloga bo nie miałam na to absolutnie czasu. Działo się sporo. Przede wszystkim dostałam się na studia i wytrwałam pierwszy rok. Ten chyba najcięższy :D Mam taką nadzieję. Miałam również sporo zamieszania z akademikiem, ciągłymi podróżami do domu i ogólnym życiem. Jak się okazało, studenci i memy nie kłamały, sesja to zło. Był to miesiąc, a właściwie dwa, wyjęte z życia.  Chociaż patrząc na mój kierunek to nie widzę jakoś abym poza sesją miała barwne życie towarzyskie. Studiuję architekturę. Kierunek ten pochłania ogrom czasu. Mam zarówno przedmioty typowo naukowo do których muszę się uczyć na pamięć ale też projekty. To nie jest wcale plus ponieważ prócz dostania oceny za projekty profesor musi wcześniej też go zaakceptować. Wiele razy zdarza się, że trzeba coś poprawiać kilkukrotnie. A zabiera to na prawdę dużo czasu. No ale w końcu przyszły długo wyczekiwane wakacje. Minęło mi ich już z 3 tygodnie. Generalnie leżę i się nudzę, ale nie jest mi z tego powodu jakoś źle. Brakowało mi takiego lenistwa. Powoli wracam już do "żywych". Mam trochę wolnego więc uznałam, że wrócę do pisania bloga. Na początek opiszę wszystko co się pozmieniało. Minął niby tylko rok a dla mnie aż rok. Bo chyba o dodatkowych egzaminach na architekturę też nie pisałam? Chyba nie. Tak więc mamy sporo do nadrobienia ;) Mam nadzieję, że ktoś jeszcze tutaj zagląda.
Jeśli macie ewentualne pytania o mój kierunek lub studia to piszcie. W najbliższym czasie pojawi się post o moim nowym rozdziale w życiu ;)
Do postu załączam wam kilka zdjęć z Martyną.
xoxo





piątek, 1 czerwca 2018

Bujo kwiecień.

Hej. Dzisiaj przybywam z aktualizacją bullet journala. Dziś pokażę wam jak zaplanowałam kwiecień. Nie jest on idealnie prowadzony ponieważ nie miałam wystarczająco dużo czasu aby go dopracować. Już mogę też powiedzieć, że maj powstał, ale nie wytrwał. Prawie nic tam nie zapisałam. Na te strony ponaklejam jakieś fajnie zdjęcia. Jednakże czerwiec mam już rozrysowany. Czeka tylko aby go uzupełniać. Zapraszam


poniedziałek, 28 maja 2018

16.Bieg Ulicą Piotrkowską Rossmann Run.


Witam!
Dzisiaj troszkę nie typowo, przychodzę z fotorelacją z biegu, który odbył się w sobotę. Niestety z przyczyn czasowych dopiero dziś dodaję zdjęcia. Jednakże musicie mi uwierzyć, że wybranie kilku zdjęć spośród 300 jest na prawdę trudne.
Do tematu... Bieg odbył się w sobotę w Łodzi. Od Manufaktury do Muzeum Włókiennictwa i z powrotem do Manufaktury ulicą Piotrkowską. Całość miała długość 10 km. Aż lub tylko. Również chciałam się zapisać. Jednak z przyczyn braku czasu na treningi, nie zapisałam się. Nie chodzi o fakt, że nie mam kiedy biegać. Do 10 km trzeba również dobrze się przygotować. Jak do każdego biegu. Niezależnie czy jest to 5 km czy maraton. Wolałam nie ryzykować. Planuję zapisać się na najbliższe 5 km.

 Przed biegiem wybrałam się na krótki spacer po Łodzi. Dlatego kilka zdjęć jest nie na temat. Chyba mi to wybaczycie.
Chciałam przejechać tramwajem na start biegu. Jednak nie zdążyłam na ostatni kurs. I dlatego też stałam w połowie trasy gdzie był zwrot kierunku a także wodopój. Mimo wszystko udało mi się zrobić kilka fajnych zdjęć. Nie jestem mistrzem fotografii a tym bardziej fotografii sportowej. Zdjęcia nie są idealne. Jednak uchwycić dobrze człowieka w biegu to jest sztuka.
Przy zwrocie kierunku biegu stała również grupka osób grająca na bębnach, która dopingowała osoby biegające. (zdjęcie niżej).







Pierwsza osoba, która dobiegła do połowy. Przed pierwszym zawodnikiem jechał również samochód z kamerą TV.

Jedni z pierwszych na połowie.









Pan, który za robienie zdjęć jako jeden z nielicznych obdarował mnie uśmiechem. Bardzo miły gest. Pozdrawiam serdecznie!






Bieg miałam obserwować około 15 minut. Koniec końców zostałam na całości. Nie mogłam się napatrzeć na te wszystkie osoby. Z jaką radością biegną. Jak widać na koniec zostało wiele resztek butelek. Bez obaw wszystko potem zostało wysprzątane. Jednak bardzo podoba mi się to zdjęcie. Coś nie spotykanego.
Mam nadzieję, że każdy dobiegł do mety w satysfakcjonującym czasie.
xoxo

piątek, 25 maja 2018

Wrażenia z matury 2018.

Hej!
Dzisiaj przychodzę do was z moimi wrażeniami z matury 2018. Tekst pisałam zaraz po powrocie do domu dlatego może on być nie obiektywny i moje zdanie teraz a wtedy może się różnić. Chciałam jednak dodać swoje spostrzeżenia na żywo. Jeśli jesteście ciekawi moimi wrażeniami, zapraszam na post.