Cześć!
Zapraszam dzisiaj na post z serii "z pamiętnika narzeczonej". Chciałam opowiedzieć o tym rok temu ale potem wpadła mi myśl, że wolałabym dodać zdjęcia ślubne na bloga po ślubie... A później już o tym totalnie zapomniałam. Co ciekawe poniżej macie tekst, który spisałam realnie rok temu. Miło do tego powrócić. Zapraszam na historię naszych zaproszeń ślubnych!
"Jesteśmy już w pełni przygotowań do ślubu. Wiele rzeczy mamy już wybranych ale wciąż jest kilka aspektów, które wymagają zorganizowania. Jest już prawie pół roku do ślubu. Gości mamy dość sporo i jest to najwyższa pora aby przejść do tematu zaproszeń. Chciałam wam o tym opowiedzieć, ponieważ jest to generalnie ciekawa historia. Nie planowałam robić ich sama. Bałam się, że wyjdą średnie przy finalnym wydruku, coś nie będzie się udawać i końcowo i tak będzie trzeba zamówić gotowe. Miałam w głowie pomysł na główną idee czyli nasze zdjęcie. Zaproszenia często się wyrzuca, uznałam, że w formie zdjęcia można je zawsze włożyć do jakiegoś albumu. A po naszej sesji narzeczeńskiej byłam już 100% pewna, że wykorzystamy te zdjęcia!
Sesja była ponad rok przed ślubem więc jeszcze nie
zamawiałam zaproszeń. Ale z racji, że miałam trochę wolnego czasu uznałam, że
pobawię się trochę w Canvie i stworzę jakąś propozycję. I tak powstał pierwszy
projekt. Wciąż myślałam, że będziemy je zamawiać. Po kilku miesiącach byłam z
nimi już tak związana + kilka osób poparło, że projekt jest bardzo fajny i w
sumie szkoda z niego rezygnować. I wtedy mnie olśniło. Faktycznie mój projekt
podobał mi się bardziej niż gotowce online.
Drukowałam w zaprzyjaźnionej drukarni gdzie Pan dał mi kilka
sugestii odnośnie projektu i eksportu aby przy wydruku wszystko wyglądało tak
jak chcemy. Dlatego też zrezygnowaliśmy z prostokątnej obramówki. Było to
ciężkie do wycięcia aby było idealnie równo. Zakupiłam również canvę pro aby
szybko wypełnić wszystkie zaproszenia. A było ich prawie 100!
Same zaproszenia są bardzo proste. Z jednej strony zdjęcie a
z drugiej treść zaproszenia z dokładnymi danymi. Do tego dorobiliśmy małe
karteczki z prośbą o potwierdzenie do x dnia oraz z sugestię odnośnie
prezentów.
Koperty również zakupiłam osobno. Laki zamówiłam na shein. A
właściwie sam wosk i stempel. Więc mieliśmy też trochę wspólnej zabawy przed 😉
Bardzo miło to wspominam. Było warto. Zwłaszcza, że dostaliśmy bardzo wiele miłych słów na temat zaproszeń. Co ciekawe, winietki i kartę usadzenia gości, również robiłam sama 😉 Jestem obeznana w tworzeniu zarówno wektorowym, Photoshopie czy canvie więc to nie był najmniejszy problem. A miło jest coś samemu wykonać na tak wspaniały dzień."
Co myślicie o takim rozwiązaniu? Cieszę się, że finalnie sama z pomocą męża zrobiliśmy te zaproszenia.
Do zobaczenia!
Angelika

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz