wtorek, 8 kwietnia 2025

Vision board Londyn.

Cześć!
Przed moim cudownym city breakem w Londynie, stworzyłam vision board wyjazdu. Chciałam trochę nakreślić kierunek wycieczki, koncepcję zdjęć oraz klimat. Finalnie, bardzo mi to pomogło w całym planowaniu. Mając takie vision board szybko wymyśliłam moje stylizacje. Miejsca, które chcieliśmy odwiedzić również ładnie się wyklarowały. Miałam dylemat np. z Notting Hill. Lubię fajne instagramowe miejsca ale gdy mają coś więcej niż kolorowe ściany. Chcę dobrego jedzenia, ciekawej historii lub architektury. Dla mnie to strata czasu odwiedzać coś wyłącznie dlatego, że większość dziewczyn tam chodzi dla zdjęć.









Na koniec zagadka. Jak myślicie, kto dostał moje vision board przy robieniu zdjęć :D? Haha. Oczywiście, że mój ukochany fotograf aby wiedział co mam na myśli ♥

Angelika

niedziela, 30 marca 2025

Suplementacja błonnika.

Cześć,
Dzisiaj trochę dietetycznie i trochę suplementacyjnie. Odkąd zaczęłam dietę wysoko białkową, moje jelita miały problem z przetrawieniem tego. Jadłam mało warzyw i dostarczałam mało błonnika. Po pewnym czasie przeanalizowałam swoją dietę i uznałam, że mam braki błonnika co skutkuje oczywiście problemami z wypróżnianiem. Analizując mój kalkulator kaloryczny, który ma zapiski z mojej diety nawet z kilku lat, ma także makroskładniki gdzie błonnik był zawsze poniżej połowy mojego celu.
Zaczęłam szukać rozwiązań. Znalazłam dwa produkty, które fajnie mi pomagają i chciałabym wam je polecić.

niedziela, 23 marca 2025

Haul spożywczy

Hejka,
Aby przemycić na bloga więcej mojej codzienności, pokażę wam dzisiaj haul zakupów spożywczych. Na koniec podam wam ile zapłaciliśmy, możecie podać jakie były wasze typy cenowe. Zakupy są na około tydzień z czego np. mięso wystarczy nam na dwa tygodnie. Pochwalcie się ile wy wydaje na zakupy tygodniowe i na ile osób 😉 Muszę wspomnieć, że ja jestem na redukcji i jem 1500 kcal (przynajmniej tak było w momencie robienia tych zakupów) a Karol na masie i spożywa ponad 4000 kcal.

Ogólnie jest tego dość sporo. Nie ograniczamy się z zakupami. Staram się za to jak najmniej marnować jedzenia, wyjadać wszystko i dużo mrozić.

Jogurty, serki, sery, nabiał. Jemy tego sporo. Twarogi i jogurty naturalne to baza naszej diety do nabijania białka (oprócz kurczaka). Serki/puddingi smakowe są na momenty gdy brakuje nam czegoś słodkiego. Staram się jeść też często twarożki grani. Biorę też zawsze jakiś pitny jogurt. Idealnie sprawdza się w podróż czy jako dodatek do shake. Zawsze muszę mieć w lodówce mozzarellę light i ser w stylu feta. Świetnie nabijają białko. Karol ma oczywiście również tradycyjny ser żółty. Ja też czasem trochę jem.

Warzywa i owoce.
Pomidory i papryka to nasze ulubione warzywa. Miałam już sałatę i kapustę pekińską więc tego nie kupowałam. Widzicie tutaj również jarmuż i natkę, którą zakupiłam na soki warzywne. Na zapasie, na soki miałam również torbę jabłek. Uwielbiamy pomarańcze ale w szczególności grapefruity. Shoty z grapefruita są naprawdę świetne. Winogron – mała „rozpieszczałka”. Banany zawsze muszą być. Przyznaję się, ja jem bardzo mało owoców, np. bananów w ogóle nie jem. 

Wędliny/ryby/kiełbasy.
Chcę jeść więcej ryb stąd ta makrela. Parówki były na promocji. Puszki rybne, zawsze warto mieć w szafce jako zapas. Kiełbasa jako dodatek do żurku i na inne dania dla Karola. Boczek kupujemy regularnie jako dodatek do jajecznicy i carbonary, mrożę go.

Świeże mięsa.
Pierś z kurczaka w dużej ilości- baza naszej diety. Kupuję zawsze kilka kg. Kroję je i mrożę po 400 g. Idealna ilość dla nas na jeden dzień. Mięso mielone z łopatki wieprzowej – super do tortilli. Częściej dla Karola. Ćwiarki i skrzydełka, super się sprawdzają do pieczenia w naczyniu żaroodpornym. Uwielbiam, muszę je częściej robić. Wyjątkowo wpadła teraz wątróbka dla Karola, ja nie lubię. 

Mleko i inne.
Mleko standardowo do kawy i np. manny na mleku. Dla mnie 0.5% - nie, to nie jest kwestia diety. Piję takie mleko od x lat. To już kwestia przyzwyczajenia. Ocet do zalewajki, którą planuję. Przydaje się też do odkamieniania czajnika 😉 Ogórki, fajny dodatek do obiadu gdy nie mamy warzyw.

Mix wszystkiego.
Tutaj mamy dosłownie wszystko: przyprawy do surówek, wcześniej wspomniany żurek, orzechy, rodzynki, makaron udon i makaron z soczewicy, która wzięłam do testów. Ma dużo białka.

Pieczywo.
Ten temat wygląda u nas różnie. Najczęściej kupujemy chleb tostowy z mąki wieloziarnistej, chleb żytni oraz bułki. Czasam wpadają inne wypieki. Od czasu do czasu wybieramy również bardziej przetworzone pieczywo pod burgery lub hotdogi. Kupiłam również lava cake, ponieważ to mój ulubiony deser. Nie widziałam tego wcześniej. Już zrobiliśmy i wyszło genialne!

Jako bonus ze sklepu dostaliśmy sok malinowy za 1 zł. Nie pijemy takich syropów, możliwe, że oddamy go mamie.

Marchew i ziemniaki.
Dostaliśmy od mojej mamy. Ziemniaki na frytki i zalewajkę a marchew na soki i jako przekąska do chrupania. 

Czy to dużo? Nawet dla mnie trochę tak. Ale był to moment kiedy pokończyło nam się mięso i wszelkie twarogi i serki. Piszę ten post tydzień później i mogę potwierdzić, że jeszcze sporo produktów mamy. Coś pomiędzy ½ a 1/3.

Podsumowując:
Sklep spożywczy 1- (większość produktów) 289 zł.
Sklep spożywczy 2- (mięsa) 108 zł.
+ ziemniaki, marchew, czosnek od mojej mamy za darmo. 

Dajcie znać jak to u was wygląda. Ile wydajecie na tydzień lub miesiąc na jedzenia i na ile osób 😉 Angelika

niedziela, 16 marca 2025

Fit lasagne

Hejka,
Przepis ten powstał wyłącznie przez moją inwencję twórczą. Niczym się nie inspirowałam. Powstała mi myśl w głowie, czy zmielone mięso z piersi kurczaka będzie smaczne? A może w wersji lasagne? Z dobrymi sosami to powinno się bronić. I wiecie co? Tak właśnie jest. Oczywiście do prawdziwej lasagne to się w ogólnie nie „umywa”. Powiedzmy to sobie szczerze, każdy fit przepis taki jest. Co nie zmienia faktu, że przy redukcji gdy chcemy mieć namiastkę czy to gofrów, lasagne czy ulubionego ciasta, ta fit wersja jest smaczna. Smaki podczas redukcji też nam ulegają zmianie. Przejdźmy do konkretów.

Testowałam wersję ze zwykłym makaronem i makaronem lasagne. Wersja ze zwykłym jest ciut gorsza.

Składniki:
-pierś kurczaka 200 g
-passata pomidorowa/pomidory 400-500 g
-makaron 100 g
-mozarella light 125 g
-ser gouda 30 g
-mleko 1 szkl.
-masło 25 g
-mąka 1.5 łyżki
-sól
-gałka muszkatołowa

1.Mięso mielimy, dodajemy sól i pieprz.

2.Mięso przekładamy do garnka. Dodajemy passatę/pomidory, zioła prowansalskie i gotujemy na średnim ogniu przez kilka minut aby mięso się trochę podgotowało.

3.W małym garnuszku robimy beszamel z mleka, mąki i masła. Dodajemy sól i gałkę muszkatołową do smaku. „Przygotuj sobie mały rondelek oraz łyżkę lub trzepaczkę do jajek (tę owalną). W rondelku umieść masło. Pozwól mu się powoli wytopić na małej mocy palnika. Gdy już masło będzie płynne dodaj mąkę. Łyżka po łyżce, ciągle mieszając zawartość rondelka. Pamiętaj o minimalnej mocy palnika. Łyżką rozetrzyj ewentualne grudki z mąki. Gdy masa będzie już gładka wlej całe mleko oraz sól, pieprz i gałkę. Zwiększ moc palnika. Cały czas mieszaj sos. Sos należy mieszać tak długo, aż zgęstnieje. Może to potrwać około 5-10 minut. Sporo zależy od tego, czy Twój rondelek jest wąski a wysoki, czy też szeroki.” (przepis na beszamel od Ania Gotuje)

4.W pojemniku żaroodpornym układamy po kolei: sos, makaron, sos, beszamel, makaron, sos, beszamel… Na górze kończymy beszamelem. Na wierzch kładziemy mozarelle light. A na sam wierzch, aby ładnie się stopił, dajemy goude.

5.Pieczemy około 40-45 min w zależności od piekarnika. Smacznego!

Tak jak wyżej pisałam, oryginalna lasagne jest 10/10 a to jest wyłącznie fit zamiennik.. ale powiem wam, że ser i beszamel robią tutaj super robotę. Polecam spróbować.

Do zobaczenia!

Angelika

niedziela, 9 marca 2025

Książeczki po angielsku dla najmłodszych!

Cześć!
Jeśli jesteś rodzicem, ciocią czy chrzestną którą pragnie zaszczepić swojemu dziecku miłość do książek, a przy okazji wprowadzić je w świat przygód, wyobraźni i pięknych ilustracji, to z pewnością powinieneś poznać serię książek "Our Little Adventure Series" autorstwa Tabithy Paige. To absolutna perełka wśród literatury dziecięcej, która zachwyca nie tylko treścią, ale również wyjątkowymi grafikami. W tym poście przybliżę Ci tę wspaniałą serię, która na pewno przypadnie do gustu każdemu małemu odkrywcy! Co istotne, książeczki są w języku angielskim są więc świetną bazą, aby zacząć wprowadzać ten język. Nie, nie to nie współpraca 😉 Książeczki zakupiłam osobiście (eBay) na prezent. Zachwyciły mnie jednak designem i postanowiłam Wam je polecić.

"Our Little Adventure Series" to zestaw książeczek, który przenosi dzieci w różne, pełne przygód światy. Tabitha Paige, autorka tej serii, stworzyła opowieści, które rozbudzają wyobraźnię maluchów i zachęcają je do marzeń o wielkich wyprawach. Książki w tej serii są napisane w prostym, ale pięknym języku, idealnym do czytania na głos, a każda z nich to mała podróż, która nauczy dzieci czegoś nowego. 

Jednym z największych atutów serii jest niewątpliwie grafika. Ilustracje w książkach Tabithy Paige są pełne kolorów i detali, które sprawiają, że każde dziecko poczuje się jak bohater własnej przygody. Każda strona to prawdziwa uczta dla oczu – od wspaniałych krajobrazów, przez urocze postacie, aż po fantastyczne elementy, które dzieci mogą odkrywać na każdej kartce. Dzięki takiemu połączeniu pięknych ilustracji z angażującą treścią, maluchy mogą zanurzyć się w książce i przeżyć niezapomniane chwile, które będą towarzyszyć im przez długi czas. Grafika w tej serii nie tylko przyciąga wzrok, ale także pomaga w zrozumieniu i zapamiętywaniu opowiadanych historii i nowo poznawanych słów.

niedziela, 2 marca 2025

Analiza pierwiastkowa - moje wyniki.

Cześć,
Dwa tygodnie temu opisywałam Wam coś takiego jak analiza pierwiastkowa z włosów. Dzisiaj pokażę wam, moje wyniki i krótko omówię, czy niektóre z tych opinii widzę osobiście w swoim organizmie. Zapraszam na krótką analizę moich wyników. 

W ankiecie przed analizą, wpisywałam co suplementowałam i ile. Jak widać jod mam nisko, mimo, że od kilku miesięcy prawie codziennie dodawałam jod do kawy. Nisko mam też np. żelazo. W sumie sami ze zdjęcia możecie podejrzeć, jak wyglądają wszystkie pierwiastki. Przejdźmy do ciekawszych rzeczy. 

Interesowało mnie mocno to na jakie choroby mój organizm jest skłonny. W wynikach mam:
• Możliwość występowania zaburzeń odporności humoralnej.
• Skłonność do powstawania niedokrwistości z niedoboru żelaza.
• Skłonność do infekcji wirusowych.
• Zaburzenia przemiany białkowej.
• Możliwość wystąpienia zaburzeń nerwowo-mięśniowych.
• Możliwość wystąpienia zaburzeń czynności trzustki i śledziony, co może być związane z niestabilnym stężeniem glukozy we krwi, obniżeniem wytwarzania enzymów trzustkowych, a także może powodować zaburzenia wchłaniania białek i tłuszczów.
• Zwiększone ryzyko powstawania miażdżycy.
• Skłonność do zaburzeń prawidłowej syntezy kolagenu, co może mieć wpływ na zwiększone ryzyko powstawania chorób układu kostno-stawowego.
• Skłonność do cukrzycy typu II.
• Skłonność do stanów depresyjnych.
• Skłonność do zaburzeń czynności żołądka. 

Mogę potwierdzić, że mój organizm ma takie skłonności. Infekcje wirusowe, przeziębienia łapią mnie naprawdę często… Niedokrwistość z niedoboru żelaza objawia się poczuciem zimna, które mam prawie każdego dnia. Dłonie również bardzo często mam zimne albo nawet lodowate. Podwyższone wyniki, ale wciąż w normie, dot. cukrzycy również wyszły mi rok temu w badaniach hormonalnych. Do tego mam pod tym względem obciążenie genetyczne. Zaburzenia czynności żołądka również potwierdzam. Czasami po randomowych produktach potrafi boleć mnie brzuch… Doszukiwałam się już jakiś uczuleń i nie tolerancji ale ciężko jest mi to zdiagnozować. 

W wynikach mam również:
• (…) w organizmie osoby badanej dominują wolne procesy przemian energetycznych, jest tzw. wolny metabolizm.
• Dominacja układu parasympatycznego.
• Profil przemiany mineralnej wskazuje na zwolnienie przemiany materii. Ten stan jest spowodowany spożywaniem za małej ilości białek i zbyt dużej węglowodanów, szczególnie prostych. Zmniejszone wchłanianie składników odżywczych powoduje zwolnienie procesów energetycznych, a tym całego metabolizmu. Osoby z tym typem metabolicznym mogą mieć mały apetyt i tendencję do nieregularnego spożywania posiłków.
• Profil przemiany mineralnej wskazuje na na obniżoną czynność nadnerczy i tarczycy (nie mylić z niedoczynnością w/w gruczołów dokrewnych). Stałe środowisko wewnętrzne (homeostaza) jest bezpośrednio uzależnione od układów: sercowo–naczyniowego, oddechowego, trawiennego, termoregulacji i gruczołów dokrewnych. Pacjent, u którego dominacja szybkiego wytwarzania energii jest długotrwała może wykazywać (ale nie musi – styl życia, leki, suplementy, dieta może niwelować poniższe zjawiska): niskie ciśnienie krwi, stan chronicznego napięcia, przyrost wagi ciała w rejonie ud i bioder, uczucie zimna, niską temperaturę ciała.
• Umiarkowane starzenie wolno rodnikowe. Bariera antyoksydacyjna może być osłabiona. Zmiana diety i suplementy antyoksydacyjne powinny poprawić jej sprawność. Szybkość starzenia się organizmu umiarkowana.
• W Twoim organizmie wolny profil przemiany mineralnej wskazuje na długotrwałe utrzymywanie się wolnego metabolizmu. Taki stan może prowadzić do ujawnienia się wszystkich stanów stresu tj.: stanu alarmowego, stanu odporności, stanu wyczerpania. Pacjent, u którego dominuje wolne wytwarzanie energii ma zwiększone zapotrzebowania na witaminy grupy B.
• Wynik wskazuje na zwiększoną aktywność procesów anabolicznych. Wybór właściwego pożywienia dla danego człowieka zależy od równowagi matabolicznej organizmu. W wielu przypadkach może taki stan prowadzić do nadwagi.
• Wynik wskazuje na zakwaszenie organizmu nadmiarem kwasu moczowego. Dotychczasowa dieta była za mało urozmaicona, spożywane były białka o zbyt dużej zawartości puryn i niewłaściwe tłuszcze. 

Nic co powyżej tu opisali, mnie nie zaskoczyło, mogę to potwierdzić. Generalnie jestem zadowolona ponieważ na wyszło mi nic strasznego. Są to aspekty, które właśnie poprawną suplementacją jestem w stanie skorygować. 

Na koniec pozostała lista suplementacyjna na miesiąc i na pół roku. Na miesiąc już wykupiłam, koszt to około 400 zł. Natomiast na kolejne miesiące będę dopiero zamawiać. Kasetki to pomocny element. Ja zamówiłam najzwyklejsze na SheIn. Suplementy są 3 razy dziennie, przy posiłkach. Dodatkowo podzielone są na przed i po posiłku więc w sumie każdego dnia potrzebne jest aż 6 przegródek. Warto się na to przygotować. 

Ostatnim punktem analizy była dieta na tydzień. Szczerze mówiąc nie będę się jej stosować. Ma zbyt mało białka i zbyt dużo kalorii. Może jak będę na utrzymaniu to zrobię sobie tydzień z tą dietą. 

Ja jestem zadowolona z tej analizy i chętnie wprowadzę różne zmiany aby poprawić moją kondycję zdrowotną. Jeszcze nie wiem czy za pół roku będę znów robić analizę pierwiastkową aby sprawdzić czy suplementacja pomaga. Myślę, że poznam to po swoich odczuciach. Natomiast chcę po całości zrobić moje podsumowanie z przemyśleniami i efektami. 

Do zobaczenia!
Angelika

poniedziałek, 24 lutego 2025

Antwerpia i "Province Headquarters".

Cześć,

Seria ze zwiedzaniem Belgi i Brukseli już trochę długo trwa ale to przez fakt, że w trakcie wyjazdu i w całym tym roku bardzo dużo się działo. Potem obrona i nie mogłam nigdy tego do końca przejrzeć i zakończyć tego tematu. Obiecuję, że w tym roku pojawią się ostatnie spóźnione posty 😉 Co dziwne, nie opowiedziałam wam między innymi o dwóch fajnych wyjazdach do Gandawy i Antwerpii. Dzisiaj opowiem wam o tym drugim miejscu. 

Trafiłam tam przypadkiem, ze względu na jedne z zajęć na uczelni. Byliśmy zwiedzać bardzo ciekawy biurowiec a dokładnie Headquarters of the Province of Antwerp projektu XDGA - Xaveer De Geyter Architects. Potem opisywałam i analizowałam ten budynek dokładnie do mojej pracy magisterskiej. Nie mam pojęcia czemu zapomniałam opowiedzieć o tym na blogu… A jest co opowiadać. Zapraszam na krótką wycieczkę.

niedziela, 16 lutego 2025

Analiza pierwiastkowa włosów.

Cześć,
Opowiem wam dzisiaj kilka słów o analizie i suplementach (to nie współpraca). Dzisiaj postaram się w kilku słowach opowiedzieć na czym to polega a w kolejnych dwóch postach o efektach analiza a następnie o efektach suplementacji. Ostatni post pojawić się może za kilka miesięcy, ponieważ suplementacja trwa około pół roku, ale o tym za moment. 

Skąd w ogóle wziął się ten pomysł? Moja mama robiła taką analizę na polecenie doktora. A ja widząc jak ciekawie to wygląda i co daje, uznałam, że też chce to sprawdzić. Wygląda to tak, że należy wyciąć włosy 1 cm od skóry głowy. Zostawiamy ten 1 cm i następne 2-3 cm nadają się do analizy. Włosów musi być łyżka stołowa. I to wysyłamy pocztą do analizy. Dodatkowo trzeba wypełnić krótką ankietę o sobie i swoim trybie życia. I po 3 tygodniach dostaniemy wyniki z analizą pierwiastkową z naszych włosów. 



Co dostajemy w analizie? 

Przede wszystkim dostajemy wyniki czy mamy braki jakiś pierwiastków a także czy mamy jakieś pierwiastki toksyczne. Jest również analiza współczynników pierwiastków. Wszystko jest dokładnie opisane na kilka stron. 

Kolejnym ciekawym aspektem jest bardziej holistyczna analiza. Dostajemy wiadomość jak ma się nasz układ trawienny czy nasz organizm jest zakwaszony, jak wygląda nasz metabolizm, efektywność nadnerczy i tarczycy, starzenie wolno rodnikowe oraz odporność na stres. Do tego jest również dłuższa analiza z opisem. 

Następnie przechodzimy już do zaleceń. Dostajemy suplementację miesięczną, bardziej uderzeniową oraz suplementację na kolejne 6 miesięcy. Jest to około 15 suplementów. Wykupienie ich na pierwszy miesiąc to koszt około kilkuset złotych. Warto mieć to na uwadze. Dostajemy również wyliczenia dietetyczne, ile kalorii powinniśmy spożywać w jakim trybie życia oraz jadłospis na tydzień wraz ze wszystkimi przepisami. 

I zapomniałabym o najlepszym! Dostajemy również listę skłonności naszego organizmu, na jakie niedobory i choroby możemy chorować. To mnie zafascynowało. 

Jak ja to zobaczyłam to byłam zachwycona i uznałam, że też chcę to zrobić. Bardzo nie lubię i neguję branie suplementów na ślepo! Dla mnie nie ma to totalnego sensu. Po co brać coś co prawdopodobnie jest w normie!? Przecież nadmiar też jest niekorzystny dla naszego organizmu. Najpierw sprawdźmy co nam brakuje a dopiero później kupujmy suplementy... A nie to co poleca jakiś influencer, a tfu! Sprzedawczyk. 

Co wy zrobicie to i tak zrobicie 😉 Zostawiam to wam. Po prostu starajcie się badać i nie brać żadnych leków i suplementów na ślepo. To w końcu wasze zdrowie. Nie musicie robić tej analizy co ja, zacznijcie najpierw od podstawowej morfologii. 

Ta analiza to wyłącznie moja fanaberia. Ale uznałam, że w tym roku chcę zadbać o moje zdrowie, celowane suplementy i zdrową dietę. Z dietą cały czas walczę. Nie mam na myśli redukcji tylko po prostu zdrowego odżywiania. Krok po kroku do przodu. 

Koszt tego badania to 450 zł. Koszt suplementów na pierwszy miesiąc to od 300 do 700 zł. Koszt suplementów na kolejne miesiące jeszcze nie sprawdzałam. 

Czy zrobię to badanie ponownie za rok? Nie wiem, zobaczymy. A jeśli jesteście ciekawi moich wyników i moich spostrzeżeń na ten temat, zapraszam za tydzień. Do zobaczenia!

Angelika

niedziela, 9 lutego 2025

Dlaczego warto wybrać się na Self Date?

Cześć, Kochani!
Dziś chciałabym poruszyć temat, który może niektórym wydać się nieco nietypowy, ale wierzę, że jest równie ważny, co spotkania z przyjaciółmi czy randki w parze. A skoro już za kilka dni są walentynki i będzie na prawdę duży wysyp marketingowy na randki, prezenty, zakupy, zakupy i jeszcze raz zakupy... Uznałam, że zaproponuję fajną alternatywę nie tylko dla singli ;)

Otóż, chodzi o samodzielne randki, zwane też "self dates". Czym one są i dlaczego warto od czasu do czasu zafundować sobie tę magiczną chwilę? Self date to nic innego jak wyjście na randkę... ze sobą samym! Nie, to nie jest oznaka samotności czy braku towarzystwa. To świadome, inspirujące działanie mające na celu celebrowanie samego siebie, samopoznawanie i czerpanie radości z własnej obecności.

Podczas solo randki masz czas, by zastanowić się nad sobą. W dzisiejszym zgiełku rzadko zatrzymujemy się, by zastanowić, co tak naprawdę sprawia nam radość, czego potrzebujemy i jakie są nasze cele. Self date to doskonała okazja, by lepiej poznać samego siebie. Nie zawsze potrzebujemy okazji do świętowania. Self date pozwala na celebrowanie drobnych chwil szczęścia, bez względu na to, czy to pyszna kawa w ulubionej kawiarni czy spacer w parku o zachodzie słońca. Współzależność jest ważna, ale umiejętność bycia samemu ze sobą także. Samodzielne wyjścia mogą być doskonałą okazją do odkrywania nowych miejsc, próbowania nowych rzeczy i zasilania swojego umysłu nowymi bodźcami. Inspiracja często płynie wtedy, gdy pozwalamy sobie na nowe doświadczenia. 

W dzisiejszym pędzie życia łatwo zapomnieć o potrzebie odpoczynku. Self date może być doskonałym sposobem na relaks, bez konieczności dostosowywania się do planów innych osób. Niech self date stanie się dla Ciebie sposobem na pielęgnowanie relacji z samym sobą. Otwórz się na nowe doświadczenia, celebrowanie swojej obecności i poznawanie siebie na nowo. To inwestycja w swoje dobre samopoczucie i harmonię wewnętrzną. Przypomnij sobie, jak ważne jest być swoim własnym najlepszym towarzyszem! ;)

Pochwalcie się, kiedy ostatnio byliście na self date?
Angelika


niedziela, 2 lutego 2025

Bułeczki wysokoproteinowe!

Hejka!
Jedliście proteinowe bułki z Lidla? Fajny dodatek do diety gdy zwraca się uwagę na białko. No ale cena??? Jak wszystko białkowe, powala na nogi. Czasami warto, ale np. mleko czy serek który ma 2 g białka więcej i droższy 2 zł? Niech szukają innego głupiego ;) Trochę tych przepis wysokobiałkowych mam, idąc ich tokiem myślenia spróbowaliśmy zrobić bułeczki proteinowe. I powiem wam, że są na prawdę świetne. Skład prosty, wykonanie też. Zapraszam na szybki przepis! 

Składniki:
• 4 jajka
• 400g serka wiejskiego
• 2 łyżeczki proszku do pieczenia
• 1 łyżeczka soli
• 400g płatków owsianych 

Składniki mokre zblenduj. Dodaj do miski wszystkie składniki suche. Piecz: termo obieg 200 stopni 25-30min. Smacznego! ❤️

Przepis jest na około 8 bułek i jedna ma: 260kcal B: 16 W: 31 T: 7 

Bułki podałam z sałatą, łososiem i pomidorem.
Nam one tak zasmakowały, że teraz staramy się je przygotowywać na cały tydzień i nie kupować sklepowych. Testowaliśmy też wersje z mąką żytnią. Jesteście ciekawi?

Dajcie znać jak wam smakowały!
Angelika

niedziela, 26 stycznia 2025

Mój roczny zapas kosmetyków!

Hejka,

Styczniowy haul kosmetyczny to będzie chyba już moja tradycja na blogu. Od około dwóch lat, po nowym roku robię spore zamówienie w online sklepie kosmetycznym tak aby uzupełnić zapasy moich ulubionych kosmetyków. W tym roku nie jest inaczej. Oczywiście kilka produktów z tamtego roku się powtarza, jest też kilka nowości. Zapraszam!

W tym roku nie zamawiałam kremu SPF Holika, ponieważ mam 1.5 opakowania z tamtego zamówienia. Skupiłam się głównie na klasykach mojej pielęgnacji, wzięłam kilka nowych kremów SPF a także dwie ciekawe maski do twarzy. Bielenda Proffesional to moja ulubiona firma kosmetyczna. Post nie jest współpracą, a chętnie bym ich reklamowała, bo na prawdę uwielbiam ich produkty. Sami to widzicie po tym, że np. krem i serum z witaminą C zamawiam już po raz trzeci.

Krem do twarzy i krem pod oczy z ceramidami zakupiłam po raz kolejny. Fajnie współpracuje ta seria z moją cerą. Nie uczula co jest szczególnie dla mnie istotne. W zeszłym roku niestety trafiłam na kilka kosmetyków, które ywołały reakcję alergiczną. Tym razem zamiast bogatszego kremu na noc, wzięłam lżejszy krem na dzień z filtrem.


Serum i krem z witaminą C. Ten krem to jest dosłownie moja miłość. Jego konsystencja, zapach i efekty są na prawdę świetne. Top of the top. Mam nadzieję, że nie nadejdzie dzień gdy go wycofają 😉


Żel do mycia twarzy. Produkty do mycia twarzy szczególnie mnie uczulają. Nie wiem czemu... Może przez jakiś składnik w tańszych żelach i piankach... Ten żel jest świetny. Nie podrażnia, nie uczula. Konsystencja jest przyjemna. Pozostawia miłą w odczuciu cerę, np. bez żadnego uczucia ściągnięcia. To moje odkrycie 2024 roku.



Moim nowym nabytkiem są dwie maski do twarzy. Ciekawa jestem czy będą one fajnym dodatkiem do pielęgnacji. Pierwsza jest z witaminą C a druga z kwasem hialuronowym. I również z tym kwasem, wzięłam krem na dzień, który ma delikatny filtr UV. Taka delikatna ochrona nada się akurat na zimę. Seria bogata jest w liczne składniki aktywne, w tym wypadku - wysokocząsteczkowy kwas hialuronowy oraz heksapeptyd.


Skończyło mi się kilka produktów, dlatego dobrałam również płyn micelarny, lubiony błyszczyk/top coat na usta, brązowy tusz do rzęs a także pędzel do nakładanie masek.


Z filtrami SPF poszalałam. Zamówiłam: Bielenda Professional SupremeLAB Satynowy Krem Ochronny SPF50, Bielenda Professional SupremeLAB Barrier Renew Odżywczy Krem na Dzień SPF30, Bielenda Professional SupremeLAB Nawadniająco-Liftingujący Krem do Twarzy z Kwasem Hialuronowym SPF15, Bielenda Professional Krem Ochronny do Twarzy SPF50. Czyli razem jest ich 4. Miałam jeszcze na oku SPF z La Roshe Posay i jeszcze jeden krem do twarzy... ale odpuściłam. I tak wyszło dużo produktów. 

Myślę, że w ciągu roku wszystko wykorzystam. Z tamtorocznego haulu wykorzystałam prawie wszytko. Ostatnio otworzyłam ostatni krem.

Zapewne zastanawiacie się, ile wydałam na takie zamówienie. Dużo, ale bardziej wolę pochwalić się, ile zaoszczędziłam na promocjach na akurat moich ulubionych produktach. Na całości wyszło ponad 400 zł. Uważam, że to bardzo przyjemna suma. Dla osób, która zaraz napiszą, że pewnie dałam się naciągnąć... Rok temu za krem z witaminą C czy z ceramidami dałam prawie 50 zł a aktualnie 30 zł. Natomiast w sklepach na żywo, produkty te dostępne są za minimum 70 zł. Było warto.
Angelika

niedziela, 19 stycznia 2025

Redukcja jesień 2024 | Body update


Cześć!
Witam Was w kolejnym poście z serii Body update. Trochę mnie nie było, ale myślę, że nie warto robić takiej aktualizacji co każdy miesiąc a czasami co pół kg. No właśnie, nie zawsze ten progres jest równy więc wolę się pochwalić zmianami co większy okres czasu.
W ostatnim poście (bodajże początek września) robiłam podsumowanie redukcji sierpniowej a zakończyłam na fakcie, że dopadła mnie choroba. Kilka dni miałam wyjęte z życia... Wrzesień minął mi pod hasłem odbudowy siły i chęci do całego procesu ;) Głównym aspektem było zwiększanie kalorii co tydzień o 100. Gdy doszłam do 1900 to moja waga już miała chęci pójść do góry. Czyli moje 0 kaloryczne jest około 1800.

Od października znów wróciłam na redukcję. Tym razem 1600 kcal a treningi pozostały takie same tzn. 3x tygodniowo trening siłowy, 10 tyś kroków dziennie oraz cardio w miarę możliwości. Pierwsze dwa tygodnie były demotywujące. Mimo moich starań i w miarę "czystej michy" moja waga ani drgnęła. A po tych 2 tygodnia spadło mi 1/1.5 kg w dół. Następnie sytuacja się powtórzyła, znów waga stała. Magiczna liczba 59.1 kg towarzyszyła mi przez dłuższy czas. Więc na ostatnie dwa tygodnie listopada ucięłam 100 kcal. I starałam się mocniej pilnować diety ponieważ okres wszystkich świętych, potem impreza u mnie w domu, trochę uśpiła moją czujność i dieta odeszła w te dni na drugi plan. Moim motto jest aktualnie fakt, że jem aby żyć a nie odwrotnie więc takie uroczystości czy wyjścia ze znajomymi nie psują mi diety (tak było wcześniej) tylko oddala finał mojej redukcji. To podejście jest lepsze dla mojej głowy. Mniej wahań. 

W grudniu zrobiłam wyjście z diety do jedzenia na oko. I oczywiście waga musiała wrócić :/ Do 60.0. Było to już przed świętami. W święta na szczęście waga nie podskoczyła. 

Niestety nie zawsze dieta i waga idą tak jak byśmy tego chcieli. Do tego dochodzi życie prywatne, które często wpływa mocno na dietę i na to jak się je. Ja się nie poddaję, działam dalej ;) Też warto patrzeć na swój progres w większym zakresie czasu. Rok temu czy kilka lat temu wyglądałam i czułam się gorzej. Idę w dobrym kierunku. Od 6 stycznia zaczęłam znów dbać o dietę i pilnować makro. Celem jest nadal mała redukcja. Dążę do tego 55 kg. A dalszy update dam wam, mam nadzieję, po udanej redukcji ;)

Planujecie w tym roku robienie formy na lato?

Angelika

niedziela, 12 stycznia 2025

Postanowienia na rok 2025 ♥ Co udało się w 2024?

Hejka!

Przez wiele lat nie robiłam postanowień noworocznych. Od jakiś trzech to się zmieniło. Głównie zmieniło się moje podejście, czyli chęć podsumowania pewnego okresu i nadania nowego kierunku mojemu życiu a nie tworzenie jakiś nierealnych wymagań i postanowień... W 90% tak to właśnie wygląda i dlatego nic z tego nie wychodzi. Nowy Rok to idealny moment na rozpoczęcie czegoś nowego i wyznaczenie sobie celów na nadchodzące miesiące. Choć postanowienia noworoczne nie zawsze są łatwe do utrzymania, to właśnie początek roku daje nam wyjątkową okazję do refleksji nad tym, czego chcielibyśmy dokonać. To czas, w którym stawiamy na samorozwój, lepsze nawyki i poprawę jakości życia.

Wierzę, że każdy ma szansę na to, by stać się lepszą wersją siebie – nawet jeśli wprowadzenie zmian wymaga czasu. Oto moje noworoczne postanowienia na 2025 rok:

-Zaoszczędzić okrągłą sumę pieniędzy. Jaką? To już pozostawię dla siebie. Zrobiliśmy sobie z Karolem zarys wydatków i zarobków na ten rok i ustaliliśmy, ile chcielibyśmy odłożyć. Do tej pory odłożenie jakiejś kwoty było dla mnie ciężkie, ponieważ nie miałam stałej pracy. Gdy przez kilka miesięcy coś odłożyłam, to za kilka byłam zmuszona to wydać. A przy nie systematycznych wpływach, dodatkowo ciężko jest to zrobić.

-Panieński x2. W tym punkcie zawieram mój panieński, który może uda się zorganizować jako jakiś wyjazd... Ale chcę delikatnie w tym pomóc, aby sprawdzić, czy każdy jest ok z danym pomysłem. Bardzo nie podobają mi się te marudzenia na panieńskie..., więc chcę, aby każdy był w miarę zadowolony i nie czuł się do czegoś zmuszony. Drugi, ale chronologicznie będzie pierwszy, o będzie panieński mojej przyjaciółki, który ja będę organizować 😉 Musiał się tutaj również pojawić. Za cel mam głównie dobrą zabawę.

-Cel wagowy 55 kg. Oj ile już lat ten cel mnie prześladuje... Hehe 😉 W tym roku się uda! Jestem już w połowie drogi do tego. Aktualnie czuję się okey ale chciałabym jeszcze trochę fałdek z żeber zrzucić. Zwłaszcza na lato. Mamy kilka imprez + nasze wesele, może będę mieć sukienkę z gołymi plecami. Chcę, aby nic się nie wylewało.

-Wesele. Nasze niezapomniane wesele. W tym zawiera się wiele mniejszych celów, zaproszenia, winietki, dekoracje, proszenie gości, świetna impreza... Trzymajcie kciuki ♥ A i jeszcze musimy obmyśleć pierwszy taniec 😉 Zwłaszcza, że jeszcze sami nie wiemy czego chcemy. 

-Dom/mieszkanie. Jako niedługo młode małżeństwo, chcemy poczynić kroki w tym kierunku. Nie będę zdradzać za wiele. Gdy coś będzie już oficjalnie wiadomo, pochwalę się.

-Drobne wyjazdy. Chcę po prostu cieszyć się z życia i łapać każdą okazję na fajny wypad np. nad morze czy na kajaki.

-Spotkania ze znajomymi. Kilka znajomych planuje przeprowadzkę. Chcę, aby mimo dzielących nas km, wciąż znajdywało się czas na wspólne spotkania.

-Zaplanować naszą podróż poślubną. Myślę, że sam wyjazd będzie w okresie grudzień-luty, ale bilety, hotele czy może zakup all inclusive trzeba zaplanować dużo wcześniej. Musimy również zrobić analizę, gdzie chcemy jechać. Aktualnie naszym top miejscem jest Tajlandia.

A teraz podsumujmy sobie zeszłoroczne postanowienia. Co udało mi się wykonać?

-Obronić MGR.

-Znaleźć pracę w zawodzie.

-Wykonać sesję narzeczeńską.

-Wakacje all inclusive.

Brawo dla mnie!

Trochę gorzej poszło mi z:

-Schudnąć do 55 kg. - Cel wykonany połowicznie.

-Zamówić zaproszenia ślubne. - Nie zamówiłam. Zdecydowałam się wykonać je sama. Mam projekt. Dopinamy listę gości i będę je drukować.

Totalną klapą okazał się plan:

-Odwiedzić Paryż na moje 25 urodziny. - Brak czasu, funduszy i zdrowia w tamtym momencie. Akurat na swoje urodziny miałam niedawno królujący jeszcze wirus... Paryż nadal jest w moim sercu i na mojej liście. Ale w najbliższym czasie nie planuję tego spełniać. Mam inne wyjazdy na oku.

W tym roku postanowiłam podejść do tematu postanowień w sposób bardziej świadomy i realistyczny. To znaczy prócz dużych osiągnięć uznałam, że wpiszę również te drobniejsze cele jak np. wypad na kajaki. Tak aby na koniec roku doceniać nie tylko te największe cele lub też dramatyzować, bo nic nie osiągnęłam. Dzieje się na prawdę dużo, tylko często zapominamy o swoich dokonaniach a warto doceniać zarówno te małe jak i duże.

A Wy? Jakie macie postanowienia na Nowy Rok? Czym chcielibyście się zająć w 2025 roku? Czekam na Wasze komentarze i inspiracje!

Angelika

niedziela, 5 stycznia 2025

Wspomnienia 2024!


Cześć!
Rok minął tak szybko, jakbyśmy ledwie mrugnęli okiem. Zanim zanurzymy się głęboko w nowy rok, warto zatrzymać się na chwilę, by spojrzeć wstecz i przypomnieć sobie wszystkie doświadczenia, emocje oraz wyzwania, jakie przyniósł ze sobą miniony rok. 

Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to chwile radości, które świętowaliśmy razem z najbliższymi. To były te drobne momenty, które sprawiły, że życie nabierało kolorów i stawało się pełne sensu. Od uroczystości rodzinnych po spontaniczne spotkania z przyjaciółmi – to właśnie te chwile składają się na nasze szczęście.

Wspomnienia z zeszłego roku to również podróże – te rzeczywiste i te wirtualne. Odkrywanie nowych miejsc, kultur i smaków jest jak paliwo dla duszy. Nawet jeśli podróże były ograniczone, to Internet pozwolił nam przenieść się w różne zakątki świata, dzięki czemu mogliśmy doświadczyć czegoś nowego bez wychodzenia z domu.

Styczeń

Początek roku był dla mnie trudny. Zaczęło się od odmowy kamerzysty weselnego, na którym mi na prawdę zależało. Musiałam szukać nowego... Kolejny chciał mnie oszukać... Potem zaczął się koniec semestru, sesja, pisanie pracy magisterskiej. Świętowaliśmy także urodziny Pawła. Byłam również na nartach! Niby drugi raz w życiu ale liczę jak pierwszy bo nic nie pamiętałam... Cały miesiąc upłynął pod hasłem stres i dużo pracy. 


Luty


Luty minął pod hasłem sesja, czyli nic przyjemnego. Jest to w dodatku mój najmniej ulubiony miesiąc w roku. Nawet moja galeria w telefonie ma z tego okresu zaledwie kilka zdjęć... Piekłam pączki z mamą. A w walentynki byliśmy z Karolem w parku wodnym Suntago. Pod koniec miesiąca świętowaliśmy 25 urodziny Agi!


Marzec

Marzec zaczął się od 7 urodzin mojego chrześniaka Natanka oraz jego brata Nikosia. Wybraliśmy z Karolem dla niego świetną betoniarkę do złożenia ;)
Zabrałam się ze zdwojoną siłą do pisania magisterki. Powstały również media dla mojej twórczości włóczkarskiej - WOOLKI. 


Kwiecień


Och cóż to był za miesiąc ;) Na początku miesiąca były Święta Wielkanocne, które był połączone z urodzinami Karola i mojej mamy. W same święta udało nam się nawet trochę odpocząć i naładować baterie. I bardzo się to przydało ponieważ było to dla nas ciężki miesiąc pod względem pracy. W połowie miesiąca świętowaliśmy 60 urodziny mojego wuja Krzysztofa. A w kolejny weekend byliśmy na gonitwach na Służewcu. Ominęliśmy otwarcie sezonu przez pogodę i to był strzał w 10! Tydzień później pogoda trafiła nam się cudowna. W ten sam weekend odwiedziliśmy również znajomych na ich nowym ogródku działkowym. Udało mi się w tym miesiącu spotkać również z Leną oraz Dominiką. A z Justyną starałyśmy się skupić na pracy nad pracą magisterską. 


Maj



I nadszedł ten piękny miesiąc :)! Pogoda nas cudownie rozpieszczała, bez omal jak w lipcu czy sierpniu! Ja natomiast po dietetycznych turbulencjach w kwietniu zmotywowałam się do kolejnego podejścia. Zmieniłam lekko plan. Dodałam biegania i dodałam też trochę kalorii. A do tego całymi dniami siedziałam przy mojej pracy magisterskiej. Chciałam ją skończyć w maju, ewentualnie początkiem czerwca tak więc miałam motywację do pracy. W maju udało mi się w końcu wybrać na Juwenalia Politechniki! To mój 6 rok a ja nie byłam wcześniej ani razu... Pierwszego roku miałam imprezę rodzinną, potem covid, potem po covidzie nie było, następnie ja byłam za granicą. Ale udało się! Jestem spełnioną studentką :D Hahah. Koncerty były świetne, Young Igi i Poparzeni Kawą Trzy. Polecam. Wejście jest dla każdego, nie tylko dla studentów ;) Na Juwenalia odwiedziła mnie moja siostra Martyna!


Czerwiec


Na koniec maja planowałam oddać pracę mgr, niestety wszystkie ostatnie niby małe poprawki, zajęły dużo więcej czasu. I tak w połowie miesiąca udało mi się przejść anty plagiat, dopełnić formalności i czekać na wyznaczenie terminu obrony pracy magisterskiej. Obroniłam stopień magisterski  czerwca 2024 roku! Co więcej się działo? Walczyłam z niespadającą wagą, przeszłam na 1.5 tyś kcal, dostałam na prawdę okropnego uczulenia na siłowni... Z nieznanych powodów. Podjęłam decyzję o odczulaniu na roztocza. Byliśmy na zakupach przed wakacjami oraz na gonitwach na Służewcu, które zostały odwołane przez zły stan nawierzchni... a bardziej bunt właścicieli, którzy zaczęli wycofywać konie z uwagi na strach przed kontuzjami. Służewiec się nie popisał. Dodatkowo brak jakichkolwiek informacji... Były również 25 urodziny Justyny w stylu PRL ♥ A prawie ostatniego dnia miesiąca, byliśmy na kajakach z Martyną, Agą i Łukaszem. Było super. Odkryłam mój nowy ulubiony sport!


Lipiec

1 lipca wylecieliśmy do Tunezji na wakacje! Było super. Więcej możecie zobaczyć i poczytać w tych postach: TUNEZJA 1, TUNEZJA 2. W skrócie zwiedziliśmy: Souse, El Jem, Monastir, Kairouan oraz Saharę! Fajnie się opaliliśmy, odpoczęliśmy i po tygodniu wracaliśmy do Polski. Kolejny tydzień Karol miał wolny, tak więc pierwszą część spędziliśmy u niego a w domu rodzinnym, a drugą u mnie. Byliśmy również na naszych drugich jazdach konnych i próbowaliśmy kusować! Nie jest to wcale takie łatwe jak się wydaje. Następnie skupiłam się na stworzeniu mojego portfolio i rozsyłaniu CV. Niestety w międzyczasie się przeziębiłam... Chorowanie przy 30 stopniach za oknem jest na prawdę ciężkie :/ Dbajcie o swoje zdrowie w tym okresie. Na koniec miesiąca chodziłam na rozmowy rekrutacyjne.


Sierpień



A od prawie początku sierpnia zaczęłam swoją pierwszą pracę. Tak więc sierpień był pod hasłem "praca". Udało nam się również zrobić naszą sesję narzeczeńską. Wyszło dużo fajniej niż bym się spodziewała ♥ Bardzo się cieszę, że się na nią zdecydowaliśmy. Skupiłam się również na mojej redukcji i ćwiczeniach. A na koniec miesiąca ponownie się pochorowaliśmy... Brak mi na to słów. 


Wrzesień

Wrzesień rozpoczął się od moich urodziny. Plany były świetne! Ale realizacja niestety nie wypaliła. A na koniec sama nie wiedziałam co mogę w ostatniej chwili zorganizować ;) Tak więc stanęło na grillu z rodzinką. Potem moja mama i siostra pojechały na winobranie więc ja sprzedawałam na ryneczku z warzywami. Udało mi się również spotkać z Leną na sushi. Zastępowałam również mamę przez jeden weekend na rynku warzywnym. Reszta miesiąca minęła pod hasłem praca. Na sam koniec, dzień chłopaka świętowaliśmy na paintballu! Kuzynka zorganizowała z mężem świetną grupę i gra była na prawdę udana. Nie obyło się oczywiście bez wielu siniaków! A i byliśmy ze znajomymi na Light Move Festival w Łodzi. Świetne wydarzenie. Polecam wybrać się chociaż raz. A pogoda podpasowała nam 10/10.


Październik

Pierwszy weekend października to oczywiście Wielka Warszawska na Służewcu. Moje typy niestety nie wygrały ;) Ale w głównej gonitwie mój typ był 2. Całkiem dobrze. Udało mi się również odświeżyć moją szafę na jesień, nowa czapka i szal, jeansy oraz świetnie 2 spódniczki! Jestem w raju, że kolorami tej jesieni jest burgund i czekolady brąz. Oba kolory bardzo mi się podobają! Dopadły mnie również różne problemy zdrowotne, dlatego też dobre dwa tygodnie miałam bardzo ciężkie i byłam bardzo często zestresowana.


Listopad

Listopad to miesiąc, który dość szybko mi minął. I dobrze bo jest to jeden z dwóch miesięcy, które nienawidzę w całym roku... Jakaś impreza rodzinna w domu, odwiedzanie grobów, zakupy, Służewiec. Starałam się ostatnie chwile redukcji wycisnąć jak cytrynę. Jednak finalnie nie były to najlepsze dwa miesiące redukcji. Dużo w tym okresie planowałam blogmasu, vlogmasu i ogółem całego grudnia.
Jednak głównym elementem, który będę wyjątkowo wspominać to wybieranie sukni ślubnej ♥ Więcej opowiem wam o tym już po ślubie, ponieważ chcę dodać również zdjęcia. Na koniec miesiąca pomagałam w wyborze sukni ślubnej również mojej przyjaciółce Lenie ♥ Obie kreacje są na prawdę cudowne, totalnie inne ale przede wszystkim oddają nas! 


Grudzień

Ach grudzień! :) Piękny miesiąc. Mimo wszystko wspominam te święta dość zabiegane. Mało czułam ten klimat. Domyślam się czym to było spowodowane - pracą. Niestety zabiera ona sporo czasu. A fakt, że wracałam po siłowni, było już ciemno i strasznie późno nie pomagał. Mimo to mam dużo fajnych wspomnień. Zaplanowałam wiele fajnych sytuacji za co jestem sobie wdzięczna. Na mikołajki odwiedziłam siostrę w Poznaniu. Udało nam się być na 2 jarmarkach, zrobić duże zakupy świąteczne a także oglądać zawody w rzeźbie w lodzie. Kolejny weekend to wigilia firmowa i ponowne zakupy.

 Ostatni weekend przed świętami to wspomnienia z wigilii ze znajomymi. Super się udała. Jestem bardzo zadowolona, że udało nam się to zorganizować, każdy przygotował świetne świąteczne danie a prezenty dla każdego były wybitnie trafione! Oczywiście after na drugi dzień również będę wspominać. Wspólne jedzenie czerwonego barszczu z krokietami i obgadywanie wszelkich tematów. Cudownie ♥

Niestety po weekendzie się rozchorowałam a już we wtorek była wigilia. Ja w ten dzień byłam jeszcze w pracy... Wigilię spędziliśmy w tym roku u mnie w domu. Ja nie byłam na pasterce przez przeziębienie. (na zdjęciu wyżej starałam się jak mogłam aby ukryć jak bardzo źle się czułam...) Czułam się na prawdę słabo. Na szczęście duża ilość snu i ratowanie się gripexem pomogło. Pierwszy dzień spędziliśmy z moją ciocią a drugi dzień świąt u Karola z rodziną. Nawet w lekko powiększonym składzie ;) Święta w tym samym składzie cieszą a gdy powoli rodzina się rozrasta, tym bardziej serce się raduje ♥

Po świętach byliśmy jeszcze odwiedzić chrześniaczkę mojej siostry. Kupiliśmy im jakieś drobne zabawki. Powiem wam, że taką właśnie radość oczekuję jak pakuję prezenty :D Dzieci są cudowne. Czasem trochę łobuzują ale to tam pikuś ;)

A sylwester 2024 spędziliśmy w tym roku dość 'grzecznie'. Po tylu atrakcjach uznaliśmy, że nie mamy ochoty na żadną imprezę. Wybraliśmy się więc do restauracji (Siekany Mieszkany / Ramki w Łodzi) na tatara i drinka. A o północy podziwialiśmy fajerwerki.

Patrząc w przeszłość, warto również spojrzeć w przyszłość z optymizmem. Nowy rok to nowe możliwości do nauki, wzrostu osobistego i tworzenia pięknych wspomnień. Niech zeszłe doświadczenia staną się fundamentem dla lepszego jutra, a wszystkie trudności przekształcą się w budujące historie do opowiedzenia.

Niech to będzie rok, w którym cele stają się osiągalne, marzenia stają się rzeczywistością, a wspomnienia są pełne uśmiechów i sukcesów. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego w nowym roku!
Angelika