Cześć,
Byłam ostatnio na nartach a właściwie na snowboardzie.
Zapraszam na małe story time czego nie robić.
Byłam kiedyś na nartach ale nie „czułam” ich. W tym roku
byliśmy większym składem w tym były 3 osoby, które szły na snowboard od zera.
Uznałam, że do nich dołączę. Wzięliśmy sobie instruktora na start i to było jak
najbardziej właściwe rozwiązanie. Godzina na oślej łączce i poszliśmy na stok.
Pierwszy zjazd, prawie pierwsza moja wywrotka i obiłam sobie kość ogonową… Kto
tego doświadczył ten wie, że jest to bardzo bolesne. Funkcjonowanie później
również jest nieciekawe a mnie czekało kilka dni jazdy na stoku… Niestety
obicie kości ogonowej wpływa mocno na nasz ruch a dokładnie na miednicę. Pod
pewnym kontem jest ok a pod drugim okropnie kłujący ból. I co wyszło dalej?
Cały zjazd nie mogłam wstać. Kilka prób na jeden upadek… jest to również
męczące. A fakt, że był to pierwszy mój zjazd, potęgował długość mojego zjazdu.
Miałam oczywiście załamanie. Bo początkowo musiałam w ogóle odleżeć kilka chwil
na stoku. Miałam karnet więc uznałam, że spróbuję ponownie. Drugi zjazd był o
niebo lepszy i dalej szło mi lepiej. Kość dalej bolała. Pierwszy dzień był
najgorszy.
Aż przyszedł ostatni dzień i ostatni zjazd. Jak zaczęłam,
tak skończyłam i kilkaset metrów przed ostatnią metą znów upadłam na kość…
Leżałam i płakałam. Jakoś dojechałam do końca i wróciłam do domu.
Moje przygody górskie na obiciu kości się nie zakończyły. Na
stoku nadwyrężyłam/wybiłam sobie kciuki. Naciągnęłam również nadgarstek przy
wstawaniu… ale drugi najgorszy uraz przytrafił mi się pierwszego dnia przed
stokiem. Co finalnie również ten pierwszy ciężki zjazd utrudniało. Oparzyłam
się o piec. I dzięki temu wróciłam z oparzeniem w kształcie księżyca na pół
pośladka. Stan? Pomiędzy oparzeniem I a II stopnia. Zobaczymy czy ślad
zostanie. Później do oparzenia skompletowałam jeszcze równie sporego siniaka.
Finalnie było fajnie. Męcząco ale fajnie. Mieliśmy bardzo
ładne domki. Co wieczór odpoczywaliśmy w bali lub saunie. A i udało nam się
zrobić mini sesję na stoku. Z tego też się cieszę. Jestem wzrokowcem, uwielbiam
ładne zdjęcia. Tym milej będę wspominać ten wyjazd.
I tak oto przeżyłam wyjazd na snowboard. Przeżyłam to bardzo
dobre podsumowanie ;) A wy jeździliście? Jak wspominacie wasze początki?
Do zobaczenia,
Angelika