Cześć!
To już ostatni wpis z mojej serii o poszukiwaniu tej jednej, wymarzonej sukni. Trzy salony, zupełnie różne doświadczenia, mnóstwo emocji i jeszcze więcej przemyśleń. Każda z tych wizyt nauczyła mnie czegoś innego — nie tylko o sukniach, ale też o sobie i o tym, jak ogromne znaczenie w takich momentach ma atmosfera. Dziś opowiem Wam o trzecim, ostatnim salonie. Miejscu, z którym wiązałam naprawdę duże nadzieje. I choć historia ta zaczęła się dość niewinnie, szybko pokazała, jak cienka bywa granica między ekscytacją a rozczarowaniem…
Na początek spójrzmy na modele, które przymierzałam a później opowiem wam małe story time.
Suknia #1:
Ładna. Znowu powtórzył się typ mojej studniówkowej... Miała ładny delikatny brokat. Całościowo to nie było to.
Suknia #2:
Jednak z mojej topki! Pięknie się układała. Materiał cudownie pracował. Była uszyta jak na mnie! Finalnie pomiędzy tą a dwoma innymi się wahałam.
Suknia #3:
W tej czułam się cudownie, jak księżniczka. A rękawki + rękawy dawały mi vibe królewski. Była w mojej top. Nie wybrałam jej bo zarówno rękawki jak i rękawy było za dopłatą + 1000 zł. Więc aby uzyskać ten efekt to było +2000 zł do sukni.
Suknia #4:
Beza. Przymierzyłam aby mieć pewność. To jak ta suknia odstaje mi w tali... Na zdjęciu nie wygląda najgorzej. Czułam się źle.
Suknia #5:
Top of the top. Ponownie ten sam problem, że rękawki były dodatkowo płatne. Podobał mi się klasyczny krój, gorset, ta talia (!!!) i piękny dekolt. Lekki minus za perełki w dekolcie. Nie byłam do tego przekonana wtedy i teraz.
Suknia #6:
Gdybym miała 100 tyś. zł na same suknie ślubne i mogła kupić kilka... na bank wybrałabym tą! Nikt z moich bliskich za nią nie był ale ten dół ♥ Piękna! O dziwo, bo myślałam, że nie będzie w moim guście. Fakt była bardzo ciężka. Nie mogłam się w niej nawet obrócić...
Suknia #7:
Po czasie nawet nie pamiętałam, że taką przymierzałam. Jak teraz na nią patrzę, ma ładne kwiatki na tiulu. No ale właśnie, tiul! Ja go nie chciałam.
Suknia #8:
Don't judge. Mama chciała abym ją przymierzyła. I wtedy i teraz wielkie "nie".
Suknia #9:
Inny salon, inna syrenka i znów "nie".
Trzeci salon również rozpoczęłyśmy z lekkim „zgrzytem”. Tego dnia miałam zaplanowane trzy wizyty, jedna po drugiej, i niestety do ostatniego miejsca dotarłyśmy z około 20-minutowym opóźnieniem. W każdym salonie miałyśmy zarezerwowaną dokładnie godzinę, więc doskonale rozumiem, że czas miał tu znaczenie. Już na wejściu dało się wyczuć niezadowolenie z powodu naszego spóźnienia. I chcę być tu całkowicie fair — Pani miała do tego prawo. To nie było z naszej strony idealne zachowanie. Zwyczajnie straciłyśmy poczucie czasu, a ja w całym tym ślubnym zamieszaniu chyba najbardziej ;)
Problem pojawił się wtedy, gdy temat spóźnienia zaczął wracać. Najpierw delikatna uwaga, potem kolejna, później drobne „szpile”. Zamiast skupić się na sukniach, fasonach i emocjach, zaczęłam czuć narastające napięcie. Jedno jasne zakomunikowanie sytuacji w zupełności by wystarczyło — informacja, że przez spóźnienie nasz czas zostaje skrócony, byłaby dla mnie całkowicie zrozumiała. Przyjęłabym to bez dyskusji. Zamiast tego temat powracał kilkukrotnie, a atmosfera robiła się coraz cięższa. I właśnie wtedy uświadomiłam sobie, jak ogromne znaczenie ma klimat miejsca. Dziś, gdy wracam myślami do tej wizyty, nie potrafię przywołać w pamięci konkretnych modeli. Zostały ze mną głównie komentarze i emocje. A szkoda — bo to właśnie one, te dobre, powinny zostać najdłużej.
Podsumowując, jeśli jednak spojrzeć wyłącznie na same suknie, bez całej otoczki — najpiękniejsze modele zdecydowanie były u Moniki. Tuż za nimi, a momentami nawet ex aequo na pierwszym miejscu, plasuje się Madonna. Najna niestety znalazła się na końcu mojego prywatnego rankingu. To było dla mnie spore rozczarowanie, bo właśnie z tym miejscem wiązałam największe oczekiwania. Czasem jednak życie pokazuje, że im więcej nadziei w coś wkładamy, tym boleśniejsze bywa zderzenie z rzeczywistością. I to była jedna z tych lekcji.
Jeśli macie ochotę obejrzeć resztę sukni, zostawiam linki:
1-Zanim powiedziałam „tak” – historia tego, jak wybrałam swoją suknię ślubną.
2-Z tym salonem miałam wielkie nadzieje... Rzeczywistość szybko je zweryfikowała
Która suknia z tego salonu najbardziej wam się podobała :D?
Do zobaczenia!
Angelika





















Podobają mi się wszystkie suknie :)
OdpowiedzUsuńSzkoda, że trzeci salon okazał się niewypałem
No tak właśnie pół na pół :x
Usuńu mnie na szczęścia decyzja była w miarę szybka i miałam tą swoją suknie ;D
OdpowiedzUsuńTo super :D Jaki model wybrałaś?
UsuńJeśli o mnie chodzi, to bardzo podoba mi się ostatnia suknia. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńŁadna jest ale krój nie dla mnie ;)
UsuńZ tych modeli, najbardziej spodobały mi się sukienki minimalistyczne.
OdpowiedzUsuńPrzepiękne te suknie, jakbym miała wybrać chyba bym do głowy dostała, a jeszcze jakby mnie poganiali. Heh przed moim ślubem nie odwiedziłam ani jednego salonu. Wydaje się dziwne, wiem, suknię miałam z aliexpress xD ale dla mnie to był wybór idealny, raz, że nie zbankrutowałam (zwłaszcza, że i tak zakończyło się rozwodem ;p), dwa, że nie umarłam ze stresu, przymierzając, a trzy, że była nietypowa i w moim guście. Z tego wpisu najbardziej podoba mi się w te róże, którą zamieściłaś na początku też :) Lubię takie nietypowe właśnie <3 ale wiadomo wygoda też jest ważna.
OdpowiedzUsuńAll the dresses are beautiful, each with its own charm.
OdpowiedzUsuńI can see why you had a tough time deciding.
2. suknia była prześliczna i wcale się nie dziwię, że się nad nią zastanawiałaś ;)
OdpowiedzUsuńFajna ta, w której się nawet obrócić nie mogłaś. Rozumiem czemu byś ją chciała. :)
OdpowiedzUsuńTakie wracanie do czegoś jest bez sensu w życiu prywatnym, a w salonie sukien ślubnych to niedopuszczalne. Miałabym ochotę obrócić się na pięcie i wyjść rzucając coś złośliwego typu " później przyszłam to wcześniej wyjdę skoro to taki problem".
Witaj Kochana!
OdpowiedzUsuńZ Twoją urodą i figurą we wszelkich wyglądałaś obłędnie! I nie ma w tym cienia przesady! My jesteśmy po ślubie cywilnym, więc tylko w garsonce byłam, więc nie nigdy nie mierzyłam sukni ślubnej... więc tym bardziej z ogromną przyjemnością obejrzałam Twoje zdjęcia 😘
Szkoda że w jednym z salonów taka niesympatyczna atmosfera była...
Spóźnienia w maratonie po salonach ślubnych to przecież klasyk, szkoda, że obsługa nie podeszła do tego z większym luzem i empatią. Podobają mi się proste i delikatne suknie, podkreślające atuty figury. Moja synowa nie znalazła sukni w salonie więc zdecydowała się na szycie. Miała suknię w stylu boho. Lubię ten styl.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
Suknia nr 3 rzeczywiście cudna, ale takie dopłaty za rękawki do sukni to istne szaleństwo!
OdpowiedzUsuńPamiętam Twoją rewelacyjną suknię ślubną i jak w niej wyglądałaś.
OdpowiedzUsuńMasz urodę i figurę modelki. i w każdej wyglądasz dobrze. A jednak chyba nie postawiłabym na żadną z tych sukien.
Pozdrawiam serdecznie
Już wiem, którą suknię wybrałaś... poczytałam poprzednie wpisy :) Z tych pokazanych w tym poście najbardziej podobasz mi się w numerze 5, za to jakoś do Twojej urody nie pasuje mi krój rybki. Moja suknia to tak odległe dzieje, że aż strach. Rok 1979 i zerowy wybór. Brało się to, co było, co kto miał, nie było salonów sukien ślubnych i takiej możliwości wyboru, jak dziś :) Moja suknia wybrana i kupiona przez mamę nawet mi się podobała, bo miała tren, który ciągnął się za mną i który na końcu miał taką pętelkę. Dzięki niej mogłam ten tren założyć na palec, na przykład w czasie tańca i wtedy z przodu robiła mi się taka wisząca wielka falbana z tego zebranego trenu... wyglądało to ciekawie. Do tej sukni w komplecie był biały kapelusz (tak, tak), ale uchroniłam się przed nim, bo w kapeluszach wyglądam jak jedno wielkie nieporozumienie :) Wydębiłam u mamy dodatkowy welon i było ok :)
OdpowiedzUsuńGdybym dzisiaj miała być Panną Młodą oszalałabym musząc cokolwiek wybrać, tyle jest tych pięknych kreacji :)
Piękne suknie... ale nawet do głowy by mi nie przyszło z dopłatą za rękawy i to w takiej kwocie... Dziękuję za odwiedziny. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńWszystkie suknie są piękne, miałabym trudności z wyborem tej jednej :)
OdpowiedzUsuńDużo się namierzyłaś, ale masz piękne wspomnienia.
OdpowiedzUsuńJa chyba nie miałabym cierpliwości tyle przymierzać
OdpowiedzUsuńFajnie tak poprzymierzać. Ja jestem wybredna i tutaj żadna mi w oko nie wpadła😊
OdpowiedzUsuńWczoraj była moja 32 rocznica ślubu, więc mam przed oczami swoją...Pewnie dlatego...
Będziesz miała co wspominać😊
Pozdrawiam Cię serdecznie Angelika!
Chyba teraz i ja po takich seriach przymierzania bym nie potrafiła wybrać tej jedynej 😀 2 i tylko jedno zdjęcie ale tak jakoś ładnie i biust jest podkreślony 😀 suknia ta ciężka inna ciekawa choć odrazu i jesienne miesiące do niej pasują - tylko nie praktyczna jak się w niej ruszyć haha z ciekawości obejrzę i inne przymiarki 😀 pozdrawiam
OdpowiedzUsuńHola, Ángela.
OdpowiedzUsuńElegí mi vestido de novia en cinco minutos...sé que no es lo habitual, pero fue así.
Muy bonitos todos.
No se actualizan mis entradas, te invito a pasar por mi espacio también.
Un beso y buen fin de semana.
Muszę przyznać, że trochę rozumiem to rozczarowanie atmosferą, bo przy takich emocjach jak wybór sukni ślubnej człowiek jest chyba bardziej „czuły” na każde słowo niż zwykle. Z drugiej strony zastanawiam się, czy ta sytuacja z salonem nie została trochę przysłonięta tym napięciem i czy same suknie nie wypadłyby inaczej w odbiorze, gdyby klimat był bardziej neutralny. Najbardziej mnie ciekawi ta „Top of the top”, która odpadła przez dopłaty — mam wrażenie, że to w ogóle osobny temat, bo te wszystkie dodatkowe koszty w salonach potrafią totalnie zmienić decyzję.
OdpowiedzUsuńI liked all the dresses. They are very feminine. Hugs!
OdpowiedzUsuńWitaj Angelo
OdpowiedzUsuńSuknie przepiękne. Którą bym wybrała? Nie wiem. Zapewne taką najbardziej prostą... Ale przecież o gustach się nie dyskutuje
Pozdrawiam oczekiwaniem na ochłodzenie
Czyżby mój komentarz uciekł gdzieś w chmury? :)
OdpowiedzUsuńWszystkie suknie są piękne ale i tak powodzenie wesela zależy od naszego dobrego humoru.:))
OdpowiedzUsuńDodatkowa zapłata za rękawy? Nigdy bym nie pomyślała, że takie praktyki są stosowane w salonach ślubnych. A zachowanie pracowników salonu ślubnego aż szkoda komentować.
OdpowiedzUsuńŻycie człowiek czasem się spóźni. A oni jak chcą sprzedać powinni tak zrobić byś była zadowolona . Po za tym można się postarać się i usprawnić tak że aż tak bardzo to spóźnienie nie przeszkodzi .
OdpowiedzUsuńTa pierwsza z brokatowym gorsetem i rozcięciem z boku najładniejsza moim zdaniem. Co do spóźnienia się- owszem było to niekomfortowe ale cały czas przypominanie przez obsługę zupełnie niestosowne. Nic bym tam nie kupiła.
OdpowiedzUsuńSuknia nr 2 wygląda jakby była wręcz stworzona dla Ciebie. Pięknie wyglądała do Twojej sylwetki :)
OdpowiedzUsuńKoszt rękawków tej kolejnej sukni to wręcz jakiś absurd... Tym bardziej, że w tej cenie to można czasami kupić całą sukienkę, a nie same rękawki.
Ta suknia nr 6 bardzo nietypowa, ale faktycznie ten dół ma totalnie coś w sobie!
O, za to suknia nr 7 to totalnie suknia w moim stylu :D Tył w kwiatki i ten piękny tiul.
Szkoda, że spotkała Cię taka niemiła sytuacja... Wystarczyło raz poinformować, że w związku ze spóźnieniem, będzie miała dla Was krótszy czas i tyle... Takie salony to tylko omijać i nie dawać im zarabiać.
Suknia w róże i ta z rękawkami i rękawami..przepiękne ^_^
OdpowiedzUsuń